Załóż bloga Zaloguj się



Porady :)

opowiadania innych osob na temat swojego pierwszego razu

aniolekdiabelek | 30 Lipiec, 2008 21:59

Normal 0 21

Hmm było bo było nic specjalnego ...jemu było przyjemnie a dla mnie to był ból.. obydwoje mięliśmy po 16 lat .... obydwoje bez wczesneijszego doświadczenia niestety nie był delikatny.. ale nadrobił wszystko czułymi słówkami i pieszczotami... to było u mnie w domu .. na łóżeczku.. niby nadal jesteśmy razem ale na dziś się umówiłam z kumplem na "badanie ginekologiczne" pierwsza w życiu zdrada ale mój chłopak nie jest lepszy od miesiąca nic nie działamy nie pieści mnie albo gra na kąpie  albo łazi na siłke a sam pieszczocha też się nie da.. nie wiem czy długo będziemy razem ale cieszę się z że to z nim zrobiłam bo jest na serio kimś wyjątkowym smile.gifchciałabym powiedzieć że go kocham ale nie jestem tego pewna musze spróbować czegoś nowego wtedy zrozumiem kim on dla mnie tak na serio jest... dziś to się okaże ZABEZPIECZENIE TO PODSTAWA. I JESLI TO MA BYC PREZERWATYWA TO Z APTEKI... pamiętajcie ze babkom starym w kioskach się nudzi dziurawią żeby było więcej dzieci w kraju & jutro napisze jak się czuje po moim drugim razie już z innym mężczyzna ten bezie dosiwadczony koleś 22 lata w samochodziku trochę zimno ale się rozgrzejemy pozdro jutro wam napisze bo z kimś będę musiała się podzielić moimi uczuciami.. a nie powiem tego mojemu przyjacielowi od serca..bo to mój chłopak sad.gif

 

 

 

 

Yhh ja swój pierwszy raz przeżyłam wczoraj smile.gifZrobiłam to z moim kolegą... smile.gifBylo... boląco... :/ To na pewno... i duużo krwi... troche było mi głupio ale wiem ze on to rozumie... smile.gifa ogólnie to nie zaluje tego ze z nim nie jestem czy nie bylam bo ... bo nie zaluje i tyle wink3.gifniektorzy powiedza ze to zle ze to powinno byc z milosci... :/ a ja powiem ze było miło i sie skończylo smile.gifjezeli nie zalujecie tego i sie ZABEZPIECZYLIŚCIE to jest git wink3.gifNo to dla dziewic rada: musisz być PEWNA że tego chcesz! Musisz wiedzieć jakie mogą być tego skutki! Musisz wiedzieć że w 70% będzie Cie boleć... (ja nie ukrywam: rwało jak holera ale potem było... suuper;]) ! Musisz sie przygotować na to że już nigdy nie powiesz ''JESTEM DZIEWICĄ'' ! Koleś z którym to bedziesz robić musi wiedzieć ze jesteś dziewicą... nie wstydź się tego:) On też kiedyś miał swój pierwszy raz (albo wlasnie bedzie miec??) ! No i jeszcze rada że zrob to z kolesiem ktory nie jest prawiczkiem biggrin.gifWiesz... doświadczony przynajmniej wie jak sie zaklada prezerawtywe a nie jak niektorzy np. nie wiedza co do czego ;] Hehe no to pozdrawiam i życze milego PIERWSZEGO RAZU :]

ps. ja mam 15 lat a ON ma teraz 17 ... jest git... smile.gifaha no i bedzie też boleć PO biggrin.gif:D

 


Może to śmieszne, ale dosyć często dziewczyny przeżywają pierwszy raz osobami nieznaczącymi, tym też próbują jakoś się unieżależnić od mężczyzny.To też jest pewien rodzaj manifestu wyzwolonej kobity, która bieze w ręcę to, co sama chce... Przecież łatwiej pogodzić się z faktem współżycia z kolegą niż bycia przeru** i porzuconą... Każdy współżyje z tym, z kim chce, a z konsekwencjami też musi sobie radzić sam...
Sex ze zwykłym kolegą może być początkiem niesamowicie elektryzującego romansu, też tak się zdarza, że początkiem gorącego uczucia... O tych gorszych przypadkach to każdy wie, nie trzeba tego rozwijać.
Ja o swoim pierwszym razie nie będę pisać (w sumie jużkieyś napisałam), bo nie rozumiem całego tego zamięszania związanego z fizyczną utrat dziewictwa.. Bardziej bym skupiła się na psychice, a ten pierwszy raz psychiczny może nastąpić nawe po setnym stosunku fizycznym... Mamy dyskutować o tym kto się puszcza a kto nie? Zresztą problematyka rozwiązłości seksualnej jest przedmiotem zainteresowania Kościoła i z deka prawa... i wszystkich moralistów pozornych.

Oj tam, takie pitolenie, każdy stosunek ma w sobie coś innego, a więc jest pierwszym razem zawsze tak, jak każda miłość jest inna...Czasem tylko ludzie ci sami..

Aaaa.. zapomniałam. Jeśli mamy dyskutować o tych osobach młodych to hm... póki co umywam ręce... Najwyżej może później się będę wypowiadać.

Normal 0 21

Mam 28 lat i pracuje jako sekretarka w dużej zagranicznej firmie. Posada nawet fajna. Zajmuje się wszystkimi dokumentami, jeżdżę z szefem na delegacje i pilnuje wszystkiego. Nie mogę narzekać. W pracy jest nawet miła atmosfera. Zaprzyjaźniłam się z paroma dziewczynami. Czasami chodzimy do knajpki razem.

Jedną z nich jest Magda. Z nią najlepiej się dogaduje i bardzo się zaprzyjaźniłyśmy. Okazało się, że jest lesbijką, ale mi to nie przeszkadza. Nigdy nie miałam żadnych uprzedzeń. Jest bardzo miła i wesoła. Wieczna optymistka tak jak ja. Czasami jej się wypłakiwałam, jeśli chodziło o moich ex a ona zwierzała się mi. Jest bardzo ładna. Brunetka, krótkie proste włosy z rudymi pasemkami, małe piersi i kolczyk w nosie.

Parę razy zabrała mnie do knajpki gdzie można poznać więcej takich kobiet. Fajnie się bawiłyśmy, ale do niczego nie dochodziło. W pracy pomagałyśmy sobie nawzajem z papierkową robota. Któregoś dnia miałam urwanie głowy i czekała mnie praca w domu. Wklepywanie do komputera danych. Nie martwiłam się, bo był piątek i do poniedziałku spokojnie wszystko uporządkuje. Przyszła Magda:
- No widzę, że szef nie pozwala ci się nudzić. Może wyskoczymy gdzieś dzisiaj?
- Nie, dziś posiedzę nad tym a jutro będziemy mogły gdzieś wyjść.
- No to może pomogę?
- A chcesz piątkowy wieczór spędzić w romantycznej atmosferze papierkowej roboty?- Zaśmiałam się.
- Ech i tak nie mam, co robić.
- Wiec ok. wpadnij o 19 do mnie.

Pomyślałam, że im szybciej się z tym uwinę tym więcej czasu będę miała w weekend na odpoczynek. Wyszłyśmy z pracy o 16. Pojechałam do siebie. Wykąpałam się, coś przekąsiłam i wskoczyłam w króciutkie spodenki i koszulkę na ramiączka. Chwilę odpoczęłam i o 18 Usiadłam przed komputerem. Wzięłam się do pracy. Magda po godzinie przyszła. Obie usiadłyśmy przy komputerze. O 21 wreszcie skończyłyśmy.
- No wreszcie!- Powiedziałam z ulgą.

Wstałam i odsunęłam krzesło. Magda siedziała i jeszcze sprawdzała czy wszystko jest ok. stałam obok niej. Kontem oka zauważyłam, że spogląda na moje nogi. Zrobiło mi się bardzo ciepło na myśl, że mogę się jej podobać. Spojrzała na mnie a ja delikatnie się uśmiechnęłam i spojrzałam na ekran monitora. Pochyliłam się i oparłam lewą ręką o biurko a prawą wyłączyłam dokumenty i puściłam muzykę.

W tym momencie poczułam jak Magda zaczyna delikatnie dotykać moich ud. Spodenki zakrywały tylko moje pośladki, więc mogła spokojnie dotykać mnie. Jej dłonie nieśmiało poruszały się. Przymknęłam oczy i wygięłam się delikatnie. To był dla niej znak, że nie mam nic przeciwko. Zaczęła śmielej dotykać mnie. Odwróciłam się do niej przodem i oparłam o biurko. Ona ciągle siedziała na krześle. Zaczęła powoli gładzić moje uda. Wsunęła dłoń pomiędzy je i dotarła do moich spodenek. Odchyliłam głowę do tyłu, miałam przymknięte oczy i zaczęłam po cichu mruczeć.

Jej dotyk był taki delikatny i czuły. Powoli pieściła mnie przez spodenki. Ja robiłam się coraz bardziej podniecona. Moje spodenki powoli stawały się wilgotne. Magda obiema dłońmi chwyciła je i powoli zsunęła w dół razem z majteczkami. Byłam lekko zawstydzona. Żadna kobieta nigdy mnie nie widziała nago. Zacisnęłam nogi.
- Nie bój się, jeśli chcesz przerwać to powiedz- powiedziała spokojnie i cicho
- Nie chce- szepnęłam

Przesuwała obie dłonie po moich udach. Delikatnie i powoli wsunęła je pomiędzy uda i rozszerzyła mi nogi. Jej oczom ukazała się moja bezbronna pizdeczka. Była dokładnie wygolona z pozostawioną małą kępką włosków u samej góry. Przysunęła się ze stołkiem. Obie jej dłonie spoczęły po obu stronach mojego skarbu. Kciukami zaczęła lekko rozchylać moje płatki. Dotykała mnie bardzo delikatnie i powoli. Jedną dłoń położyła u góry i dwoma palcami delikatnie ścisnęła moją łechtaczkę ciągnąc ją ku górze. Drugą dłonią zaczęła delikatnie mnie głaskać. Jej palce błądziły miedzy moimi listkami i od czasu do czasu zbliżały się do dziurki.

W pewnym momencie wbiła się we mnie mocno. Jej dwa palce zaczęły penetrować moje wnętrze. Wyciągnęła je i patrząc prosto w moje oczy zaczęła dokładnie zlizywać moje soki. Patrząc tak na nią zrobiłam się jeszcze bardziej podniecona.

Wstała a ja przysunęłam się do niej. Patrzyłam w jej oczy. Spojrzałam na jej usta. Były pełne, czerwone i lekko rozchylone. Były gotowe do pocałunków. Położyłam jedna rękę na jej biodrze a drugą delikatnie dotknęłam policzka i zsunęłam się na szyje. Miała bardzo delikatną i gładką cerę. Przysunęłam się bliziutko. Nasze nosy dotykały się. Usta były tak, blisko że czułyśmy nasze ciepło. Delikatnie przechyliłam głowę i dotknęłam jej mięciutkie wargi. Delikatnie pocałowałam ją. Przytuliłam się do niej policzkiem i powoli delektowałam się zapachem jej skóry. Ona odchyliła głowę do góry a ja zaczęłam powoli muskać jej szyję ustami. Bardzo jej się to podobało, bo zaczęła wzdychać. Objęła mnie i mocno przecisnęła do siebie. Zaczęłam ją całować tym razem mocniej.

Oderwałam się, aby spojrzeć jej w oczy. Potem zaczęłyśmy się mocno całować. Jej język penetrował moje wnętrze. Nasze dłonie zaczęły nawzajem dotykać się i pieścić. Dotykała moich już nagich pośladków.

Ja powoli zaczęłam ją rozbierać. Pierwsze ściągnęłam z niej jej sweterek. I zaczęłam rozpinać spodnie, które równie szybko opadły na ziemie. Stała tak w samej bieliźnie. Ja szybko ściągnęłam z siebie bluzkę i stanik. Stałyśmy i patrzyłyśmy na siebie. Rozpięłam jej stanik i delikatnie zaczęłam masować jej piersi. Były małe, ale cudowne w dotyku. Miękkie i takie delikatne. Pochyliłam się i wzięłam je do ust. Zaczęłam delikatnie ssać jej sutki. Ona zsunęła swoje majtki. Teraz mogłam dotykać jej pizdeczki. Była mięciutka i tak samo wygolona jak moja.

Chwyciłam ją za rękę i pociągnęłam ja do pokoju. Położyła się na łóżku a ja uklękłam między jej nogami. Delikatnie zaczęłam głaskać jej pizdeczkę. Dokładnie się jej przyglądałam. Nigdy nie widziałam z tej perspektywy kobiecej, pizdeczki więc bacznie obserwowałam ją. Lekko chwyciłam ją i delikatnie zaczęłam naciągać. Masowałam ją. Włożyłam jeden palec do środka i powoli zaczęłam penetrować jej wnętrze. Była delikatna i gorąca. Włożyłam drugi palec a Magda zaczęła cichutko jęczeć i wiercić się. Było jej coraz lepiej, bo coraz głośniej wzdychała.

Spojrzałam na nią. Nieśmiało, ale stanowczo przysunęłam usta do jej łechtaczki. Nigdy nie lizałam kobiety no, ale w końcu wiem, co i gdzie się znajduję. Delikatnie pocałowałam ją. Ona otworzyła oczy i spojrzała na mnie. Byłe zaskoczona i zadowolona. Ja przycisnęłam usta mocno i zaczęłam drażnić ją językiem. Była taka mięciutka. Zaczęło mi się to bardzo podobać. Była delikatna i smakowita. Lizałam ją coraz mocniej. Całowałam ją jakby to były jej usta. Po chwili sięgnęłam do dolnej szuflady. W samotne wieczory musiałam sobie radzić. Wyciągnęłam mojego przyjaciela na baterie. Był miękki i miał małą wypustkę do drażnienia łechtaczki. Magda była uśmiechnięta na ten widok. Usiadła na łóżku i zaczęłyśmy się całować.

Powoli włożyłam jej tego penisa i uruchomiłam go. Delikatne wibracje dawały jej ogromną rozkosz. Zaczęła poruszać biodrami. Wierciła się, ale nie odrywała o de mnie ust. Jedna ręką ściskała moje piersi a drugą wsunęła między moje uda i delikatnie zaczęła mnie masować. Chciała się odwdzięczyć. Położyłam ją na plecach i włączyłam drugi bieg w naszym przyjacielu. Ona zaczęła wyginać się i wiercić. Widziałam, że zaraz dojdzie. Przycisnęłam usta do jej łechtaczki, co spotęgowało jej odczucia i po chwili poczułam jak jej mięśnie zaciskają się a jej ciało zalała olbrzymia fala orgazmu.

Wyłączyłam wibrator, ale zostawiłam go w środku. Ona leżała wykończona. Położyłam się obok i zaczęłyśmy się znów całować. Przytuliłyśmy się do siebie. Wibrator powoli wysuną się. Leżałyśmy tak chwile.

Ubrałam się w szlafrok i zrobiłam nam coś do jedzenia żeby nabrać siły na kolejne igraszki. Szybko zjadłyśmy i postanowiłyśmy wziąć prysznic. Na ustach ciągle czułam jej smak. Na jej udach były rozsmarowane jej soki. Obie pachniałyśmy sobą nawzajem.

Pod prysznicem obie dokładnie nawzajem zaczęłyśmy się myć. Stała za mną, wycisnęła trochę żelu pod prysznic i zaczęła pieścić moje piersi. Piana powoli spływała po moim ciele. Jej dłonie podążały za nią w dół. Dotarła do pizdeczki, która też zaczęła dokładni myć. Masowała mnie i delikatnie dotykała moich ud. Zaczęłam robić się bardzo podniecona. Odwróciłam się do niej i zaczęłyśmy się całować. Długo i namiętnie. Woda spłukała z nas całą pianę. Magna uklęknęła i wsunęła język do mojej szparki. Zaczęła dotykać mojego tyłeczka aż wreszcie wsunęła tam jeden palec. Głośno westchnęłam i oparłam się o ściankę prysznica. Ona podniosła jedną moją nogę i oparła ją o swoje ramie tak, aby mieć lepszy dostęp do mojej pizdeczki. Zaczęła mnie dokładnie i łapczywie lizać. Pieściła mnie językiem, który od czasu do czasu wbijał się w moją dziurkę. Jej palec, który tkwił w moim tyłeczku zaczął powoli pieścić moje wnętrze. Czułam, że zaraz odpłynę. Zaczęłam głośno jęczeć i po chwili zalała mnie fala orgazmu. Soki, które obficie wypływały ze mnie ona dokładnie zlizywała. Gdy już przestała wytarłyśmy się i wróciłyśmy do łóżka.

Szepnęła mi do ucha, że to nie koniec i chwyciła wibrator. Wsunęła go jednym stanowczym ruchem i położyła się w pozycji 69 na boku. Zaczęła mnie delikatnie posuwać wibratorem a ja znów zaczęłam ją lizać. Bawiłam się jej pizdeczka. Ciągnęłam ją i gryzłam, ssałam i głaskałam. Wkładałam w nią palce. Chciałam sprawdzić, co potrafi. Włożyłam tam jeden palec, potem drugi i trzeci. Była mięciutka, zaciskała się na moich paluszkach. Wsunęłam czwarty. Ona zaczęła głośno jęczeć. Z rozkoszy i z lekkiego bólu. Chwile tak ja pieściłam, ale wyciągnęłam dwa palce w obawie, że zrobię jej krzywdę.

Włączyła wibrator. Zaczęłam odczuwać silne podniecenie. Wierciłam się. Czułam jak liże mnie i pieści językiem a jednocześnie wbija we mnie wibrator. Włączyła drugi bieg i coraz mocniej byłam podniecona a moje soki płynęły po moich udach. Ona starała się dokładnie je zlizać ze mnie. Było mi tak cudownie jak nigdy. Zaczęłam ją coraz mocniej lizać. Im bardziej byłam podniecona tym mocniej lizałam jej wspaniałą pizdeczkę. Wreszcie poczułam jej orgazm i soki, które z niej wypływały. Nie przerywanie lizałam ją nadal. Ona wiła się z rozkoszy i z bólu, który teraz przysparzał jej mój język. Ja mocno zaczęłam ja gryźć a zbliżający orgazm sprawił, że nie mogłam się opamiętać. Teraz podniecenie i lekki ból ogarniał jej ciało a moje ogarnął wielki orgazm. Obie padłyśmy wykończone na łóżko.

Spędziłyśmy cały weekend we dwie nie wychodząc z domu. Od tego czasu często spotykałyśmy się, aby się kochać. Magda kiedyś kochała się z mężczyznami. Postanowiłyśmy znaleźć jakąś ofiarę ale o tym, kiedy indziej...

 

 

 

 

Od owego wieczora, kiedy to w końcu odnalazłyśmy swoje szczęście minęło już pół roku. Jakże cudowny był to czas. Wspólne spacery, wycieczki do kina, ciągłe rozmowy. Wieczory kończące się namiętnym pocałunkiem i słowami "Śpij słodko" a potem wtulone w siebie grzecznie zamykałyśmy oczy i udawałyśmy, że śpimy. Tak. Udawałyśmy. Bo z każdym dniem rosła w nasz żądza. Namiętność spełnienia w miłości fizycznej. Wiedziałam, że zbliża się TA chwila, kiedy połączymy się w miłosnym tańcu, który uniesie nas do gwiazd. Widziałam to w jej spojrzeniu. Pożerała mnie wzrokiem. Wzrokiem mnie pieściła. W myślach robiłam dokładnie to samo. Z każdym dniem spędzonym z nią czułam to potężniej. Pragnęłam jej. Chciałam, aby nie tylko jej myśli należały do mnie. Chciałam mieć i jej ciało. Chciałam posiąść ją całą! Jednak powstrzymywała mnie od tego moja zwykła nieśmiałość. A ona też nic nie robiła. Nie rozmawiałyśmy nigdy na ten temat. Chyba bałyśmy się zakłócić ten spokój i harmonię. Zrobić coś wbrew sobie nawzajem. Zrobić coś zbyt szybko... Ale i tak to zawsze było między nami. Ta iskra, to napięcie. Wrażenie, że czegoś jest za mało. Kiedy wieczorem kładłyśmy się do łóżka, powietrze aż wrzało. Wystarczyło, że się do mnie przytuliła i mogłam poczuć jej oddech na swojej szyi. Jakże wtedy było trudno zapanować nad własnym oddechem! Miałam wrażenie, że za chwilę się rozpłynę. W tych chwilach chciałam się do niej odwrócić twarzą i powiedzieć: Weź mnie w końcu całą!. A jednak bałam się. Bałam się, że ona nie chce tego teraz - że nie jest gotowa. Tak więc zasypiałyśmy grzecznie z uczuciem niedosytu siebie nawzajem. A jednak to nie mogło trwać wiecznie. Pewnego wieczora, gdy wróciłam do domu, zastałam stół nakryty jak do uroczystej kolacji. Dwa puste jeszcze talerze z rozłożonymi obok sztućcami, butelka wina, dwa kieliszki. Dwie palące się długie świece, nadające pomieszczeniu romantyczny nastrój. W mieszkaniu panował półmrok. Rozejrzałam się dookoła. Wszystko wyglądało wspaniale, ale gdzie była ona? W pewnej chwili pojawiła się. Patrzyłam na nią i nie mogłam oderwać od niej wzroku. Wyglądała jak anioł. Jej kasztanowe, długie, kręcone włosy upięte były z tyłu głowy tak, że odsłaniały całą szyję. Jej błękitne oczy błyszczały dzisiaj bardziej niż zwykle. Na jej delikatnych ustach krył się mały uśmiech a jej twarz była lekko zaróżowiona. Była ubrana w jasną, długą sukienkę, która doskonale pasowała do jej opalonego jak zwykle ciała. Stałam jak zahipnotyzowana. A ona podeszła do mnie, założyła mi ręce na szyję i pocałowała, a potem obdarowała mnie tym swoim pięknym uśmiechem, który zawsze sprawiał, że zapominałam o całym świecie.
- Cieszę się, że już wróciłaś - powiedziała po chwili i uśmiechnęła się po raz kolejny. Jeszcze raz rozejrzałam się dookoła, ale o nic nie zapytałam.

Widziała to, ale także nic nie powiedziała, tylko cały czas się uśmiechała tajemniczo. W tej chwili pokusa, aby wziąć ją od razu w ramiona, była ogromna. Pomyślałam sobie jednak, że tych kilka chwil i tak niczego nie zmieni. I tak czekałyśmy na to dosyć długo. Kilka czy nawet kilkanaście minut czekania nie zrobi różnicy. Poszłam więc do łazienki wziąć prysznic. Zwykle tak robiłam po pracy. W tej chwili jednak ta zwykła czynność nabrała jakiegoś niesamowitego znaczenia. Trudno by było to opisać słowami. W środku mnie odczucia się pomieszały. Ogromna radość i podniecenie z niepokojem "a co będzie jeśli...?!".

Gdy wychodziłam z łazienki miałam mętlik w głowie. Trwało to do momentu, gdy ujrzałam ją po raz kolejny tego wieczora ze słodkim uśmiechem na twarzy. Ten widok rozwiał czarne chmury nad moim wyobrażeniem tego, co za kilka chwil się wydarzy. Niepokój przestał istnieć. Liczyła się tylko ona. Zasiadłyśmy do stołu. Posiłek był bardzo smaczny a czas przy nim spędzony upłynął nam bardzo miło mimo że nie wypowiedziałyśmy ani jednego słowa. Ale tak naprawdę cisza była tylko pozorna. Po prostu tym razem do rozmowy nie użyłyśmy słów. Rozmawiałyśmy spojrzeniami, uśmiechami, delikatnymi - niby to przypadkiem - dotykami przez stół i pod stołem. Tymi gestami powiedziałyśmy sobie chyba więcej niż kiedykolwiek. Takie miałam wrażenie. Po zakończonym posiłku wstała , podeszła do stojącej niedaleko wieży i włączyła spokojną, wolną, nastrojową muzykę. Potem spojrzeniem zaprosiła mnie do tańca. Zrozumiałam to zaproszenie bez problemu. Podeszłam do niej i ją objęłam. Przez chwilę tańczyłyśmy, patrząc sobie w oczy. Potem jednak ona się wtuliła we mnie a ja w nią. Była to ważna chwila dla nas obu. Obie zdawałyśmy sobie sprawę z tego, że to, co się stanie za kilka sekund, może w jakiś sposób zmienić nasze dotychczasowe życie i nasze relacje. Był to moment na upewnienie się czy tego właśnie chcemy. Czy jesteśmy na to gotowe. Chwila wahania, aby niczego nie popsuć... Obie jednak postanowiłyśmy, nie mówiąc tego na głos, zamknąć rozdział oczekiwania... Po chwili poczułam jej usta na swojej szyi. Przez całe moje ciało przebiegł dreszczyk rozkoszy... Odchyliłam się trochę od niej, aby móc spojrzeć jej w oczy i powiedzieć, jak bardzo ją kocham. Nie zdążyłam jednak wypowiedzieć żadnego słowa, ponieważ ona przyłożyła mi palec do ust i rzekła ze spokojem w głosie i uśmiechem na twarzy:

- Cicho... Wiem... Ja ciebie też kocham... A teraz mnie całuj.

Nie musiała powtarzać tego dwa razy. Od dawna o tym marzyłam. Od dawna tego pragnęłam. Chciałam wiedzieć, jak pachnie i smakuje każdy kawałek jej skóry... Jak jej ciało będzie reagowało na moje pieszczoty... A jednak zaczęłam dosyć powoli... Bynajmniej nie dlatego, że znów powstrzymywała mnie od tego moja zwykła nieśmiałość. Nie. Teraz nieśmiałość przestała istnieć. Wiedziałam, że za kilka chwil ONA będzie całkowicie moja. Wiedziałam, że pragnie, aby to uczucie niedosytu, które przez pół roku nam towarzyszyło, zostało w końcu zaspokojone. Chciałam jednak także, aby każda chwila z tego przeżycia utkwiła mi... Nam obu... Na zawsze w pamięci. Ten NASZ pierwszy raz... Jedyny... Niepowtarzalny... Bo właśnie pierwszy... Delikatnie, powoli zdjęłam jej spinkę, którą upięte były jej włosy, aby potem móc w nich zatopić swoją twarz... Tak cudownie pachniały... Tym zapachem mogłabym rozkoszować się całą wieczność, a jednak nie... Wiedziałam, że ona czeka na dalszy mój ruch... Zaczęłam całować jej ucho, schodząc niżej. Do szyi... Usłyszałam jej ciche westchnienie, które zapewne oznaczało małe zniecierpliwienie. Nie myliłam się, bo chwilę potem wzięła moją rękę i przyłożyła ją do swojej piersi... Jakby tym samym mówiła: "Nie bój się mnie dotykać... Przecież wiesz, że tego właśnie chcę". W tamtej chwili,czując pod swoją dłonią kształt jej jędrnych piersi, wiedziałam że muszę... że chcę zdjąć z niej tę sukienkę. Że jest ona dla nas przeszkodą, której jak najszybciej trzeba się pozbyć.

Nawet nie wiem jak, ale po chwili stałyśmy już naprzeciwko siebie całkowicie nagie... Ona była tak oszałamiająco piękna... Z jednej strony taka bezbronna, niewinna i delikatna a z drugiej kusząca i prowokująca swoim wzrokiem i uśmiechem zachęcającym do dalszego działania. Nie mogłam już tylko na nią patrzeć. Zaczęłam ją całować. Najpierw delikatnie w usta... Potem pocałunek stał się bardziej namiętny i energiczny... W międzyczasie moje ręce błądziły po jej plecach aż w końcu spoczęły na pośladkach... Jej oddech na chwilę stał się nierównomierny... Wzięłam ją za rękę i podprowadziłam do łóżka. Usiadłam na jego krańcu a ona stanęła przede mną, pomiędzy moimi nogami... Jej piersi były na wyciągnięcie moich ust.. .Jakże mogłabym przepuścić taką okazję do posmakowania ich?! Delikatnie zaczęłam pieścić jej sutki językiem... Ona wygięła się lekko do tyłu i jęknęła z rozkoszy... Po chwili jej sutki stały się twarde... Gotowe na dalsze moje pieszczoty... Zaczęłam je ssać, lizać, pociągać delikatnie ustami... Słyszałam jej nierównomierny oddech i coraz szybsze bicie serca... Jej podniecenie stało się i moją rozkoszą... Czułam, że sama robię się wilgotna... Nie przestawałam pieścić jej piersi... Jedną swoją ręką gładziłam ją po pośladkach a drugą dotykałam wewnętrznej strony jej ud... Coraz bardziej zbliżając się do jej Doliny Rozkoszy... Czułam, że jest już gotowa... Ale jeszcze nie... Jeszcze nie teraz... Chciałam się dłużej zachwycać tym, jak jej ciało reaguje na moje pieszczoty... Aby na zawsze zapamiętać ten widok... Na chwilę przerwałam... Popatrzyła na mnie trochę zaskoczona a jednocześnie z jakimś małym wyrzutem, a ja się tylko tajemniczo uśmiechnęłam... "Nie, to jeszcze nie koniec. To dopiero początek" - pomyślałam sobie w tamtym momencie, ale nie powiedziałam tego na głos. Trochę niepewności nie zaszkodzi... Wstałam... Delikatnie popchnęłam ją na łóżko... Swoim ciałem położyłam się na niej... Wsunęłam jedno udo pomiędzy jej nogi... Cały czas ją całując... Najpierw w usta, potem w szyję... Ona swoimi rękoma zaczęła gładzić mnie po plecach... Fala gorąca przeszła po moim ciele... Zniżyłam się, aby znowu zająć się jej piersiami... Całe jej ciało tak cudownie smakowało... Pachniało... Wyginało się... Zeszłam niżej i zaczęłam całować jej pięknie opalony brzuszek... A potem jeszcze niżej...

Zaczęłam językiem drażnić jej łechtaczkę... Po jej szybkim oddechu, po wydawanych przez nią cichych odgłosach, po tym, jak jej mięśnie napinały się i rozluźniały, wiedziałam, że już niedużo jej brakuje, aby znalazła się dokładnie tam, gdzie chciałam ją zaprowadzić tego wieczora... W krainie rozkoszy... Z powrotem znalazłam się swoimi ustami obok jej piersi...Wsunęłam delikatnie swój palec w jej wilgotną, cieplutką dziurkę... Poczułam jak jej uda na moment zaciskają się... W tej chwili ujęła delikatnie moją twarz swoimi rękoma i spojrzała mi głęboko w oczy, jakby chciała powiedzieć " TAK! Właśnie na to czekałam... Właśnie tego pragnę ... TU I TERAZ WEŹ MNIE CAŁĄ ................ JESTEM TWOJA..." Zaczęłam coraz szybciej, impulsywniej pieścić jej piersi... Mój paluszek ruszał się szybciej, zwinnej... Jej coraz głośniejsze wzdychania... Coraz bardziej naprężające się ciało... Zaciskające się uda dawały znać, że już nie długo znajdzie się na granicy rozkoszy. W pewnym momencie wydała z siebie okrzyk niczym nietłumionego szczęścia... Widziałam, jak jej całe ciało zaczyna drżeć... Czułam jak mięśnie jej szparki zaciskają się na moim palcu... Jakby już nigdy nie chciała go stamtąd wypuścić... Byłam bardzo szczęśliwa, że mogłam dać jej tę rozkosz... Mojemu kochanemu Aniołkowi... Mojej Bogini... Po kilku chwilach ona podniosła mnie i położyła na łóżku. Zamieniłyśmy się miejscami... Już nie mogłam się doczekać, jak ona zareaguje na mnie... Czy spodoba się jej mój smak, zapach, cała ja ...? Teraz ona zaczęła pieścić moje piersi, które stawały się coraz twardsze... moją szyję... Delikatnie, powoli schodząc niżej do mojej muszelki... powoli... Ten czas zatrzymał się dla mnie... Dla nas obu stanął w miejscu... Było tak cudownie... Czułam się tak, jakbym znalazła się w niebie... Każdy jej dotyk dostarczał tyle przyjemności... Myślałam, że oszaleję... Pomieszanie zmysłów... I w pewnej chwili ta ogromna fala rozkoszy, która przepłynęła przez całe moje ciało z taką siłą, że przez moment byłam poza stanem świadomości... O, tak! Wiedziałaś, Kochanie, jak dać mi prawdziwą rozkosz... Nigdy tego nie zapomnę... W końcu należałyśmy całe do siebie... Byłyśmy prawdziwą jednością...

Potem wtuliłyśmy się w siebie... Zmęczone, ale jakże szczęśliwe... Zamknęłyśmy swe oczka i z rozpromienionymi twarzami usnęłyśmy... Warto było tyle czasu czekać... Z całą pewnością...

 

 

Moi rodzice chcą, żebym się nauczyła jeździć na koniu.
Przez pół roku ćwiczyłam pod okiem pana Jana.

Pan Jan był dżokejem i zarazem instruktorem. Miał metr pięćdziesiąt wzrostu. Kiedy na mnie patrzył, musiał zdzierać głowę. Ja mam metr osiemdziesiąt. Podobno jestem bardzo wyrośnięta jak na swój wiek.

Oprócz pana Jana był jeszcze koń. Czarny ogier. Otello – tak go nazywają w stadninie. To koń, na którym ćwiczyłam.
Ten koń wprawiał mnie w zakłopotanie. Aż głupio o tym mówić – ale ja myślę, że ja tego konia podniecałam seksualnie.
Kiedy z niego zsiadałam po 45 minutach ujeżdżania, jego przyrodzenie było wielkie jak kij bejsbolowy. I do tego czarne jak skórzane rękawiczki mojej mamusi. Strasznie mnie to krępowało.
No i któregoś dnia, gdy zsiadałam w stajni z Otella, pan Janek zauważył, że się rumienię.

-Panienka – odezwał się do mnie – to jeszcze pewnie dziewica? Bo on tak tylko reaguje na dziewice.

Byliśmy sami w stajni. Ja, dżokej i Otello ze sterczącym czarnym kijem. To okropne... Wstyd mi się do tego przyznać. Ale naglę wtedy poczułam, że jestem podniecona.

Zauważył to też ten wstrętny dżokej. I wykorzystał mnie seksualnie. W jednej chwili ściągnął mi bryczesy. Aż za kolana. To musiało strasznie głupio wyglądać. Na dole byłam goła, a na głowie ciągle miałam toczek. Ale nie nakrycie głowy interesowało pana Janka. Powiedział, żebym się odwróciła i oparła dłonie o ścianę.
-Rozdziewiczę panienkę rach ciach i konik nie będzie się już podniecał – oświadczył, ściągając spodnie. Ale nie poszło mu to tak łatwo. To przez tą różnicę wzrostu. Okazało się, że jego penis nie sięga do mojej pochwy. Dlatego musiał pójść na drugi koniec stajni i przynieść taboret. I dopiero stojąc na taborecie wszedł we mnie i mnie rozdziewiczył.

Kiedy tato o wszystkim się dowiedział, strasznie się zdenerwował.
Pan Janek już nie pracuje w stadninie.
Zwolnili go.

Mam teraz nowego instruktora.

I nowego konia. Zamiast tamtego zboczeńca.

 

Mój pierwszy raz to było w parku. Koleś jeden zrobił mi laskę, i poszedł. Siedziałem na ławce z psem. On tak chodził koło mnie , aż w końcu coś tam zagadnął i przysiadł się. gadaliśmy o niczym , i on w końcu zapytał czy ktoś mi robił już w życiu laskę . Powiedziałem ,że nie a on na to ,że może mi zrobić. Zgodziłem się i poszliśmy w krzaki. Spuścił mi spodnie do kolan , uklęknął i @@@nął do końca . Potem wstał rzucił cześć i poszedł.
Podobało mi się. Okazało się ,że jak się pójdzie tam wieczorem to jest więcej takich chętnych i samemu nic nie trzeba robić , wystarczy pozwolić.
teraz lubię wychodzić wieczorem z psem , aż matka się dziwi bo kiedyś mi się nie chciało.
Cześć- do spotkania w parku.

 

 

 

 

 

 

 

 

Pierwszy raz

Kilka kroków i będę stała przed drzwiami. Wiem, że zanim nacisnę dzwonek, mogę jeszcze w każdej chwili się wycofać, ot tak po prostu odwrócić się i odejść. Jeżeli tego nie zrobię, to później nie będę już miała odwrotu. Ręce zaczynają mi delikatnie drżeć, a nogi stają się mokre od potu. Dziwne to, przeważnie ludziom zawsze pocą się ręce, a u mnie jest inaczej. Stres, strach, w ogóle jakieś gwałtowne uczucia, uwidaczniają się na zewnątrz mokrymi stopami. Paskudna sprawa. Mam drewniane klapki, które tego roku są bardzo modne. Nogi ślizgają się po wypolerowanym drewnie. Chciałaś być kobieto modna, to się teraz męcz i staraj, aby nie wywinąć orła. W myśl zasady cierp ciało jak chciało.
Doszłam. Szczęśliwie bez upadku. Brązowe, masywne drzwi sprawiają wrażenie niedostępnych, tak jak królowa, kiedy król jedzie na wojnę i zostawia ją z blaszanym pasem cnoty. Serce już jest w okolicy gardła, jeszcze trochę, a dojdzie do języka i zębów, aby później wyskoczyć na podłogę. Nieee, ten scenariusz jednak nie będzie miał miejsca, bo czuję jak jakaś niewidzialna ręka dotyka mojej szyi kościstymi, zimnymi palcami. Oplata ją i zacieśnia swój uścisk.
A jeżeli nie spodobam się jemu? Jeżeli spojrzy na mnie i z jakiegoś powodu nie zaakceptuje? Ot, tak po prostu odrzuci. Obiektywnie patrząc, to ma do tego prawo, przecież nikt Go nie zmusi do zaakceptowania mnie. Jednak nie chciałabym tego przeżyć. Nie chciałabym być odrzucona, tak jak zepsuta truskawka. Nie teraz, kiedy jestem zdecydowana uczynić to. Sporo czasu potrzebowałam, aby podjąć decyzję. W końcu będziemy razem mieszkali. Ten pierwszy krok, ten pierwszy raz, to pierwsze spojrzenie, wrażenie... decyzja.
Czy jestem na to gotowa? Ktoś by powiedział, że tak. Dojrzała kobieta musi przecież podejmować dojrzałe decyzje, nie może całe życie wierzyć, że to inni będą za nią decydować. W końcu może robić to, co zechce.
Czy ja dobrze wyglądam? Moje włosy. Opuszkami palców dotykam ich i czuję puszyste loki. Zawsze miałam piękne włosy i były one moją ozdobą. Teraz jeszcze wygładzę bluzkę i spódnicę.
Nie mogę w nieskończoność stać przed tymi drzwiami, dlatego nacisnęłam dzwonek i od razu usłyszałam jego dźwięk. Chwilę później lekkie szuranie kapci i zgrzyt zamka. Drzwi otworzyła starsza kobieta.
- Dzień dobry. Przyszłam...
- Wiem, wiem po co pani tu przyszła - zniecierpliwiona staruszka przerwała mi i od razu zrobiła miejsce, abym weszła do środka.
Podjęłam decyzję i nie było już odwrotu. Dlatego weszłam do mieszkania pewnie i szybko. Chcę już to mieć za sobą i zanurzyć się w wannie pełnej pachnącej piany.
- Czeka w pokoju na prawo. Nie będę wam przeszkadzać, idę do kuchni.
Usłyszałam trzaśnięcie drzwi wejściowych i znane już szuranie kapci. W przedpokoju zostałam sama. Wzięłam dwa głębokie oddechy, odruchowo, ponownie, wygładziłam bluzkę oraz spódnicę i poszłam do wskazanego wcześniej pokoju. Stanęłam w drzwiach i omiotłam spojrzeniem pomieszczenie. Jest! Leży na kanapie otulony kocem. Śpi. Serce biło mi teraz z szybkością stawianych przez sprintera kroków w biegu na setkę. Zrobiłam dwa kroki i zawahałam się ponieważ otworzył oczy. Spojrzał na mnie i zapiszczał. Próbował wygramolić się z objęć koca, ale nie potrafił, był jeszcze taki malutki i słaby. Szybko podeszłam i wzięłam Go na ręce. Przytulił się tak, jakby chciał być moją drugą skórą. Czułam od niego bijące ciepło. Już wiedziałam, że ten czarno-brązowy jamniczek będzie mój. Zarówno ja, jak i on zaakceptowaliśmy siebie i fakt, że będziemy razem.

 

OPOWIADANIA NA TEMAT PZREMOCY!

aniolekdiabelek | 30 Lipiec, 2008 21:53

Normal 0 21

Nie zdawałam sobie sprawy z tego, że byłam ofiarą przemocy praktycznie od początku małżeństwa. Mój mąż był w trakcie małżeństwa karany za to. ale to był tak jaki teraz tylko wyrok w zawieszeniu. Pomimo że zgłaszałam na policji o dalszym znęcaniu się nade mną to był on zamykany na izbę wytrzeżwień, W okresie zawieszenia wyroku tak wówczas jak i teraz do konywał dalszych przestępstw a ja nie byłam przez prawo chroniona. Teraz jestem na granicy wyczerpania psychicznego bo pomimo prawomocnego wyroku skazującego na byłego męża z art.190&1 i niszczenie mojego samochodu po rozwodzie, były mąż ułożył sobie życie z inną kobietą a ja w dalszym ciągu jestem narażona na jego prowokacje i dręczenie psychiczne!! Zyję ustawicznie pod presją zagrożenia. Chcąc wyrazić chęc porozumienia się z byłym mężem zostałam pozbawiona pracy, godności,miejsca zamieszkania( wskutek nie umiejętności bronienia się i wyczerpania nerwowego) gdy wróciłam z powrotem do Polski znów się zaczęły prowokacje i wciąganie w sytuacje ,których nie byłam w stanie przewidzieć, po tym następowałoznów upokarzanie mnie publicznie, co zdarzało się niejednokrotnie od dnia uprawomocnienia wyroku rozwodowego łacznie z grożbami i użyciem siłe fizycznejw celu zagrożenia mnie utratą życia. Nie wytrzymuję tego nerwowo .Moje prośby o pomoc są bez echa.Ostatecznie czeka mnie teraz szpital psychiatryczny z powodu depresji lękowej. Takie są skutki przemocy psychicznej i fizycznej. Zniszczył mnie ten człowiek i robi to za poradą przebiegłego adwokata.Obecnie robi się ze mnie kata - przeraża mnie to. Taki jest skutek mojego wystąpienia o prawo wystąpienie o rozwód . Itaki mam komentarz do tego co napisaliście .

 

 

estem eks-ofiarą "szarmanckiego psychpaty". Byłam z nim przez 17 lat, nie od początku było źle , ale sygnały były widoczne, chyba tylko ja ich nie widziałam. Diś sama nie wiem, dlaczego nie potrafiłam się obronić. Wpada się chyba w jakieś uzależnienie, żyje się nadzieją, że jak "się poprawię", "będę dla niego lepsza" to przerwie się koszmar. Poza tym ja go kochałam - bardzo - chciałam mu pomoc i go zrozumieć. Pobił mnie kilka razy, a strach, który się wtedy rodzi, zostaje w duszy. Zostałam tchórzem, bałam się , nikt mi nie chciał wierzyć - opowiadałam jakieś bzdury, ten uroczy facet, zawodowo VIP, on by nigdy tego nie zrobił, nie powiedział... ona chyba ma źle w głowie. I tak zosatało - mam źle w głowie, wiedzą o tym wszyscy nasi wspólni znajomi. Dodam tylko bilans tego małżeństwa - dzięki różnym naprawdę dobrym ludziom i pomyślnym okolicznościom zaczęłam myśleć o zakończeniu tej paranoi. Wyprowadziłam się z domu, zostawiłam mu wszystko. Mysłałm, że on ma tego tak dość jak ja. Byłam w błędzie. Przyszedł do mnie aby "uregulować rachunki"- z nożem. Zadał mi kilkanaście ciosów- nie mam złudzeń - chciał mnie zabić. Uratowała mnie sąsiadka , którą zaniepokoiły odgłosy awantury na klatce schodowej. Sprawa karna ciągnie się juz od 3 lat i to ja muszę udowadniać, że nie jestem wielbłądem, że go nie sprowokowałam, że nie przyczyniłam się do jego zachowania. I rzecz najważniejsza - samego zdarzenia nikt nie widział-znowu walka na słowa, nie wiem komu uwierzy sąd , nie mam pojęcia. On ma świetnego adowkata, wcale się nie zdziwię, jeśli okaże się, że nic mi nie zrobił, pomimo moich blizn. Albo, że zrobił to odpierając mój atak na niego. Na razie mam spokój, ale nie wiem co będzie dalej, czy po ogłoszeniu wyroku nie spędzi pierwszej przepustki na dokończeniu "rozliczeń "ze mną.
Ale było warto!!! Pomimo tego wszystkiego, ostatnie lata bez niego są tak piękne. Piszę to wszystko po to, aby przestać sie wstydzić swego życia i spróbować mimo wszystko uzmysłowić innym kobietom, które trwają w takich związkach, że nie są same w stanie ich uzdrowić. Dopóki macie trochę siły , uciekajcie przed psychopatą zanim będzie za późno. Ja wierzę, że teraz mam w życiu mój czas, że długo oczekiwane moje pięć minut właśnie trwa. Szukajcie pomocy, jest wiele ośrodkow, jest niebieska linia, probujcie, nie wolno się poddawać.

No tak, jak to przeczytałam to sie przestarszyłam. U mnie nie jest az tak źle, bo może dopiero on sobie pozwala na zbyt wiele po troszeczku i sprawadza, na ile sobie może pozwolić. Ale od początku taki był, że zawsze musiała być jego racja, na początku spokojnie, bo krótko się znaliśmy, a teraz już znamy sie 11 lat i 3 lat po ślubie. Nie tylko obraża mnie, ale i rodzinę moją, mało tego wszystch ludzi..
Ale opinia o nim jest, że piękny, przystojny, bogaty, młody, podobno nawet lubiany jest, tylko żeby ci ludzie wiedzieli, co on robi w domu. Niby po cichu, żeby sąsiedzi nie słyszeli;
to szantaż emocjonalny, poniżanie - człowiek powoli zaczyna coraz mniej wierzyc w siebie- tak było ze mną, mój mąz to rodzaj mizoginisty - ale idąc do nowej pracy zaczęłm z powrotem wierzyć w siebie, tak jak kiedyś, zanim ten człowiek zawładnął mną, a ja głupia mu uwierzyłam. Ale on świetnie manipulował, na szczęście powiedziałam w końcu swoim bliskim - 2 lata ukrywałam, bo się wstydziłam - i dzięki nim znowu wracam do dawnej siebie, i dzis nawet nie chce mi sie wierzyc, jak ja mogłam dać mu sie tak pognębić. I właśnie ja, dotąd silna i niezależna.
Ale ważna dla mnie, dla wszystkich w takich sytuacjach jest - dobra pomoc.!!!
Teraz ja - bo jesteśmy nadal małżeństwem, odizolowałm sie od niego, i juz nie słucham co do mnie mówi.

 

Od szesciu miesiecy jestem mezatka. Malzenstwo bylo "prawie" z wyboru - choc oczywiscie nikt mnie nie zmuszal do wyjscia za maz. Znajomosc nasza byla dosc dziwna - bo poznalismy sie przez Internet. On z Indii, a ja z Polski. Po kilku spotkaniach tak w kraju, jak i w Indiach oraz przy akceptacji naszej decyzji przez naszych rodzicow zdecydowalismy sie, ze chcemy byc ze soba. Ale po drodze byly roznego rodzaju problemy. Dwie - zupelnie rozne - kultury. Dwie - zupelnie rozne - osoby. Dwa - zupelnie rozne - doswiadczenia zyciowe. On byl moim 3 partnerem, a ja jego pierwsza partnerka. Ostatni partner - zanim poznalam mojego aktualnego meza - byl chyba miloscia mojego zycia - choc niestety byl zonaty i mial coreczke. Caly czas winie siebie za to, ze zlamalam swoje zasady i pozwolilam sobie na ten romans, ktory zaowocowal moim "zlamanym sercem" oraz bolem, przez ktory przechodzil on oraz jego rodzina. W kazdym razie po tym rozstaniu poznalam mojego aktualnego meza. Poczatkowo byla fascynacja, ogromne zrozumienie i wyrozumialosc - z mojej strony. Jako, ze On nie byl wczesniej w zadnym zwiazku, staralam sie dac mu "przestrzen", ktora jest niezbedna, aby zwiazek wzrastal prawidlowo. Staralam sie, aby rozmowy pomagaly nam obojgu rozwijac sie, i dzieki temu rozwijac nasz zwiazek. Pragnelam, aby uczciwosc, szczerosc, oraz dzielenie tego, co wazne, bylo podstawa dla nas obojga, ale chyba gdzies zawiodlam. W pewnym momencie poczulam sie zrezygnowana i wielokrotnie probowalam zerwac ten zwiazek. Jednak tak sie nie stalo, gdyz moj - owczesny chlopak - stawial mnie prawie pod sciana mowiac, ze skonczy ze soba. Jako, ze byl to zwiazek w glownej mierze na odleglosc, tak wiec nie umialam byc "twarda", nie wiedzac na co tak naprawe on bedzie w stanie sie odwazyc. Kolejna faza, byl praktycznie ostatni okres kilku miesiecy w zeszlym roku. Moj Tata bardzo ciezko chorowal na raka i cala koncentracja moja oraz mojej rodziny byla tylko na Jego osobie. Tak wiec nie koncentrowalam sie na moim chlopaku. Zycie potoczylo sie tak, ze moj Tata zmarl w grudniu, a w styczniu ja wyjechalam z moim chlopakiem do Indii, gdzie wzielismy slub. Po zmianie wszystkiego - calego mojego zycia - mialam nadzieje, ze teraz bedzie lepiej.. inaczej... ale Bog jeden wie dlaczego, jednak tak nie jest. Naszym najwiekszym problemem sa klotnie wybuchajace z czestotliwoscia co 1 - 2 miesiace, ale tak burzliwe, ze powoduja one wykonczenie nas obojga. Ja uwazam, ze jest cos niezdrowego w naszym zwiazku i nie potrafie znalezc odpowiedzi na pytanie: Co to jest?! Rozmawiamy, probujemy znalezc rozwiazanie - wlasciwie rozumiemy wlasne bledy - ale popelniamy je ciagle od nowa. W ciagu tych kilku miesiecy juz kilkakrotnie myslalam o powrocie do kraju, ale nie mam odwagi. Wiem, ze on mnie kocha i ja takze go kocham, ale wydaje mi sie, ze ta milosc jest niewystarczajaca. Moze to brzmi glupio, gdyz jaka milosc jest wystarczajaca?!, ale jednak ja mam bardzo silne takie uczucie. Jako ze nie chce niepokoic mojej Mamy, a ciezko rozmawiac z przyjaciolmi, tak wiec pozostaje sama sobie... No ale wierze, ze moze tu znajdzie sie ktos, kto bedzie w stanie poradzic mi, co mam zrobic i jak moge pomoc mi i mojemu mezowi.

 

 

eż miałam takiego psychicznego faceta :(, poand 3 lata!
Po roku bycia ze sobą juz go miałam dość, przez następne dwa lata kombinowałam tylko, jak sie go pozbyć...
Nie dawało rady! Wracał z płaczem, na kolanach, dobijał się do drzwi, groził, nawet kiedyś przyszedł o 2 w nocy z płaczem, że jego najlepszy przyjaciel (a mój dobry kolega) zginął właśnie na jego oczach w wypadku samochodowym!
A już następnego dnia jak widział, że idąc do pracy zakładam czarny stanik, to wyzywał mnie od dziwek...
Na szczęście któregoś wieczora wracał późno pożyczonym rowerem chwiejąc sie i zatrzymali go, sprawdzili dokumenty, okazało się że... ma niepłacone alimenty! Miał dziecko ok. 5 czy 6 letnie z poprzednia dziewczyną, którą zresztą wyrzucił kopniakami z domu, kiedy dowiedział się o jej ciąży. Dostał 3 miesiące aresztu, a mi to wystarczyło, by poznac piękno życia bez niego i nabrać sił, by go wyrzucić raz i na zawsze (i jeszcze z pomocą jego byłych kumpli, którzy się okazali moimi kumplami)
Jednego jestem pewna: bez pomocy z zewnątrz nie da się z takiego toksycznego związku wyzwolić :(

 

 

O kurcze, Alex. Mam bardzo podobną historię, tylko bez tego motywu z alimentami.
Miałam chłopaka, który tak samo się zachowywał: wyzywał mnie od najgorszych za takie głupstwa, że sama bym nigdy na to nie wpadła, że można o to byc zazdrosnym, miał obsesję na punkcie zdrady - że ja go zdradzam, albo chcę to zrobić. Nie moglam się jednak od niego odpędzić: przychodził pod dom i robił nieziemskie cyrki - darł się tak, że boję się myśleć, co sobie o mnie myślą sąsiedzi, płakał, rzucał przedmiotami, padał na kolana, znów darł się na całe gardło o 2 w nocy, groził, że się rzuci z okna, kiedy próbowałam go rzucić po tym, jak mi zrobił coś strasznego znowu. Gdy zmuszona tym jego zachowaniem, ze wstydu przed całą okolicą wpuszczałam go do domu i udawałam, że mu przebaczyłam, to za 5 minut znów był chamski, czepiał się o byle co, wyzywał mnie, itd.
Mój sposób na pozbycie się go to było zniechęcenie go do siebie, - tłumaczyłam mu, że nie jestem jego warta, aż on wreszcie to kupił. Zresztą po tym, jak mi przyłożył w szczękę za to, że spojrzałam się na jakiegoś przystojnego faceta - bezwiednie zresztą - zagroziłam, że go podam na policję, jeśli mi nie da spokoju. No i dał, chociaż na odchodnym mnie ścigał znowu i udawał, że się chce rzucić pod samochód, ale nagle mu przesżło i stwierdził, że jestem głupią k... i nie warto się dla mnie zabijać, niech sobie nie myślę. ha ha ha... wyobrażacie sobie jak odetchnęłam. To była nauczka na całe życie, od takich ludzi jak najdalej!!!

 

 

Mój Boże..... ile prawdy jest w tym artykule. Czytałam i nie wierzyłam, ja naprawdę jestem w związku, który wykańcza mnie psychicznie. Znamy się od roku, spotykamy kilka razy w tygodniu i za każdym razem jest ten sam scenariusz: "jesteś mloda i głupia, nie masz gustu, nie potrafisz znaleźć odpowiedniej pracy.... Itd. Ludzie w Twoim wieku mają już pełne konta w banku.... a Ty co? Wolisz swoich prezesów? Dla nich pracujesz? prawie za darmo?
Ja to co innego. Jestem młody , piękny i z przyszlością.
Nie nawidzę tego stanu, ale wydaje mi się że będzie lepiej.... głupie wyobrażenie. Czas najwyższy zastanowić się nad swoim życiem. Głupia nie jestem. W tygodniu pracuję po 9 godzin, natomiast w każdy weeken się uczę. Studiuję prawo na III roku. Na powodzenie u mężczyzn też nie narzekam. Więc co mnie ciągnie do tego faceta:?
Nie potrafiłam dać sobie rady ze swoim mężczyzną. Teraz już wiem. Jestem kobietą i dam sobie radę. Czas najwyższy na odejście. Jako człowiek też zasługuję na szacunek i godne życie.
Dziewczyny nie poddawajcie się tylko walczcie. To Wy jesteście odpowiedzialne za własn ą przyszłość. Nie dajcia sobą manipulować..... tego kwiatu to pół światu...!!!!

 

Przez poltora roku bylam z chlopakiem, ktorego bardzo kochalam z wzajemnoscia. Studiowalismy razem (bylismy nawet w jednej grupie). W moich i oczach innych ludzi uchodzil za eleganckiego, kulturalnego, inteligentnego, dobrze wychowanego faceta.
Co bylo dla mnie dziwne, po roku znajomosci moj ideal zamienil sie w potwora. Nie moglam go poznac. Nagle biale stalo sie czarnym. Przez bardzo dlugi czas szukalam winy w sobie.
Studiuje resocjalizacje i musze powiedziec, iz kiedys zastanawialam sie nad np. maltretowanymi kobietami...zastanawialam sie czemu nie odejda. Teraz juz znam odpowiedz - caly czas myslimy,ze ten dobry i cudowny czlowiek jescze wroci i ze ten potwor zniknie. Ludzimy sie, ze skoro obiecuje poprawe, to tak bedzie. Wierzymy mu, a on nastepnego dnia robi to samo, a potem mowi nam, iz same go sprowokowalysmy.
Ja juz czesciowo uporalam sie ze swoim KOSZMAREM. Boli mnie jednak to, ze choc nie jestesmy razem, gdyz znalazlam sile by odejsc, on najpierw poodsuwal znajomych ode mnie, a nastepnie naopowiadal strasznych rzeczy na mnie -ktore sa klamstwem.
Niestety on niejako jest autorytetem u mmnie na roku i wiekszosc ludzi muu wierzy, a nawet ci ktorzy nie wierza, nie sprzeciwiaja mu sie, poniewaz boja sie go.
Teraz spokojnie po tym wszystkim moge stwierdzic, iz nie tylko on jest osoba, ktora sie zneca psychicznie, ale jest rowniez psychopata.

 

 

-----

hm...przeczytałam to wszystko i znam to bardzo dobrze! Przezyłam tak koszmarny związek! Byłam zastraszana, obrażana, ponizana...obdarta ze wszystkiego. Kiedy zrozumiałam ze moje "małzenstwo" jest ogromnym nieporozumiieniem, zaczełam walczyć ... najpierw zalozyłam sprawe o rozwod...wtedy byly pogrozki...powiadomilam policje...zostalam za to bardzo dotkliwie pobita...wyjechałam do innego miasta...i dopiero zaczelo sie moje PIEKŁO!Przesladowania w pracy...polowanie na mnie ..a przeciez musiałam jakos zyc...pracowac ,wyjsc do sklepu...takie zwykle "rzeczy" robic, jak kazdy czlowiek...Tylko ja wiem co przeszlam ...Nie musze dodawac ze moj juz w tej chwili ex maz nie chcial mi dac rozwodu twierdzac, ze mnie bardzo kocha i ze to co ja mowie to jest bzdura...az "pieknego" dnia posunol sie duzo za daleko i "zabral" mnie na wycieczke za miasto wbrew mojej wolii...Tylko dzieki ludziom dobrej woli i to ze ktos powiadomil policje ...Jest w tej chwili w areszcie ..i posiedzi jeszcze ...Przedstawili mu bardzo powazne zarzuty...i nie ma takiej mozliwosci zeby wyszedl! Teraz "powiem" do wszystkich kobiet, ktore to przechodza: nie bojcie sie o tym mowic!!! Nie wierzcie w ani jedno slowo, ze sie wasi mezowie poprawia itd. Wiem co to znaczy....Walczcie o swoja godnosc, a czasem zycie jak ja...Pozdrawiam wszystkie dziewczyny, ktore maja to piekielko i zycze wszyskim wiary i sily, bo warto, a wasze słońce zaświeci na waszej ulicy!

 

 

 


Jak to wszystko przeczytałam to wywnioskowałam, że nie jest mi to obce. Jestem z moim chłopakiem prawie dwa lata. Pierwszy rok, nawet nie cały, był cudowny a potem zaczęły się sprzeczki, potem kłótnie, aż w końcu awantury. On wiele razy ze mną zerwał w nerwach lub ze swoich ubzdurań np. że go zdradzam, że kłamie, oszukuje - oczywiście tak nie było. Zastanawiam się, czy on nie widzi mojej szalonej miłosci do niego. Wiele osób stwierdziło, że bardzo się zmieniłam, mało się uśmiecham, jestem ponura, jak i wiele osób namawiało mnie i kazało do niego nie wracać. On jednak błagał mnie, prosił i obiecał, jednak wiem, że się nie zmienił. Może teraz po ostaniej awanturze, jak widział, że już nie chce do niego wrócić (ale wróciłam), to mną nie szarpie i mnie nie obraża. Jest do tego strasznie zazdrosny, wrecz chorobliwie zazdrosny. Nigdzie bez niego nie chodze, nie wychodze z przyjaciółmi na cole czy sok, bo on by mi to potem jakoś wygarnął albo mówił, że wszędzie tylko bym łaziła. Ja nigdy go nie obraziłam, nigdy nie zerwałam, bo bardzo go kocham. Jednak on ma nademną przewage, jak się pokłócimy, on wychodzi i odezwie się, kiedy mu odpowiada, odkłada słuchawke w trakcie rozmowy, powie: wydupczaj z tego samochodu itp. Jedank ja zawsze sobie to jakos tłumacze, że to może normalne. Może to dlatego, że jestem młodą osobą, bo mam 18 lat a on 20 i dlatego nie potrafię sobie uświadomić, że on jest dla mnie w jakiś sposób zły. Poza tym nie mam nikogo tak bliskiego, mama zmarła 5 lat temu, z tatą nie mam takich bliskich kontaktów, choć jest super tatą, a siostra jest juz mężatką i mieszka dość daleko. Mam przyjaciółke, babcie, kuzynke i one mi w trudnych sytuacjach pomagają, ale boję się, że nikt mnie juz nie pokocha i że nigdy nie znajde takiego fajnego chłopaka, bo on nie pije, nie pali i jest przystojny. Nie chodzi o to, że jestem mało atrakcyjna, bo tak nie jest z tego, co mówia o mnie inni, ale boję się zycia bez niego. A co wy o tym sadzicie, prosze może wy mi wyjaśnicie? Z góry dziękuje z całego serca!!!

 

 

Przeczytaj to, co sama napisałaś, z dystansem, tak jak by to ktoś inny napisał, i wyciągnij wnioski, spróbuj powiedzieć sobie szczerze, co wynika z twoich słów. Twój problem polega na tym, że boisz się podsumować swoje stwierdzenia, postawić kropkę nad "i". Ale nawet jeśli dojdziesz sama do konkluzji: tak, mój chłopak to kretyn i egoista, który wykorzystuje moją słabość dla swoich potrzeb, swojego chciejstwa, które tłumaczy miłością i jest bezwzględny, po prostu nie ma zmiłuj, jeśli chodzi o to, co on CHCE - wtedy może ci zabraknąć sił, by się go pozbyć, bo ON takiej ofiary łatwo nie wypuści z rąk, drugiej takiej głupiutkiej - wybacz za to słowo, ale mogę to powiedzieć, bo sama kiedyś podobnie myślałam i zachowywałam się, co teraz oceniam jako moją bezdennną głupotę - a więc drugiej takiej ofiary losu i głupiej, to on tak łatwo sobie nie znajdzie i dlatego będzie cię błagał, groził samobójstwem itp., co oczywiście będzie blefem.

Po przygodach z jednym takim palantem - bardzo łagodne określenie na niego, ale nie chcę się tu brzydko wyrażać i obrażać jego matkę - nie mam złudzeń i rozpoznaję podobnych jemu na kilometr. Zresztą nie trzeba być wielkim dedektywem i psychologiem - mój zachowywał się po prostu identycznie jak twój ukochany, lubił mnie torturować swoimi oskarżeniami wyssanymi z palca, doprowadził mnie do załamania psychicznego i sam to widział, ale z tym mu było tak naprawdę dobrze. Codziennie prze pół roku robił mi awantury, takie 5-6 godzinne sesje, podczas których zmuszał mnie do tłumaczenia się: płakałam, to za małe słowo, ryczałam, że mi już łez nie starczało i jak już byłam wrakiem człowieka, z tak zapuchniętymi oczami, że nic nie widziałam, to sobie odpuszczał. Wtedy też byłam głupia, bo wierzyłam w pierwszą miłość. Tak, miałam takie przeświadczenie, że tylko ta pierwsza miłość się liczy w życiu i dlatego warto się dla niej poświęcić, zrobić wiele wyrzeczeń, cierpieć, no w ogóle zrezygnować z siebie.
Nie ma większej bzdury!!! Ładny mit, sama w niego wierzyłam i to jak! Miłość znalazłam za szóstym razem, choć niczego nie można się kurczowo trzymać na całe życie i nie chcę mówić, że tym razem to na zawsze, choć mam taką nadzieję. Teraz wiem, że mit pierwszej, młodzieńczej miłości, jak to mówią Amerykanie: high school sweatheart , to tylko dobry chwyt do amerykańskich komedii romantycznych, nic nie mający do rzeczy ze szczęściem w prawdziwym życiu. Kobiety, które w niego wierzą na przekór faktom kończą bardzo źle, natomiast te, które mają zasadę: nie ma miłości bez tego, że ja jestem szczęśliwa i mój partner mnie szanuje, są najszczęśliwsze. Która ta miłość jest w kolejności, to naprawdę nie ma znaczenia i nie warto na nikogo, nawet na pierwszą miłość, tracić cennego czasu swojego życia, nie mówiąc o cierpieniu za tą wyimaginowaną, "słuszną" sprawę. Znam taką jedną panią, która miała męża alkoholika: jak tylko zaczął chlać, kopnęła go w dupę, a była w gorszej sytuacji niż ty, gdyż miała małe dziecko. Szybko sobie znalazła bardzo porządnego faceta i wyszła na tym świetnie i ogólnie zadowolona jest z życia. Drugi typ kobiet to cierpiętnice: znam też wiele kobiet tego rodzaju, to znaczy takich, które zostały przy mężach pijakach i czują, że straciły nie tylko swoje życie, ale jeszcze taka sytuacja skrzywiła ich dzieci. Wprawdzie twój chłopak nie pije, jak piszesz, ale ma równie beznadziejne przywary. Masz 18 lat, zdążysz mieć jeszcze wielu facetów, nie ma co się na siłę, w imię hasła: "to mój pierwszy chłopak i pierwsza miłość" do nikogo zmuszać, trzeba szukać, aż się znajdzie kogoś, z kim będzie ci dobrze.
Daj sobie szansę. Zobacz, jak to jest być z kimś normalnym. I nie bój się, że go stracisz, bo to on będzie miał kłopot ze znalezieniem sobie kogoś. A jak znajdzie i zatrzyma przy sobie, to unieszczęśliwi kogoś innego. Dalczego tą biedaczką masz być ty? On by się dla ciebie tak nie poświęcał, nie myśl sobie. Jak będziesz miała duże trudności z pozbyciem się go, opowiedz wszystko ojcu lub jakiś kolegom. Oni ci pomogą i powiedzą, co na ten temat sądzą. Obronią cię. Tylko nie cierp w tajemnicy, nie daj się robić w balona!

 

 

----

Wyjechalam do Niemiec 4 lata temu. Mialam 19 lat i chcialam zarobic troche grosza. Tydzien pozniej poznalam Jego, czarne wlosy, ciemna karnacja no i te cudowne oczy... zakochalam sie do szalenstwa. Nie przeszkadzlo mi ze to Arab. Juz 2 miesiace pozniej zamieszkalismy razem. Zgodzilam sie wziasc z Nim slub w meczecie bo jest muzulmaninem. Prawnym malzenstwem jednak nie jestesmy, poniewaz nie mamy slubu cywilnego, a jest to nie mozliwe ze wzgledu na Jego azyl w Niemczech. Gdy skonczylam 20 lat urodzilam coreczke i wtedy to sie zaczelo. Po pierwsze i najwazniejsze zmusil mnie do przejscia na Islam. Mam doslownie zakaz wszystkiego. Wiele razy mnie pobil (nawet gdy bylam w zaawansowanej ciazy odwazyl sie kopnac mnie w brzuch) Zmusil mnie zebym wyszla za jego kolege araba dla papierow za maz (obecnie jestem po rozwodzie) Rok pozniej urodzilam synka ale nietsety byl bardzo chory i zyl tylko 8 dni. Po jego stracie zalamalam sie calkowicie i wpadlam w alkoholizm (oczywiscie moj luby niczego sie nie domyslil) ale juz z tego wyszlam. Nie mam tutaj nikogo, zadnych znajomych ani rodziny. Jestem sama. Mam tylko moja mala. Gdybym chciala odejsc zabral by mi ja i wywiozl do Libanu. Ciagle mi to powtarza. Za pare miesiecy karze mi tam jechac do jego rodziny (na miesiac lub dwa) Oczywiscie bez niego.... tylko ja i mala. Czy to nie straszne??? Co ja mam zrobic? Ciagle mysle o samobojstwie, ale wtedy co sie stanie z moim dzieckiem? Jestem totalnie zalamana... Prosze pomozcie mi

 

 

.. Czytam wasze opowiesci i mysle ze moj zwiazek jest kompletnie odmienny , ...ale nie lepszy. Co powiecie o facecie ktory oczywiscie na poczatku wydawal sie idealem; komplementy, dlugie roxmowy, prezenty itd... Nigdy nie byl zazdrosny, nie chcial wiedziec co robilam ze znajomymi - wystarczylo ze sie dobrze bawilam.
Od trzech lat mieszkamy razem. Jednak od jakiegos roku czuje sie molestowana. Zaczelo sie od wygadywania ze to moja wina ze nie mial pieniedzy, bo nie mialam w tamtym momencie pracy i oczywiscie to byla moja wina, bo niewystarczajaco sie staralam rzeby ja znalezc. Nie docieralo do niego ze wydal cale pieniadze w kilka dni, kiedy jego kuzyn go odwiedzil (lepiej od niego zarabiajacy) i szaleli w najdrozszych lokalach i restauracjach. Oczywiscie to ze kupil bardzo drogi samochod na ktory go wlasciwie nie bylo stac i musial splacac pozyczke tez sie nie liczylo bo to bylo jego marzenie. To ze przez nastepny miesiac go utrzymywalam z moich oszczednosci (razem z biletami do pracy i kieszonkowym na lunch ) sie nie liczylo.
Teraz jestem "nudna" bo nie chce spelniac jego wszystkich fantazji seksualnych takich jak uprawianie milosci z obca kobieta na jego oczach (nie jestem lesbijka!!!) czy wiele innych conajmniej dziwnych pomyslow. Dla mnie wielkie znaczenie ma wiernosc, ale dla niego to bylby "tylko" seks, "tylko" urozmaicenie, pozbycie sie rutyny. A poniewaz jestem "nudna" nie jestem kobieta jego zycia.
Nie moge o niczym zadecydowac w mieszkaniu bo nie place czynszu. Kiedys mi powiedzial ze jesli nie place czynszu to musze robic wszystkie porzadki w mieszkaniu. Teraz chce abym placila polowe czynszu, polowe za jedzenie, mam sprzatac (wlasciwie to nie musze ale wtedy bede sie przewracala na smieciach) no i oczywiscie sex. Pytam go co w takim razie on bedzie robil dla mnie, ale na to pytanie nie ma odpowiedzi. Jego mieszkanie kosztuje fortune co miesiac, on moze sobie na to pozwolic (!) ale ja nie zarabiam na tyle aby spelnic jego wymagania. Taniej bedzie sie wyprowadzic, co zaczelam juz organizowac. Jesli sie nie uda, wole wrocic do rodzicow niz zostac z takim facetem, bo to co opisalam to nie wszystko z jego pomyslow. Ciesze sie jednak ze z nim zamieszkalam bez slubu. Poznalam go do szpiku kosci. Jego slowa zabily milosc, ktora kiedys przepelniala moje serce. Teraz bedzie latwiej z niego zrezygnowac. Nie jest takim idealem na jakiego wygladal na poczatku.
......

 

 

 

Codziennie czytam wasze listy, choc rzadko się wpisuje i trzymam za was kciuki a jednoczesnie czuje straszną ulge, że to już za mną. Wiesz Osa kiedy zdałam sobie sprawę, że to koniec kiedy za każdym razem gdy patrzyłam w lustro czułam do siebie wstręt (chyba kazda to czuje i najgorsze ze kiedy ogladałam te wszystkie filmy o kobietach maltretowanych fizycznie i psychicznie to zawsze myslałam ale głupie ja bym się 5 minut nie zastanawiała, a zastanawiałam się cały rok), kiedy chodziłam wpatrzona w moje nogi, a najczęsciej powtarzanym słowem było przepraszam. Za co? chyba że zyje. na poczatku nie chciałam przepraszać a potem przepraszałam dla tych pieciu minut spokoju kiedy nie musiałam przepraszać, kiedy nie robiła mi wykladu co źle zrobiłam. Rozumiem wszystkie które tęsknią i chca wrócić. ja właściwie zamknełam sobie droge bo opowiedziałam o nim wszystkim tym którzy chcieli słuchac i tym którzy nie chcieli - tak moja mała terapia. a potem po roku kiedy chciał żebym wróciła, nagle strasznie tego zapragnęłam. Napisałam o tym do kolezanki, że się zmienił, chodził do psychologa, rozumie co zrobił źle i ona mi napisała bardzo delikatnie, ze wierzy we mnie i w m0oje decyzje i że chyba jestem rozsadna. Byłam - powiedziałam ze to koniec. Wpadł w straszny szał - nie zmienił się nic a nic. Minęły trzy lata a ja czasem jeszcze o nim myslę, wspominam miłe chwile, a potem przychodza wspomnienia tych niemiłych, tych nieprzespanych nocy, łez, bicia, ponizania, upokarzania. I wtedy mysle jaka jestem szczęsliwa bez niego. Moze nigdy nie zapomnę, może zawsze bedę sama ale chodze z podniesiona głowa, usmiechnięta i juz nie przepraszam, że on się upił a ja nie pilnowałam żeby się nie upił, choć chodziłam za nim cały wieczór i wtedy krzyczał żebym mu dała spokój.
Pozdrawiam wszystkie i zycze powodzenia. Te z was które nie sa jeszcze zwiazane wezłami małzeńskimi niech nie zastanawiaja się bo nie ma nad czym, a te które zaszły dalej trudniejsza decyzja i jeżeli uda wam się ją podjąc z góry podziwam. Wiem jak cięzko było mnie mimo ze nie łaczyły nas żadne węzły, prócz tego spedzonego wspólnie czasu i miłości.. Na pewno jeszcze tu wróce zeby zobaczyc jak się wam wiedzie. Odwagi dziewczyny.

 

 

----

Część wszystkim.Od wczoraj śledzę Wasze wypowiedzi i tak bardzo się cieszę. Sama chodzę od trzech lat na terapię .Systematycznie tydzień w tydzień i poznałam zasady i reguły dlaczego to nas spotyka.Otóż niska samoocena.Dopuki bardzo żle w środku o sobie myślimy i bardziej kochamy jego niż siebie,to spotyka nas zło.
Przez pierwszy rok terapii płakałam,płakałam .. łzom nie było końca.a kiedy już sie wylało to zaczęłam słuchać rad koleżanek i terapeutki. Zaczęłam poraz pierwszy w życiu poświęcać sobie długie godziny.To swoje zachowanie analizowałam - nie jego. Dlaczego zrobiłam to czy to.Zaskoczona bylam odkryciem siebie. z czasem bardzo siebie pokochałam i teraz już kocham i dlatego wiem że nie może mnie spotykać zło,bo na nie nie zasłużyłam.Tak długo żyłam w toksycznym związku ,że już 3 lata wychodzę z niego. terapeutka powiedziała że tyle ile się tkwiło tyle trzeba czasu na wyjście na prostą.Dziewczyny te młodziutkie pomyście o sobie i nie zasłaniajcie się dziećmi,że to dla nich robicie.Bo Wy dla nich nie robicie nic dobrego tylko krzywdzicie, nie wiedząc że Wasze dzieci pójdą w świat i też pozwolą się krzywdzic,bo przecież taki wzorzec wyniosły z domu.
Moje dzieci już wyszły z domu,pozakładały sobie rodziny,a ja nie mogę sobie darować, że zgotowałam im taki los.Szkoda,że dopiero teraz są poradnie i można uczestniczyć w terapii.tyle lat mi uciekło,tyle usmiechu,radości .Od 2 lat jeżdzę na urlop - spełniłam swoje marzenie - byłam w Stanach w ubiegłym roku i w tym we Włoszech. Wkońcu dałam sobie prawo .
A przecież żyłam tak jak Wy.Każde wyjście kończyło się potworną awanturą,biciem,gniewem i oskarżeniem że sie nie umiem zachowac. Byłam śliczna i zgrabna, a także mądra i zaradna,ale dla męża bylam niczym i to mnie bolało. Zależało mi na jego zdaniu i dlatego tak bardzo mnie bolało. Teraz mam własne zdanie na swój temat i jeśli ktoś ma odmienne,to poprostu nie kontaktuję sie z daną osobą, a z mężem jestem na etapie roztania.
Te 25 lat które przeżyłam z mężem uważam że starczy i codziennie dziękuję Bogu za doświadczenia życiowe , za to ,że było mi dane podzwignąć się i dziękuję , że dzieki temu doświadczeniu nie zwiążę się już z toksycznym partnerem.
Przeczytałam fajną książkę z której wiele skorzystałam- KOBIETY KTÓRE KOCHAJĄ ZA MOCNO. Nie pamietam autorki.Ale czasami bywa w księgarniach.Gorąco polecam.ponadto trudno wyjść z chorego związku,bo jest WSPÓŁUZALEŻNIENIE.
Poczytajcie na ten temat.Współuzależnienie zabija i dlatego warto poznać wroga.
Dzieki Wam za szczerość.Głowy do góry i nikt nie powiedział,że musi być łatwo się roztać,ale warto walczyć.Każdy się boi,a tymbardziej osoby bite i poniewierane przez najbliższych.

 

 

Witam Was Wszystkie, Dziewczyny!

Przeczytałam wszystkie Wasze wypowiedzi i przeżyłam szok! Wydawało mi się, że dziś zjawisko przemocy w związkach nie powinno mieć miejsca! Jesteśmy przecież światłe i wykształcone! I cóż z tego, kiedy potrzeba bycia kochaną, potrzebną, zauważaną jest tak wielka, że jesteśmy w stanie dać się unicestwić jako człowiek, żyć w ułudzie wielkiej miłości!
Piszę to mając przed oczyma swój związek z tyranem. Wszyscy, patrząc na nas zazdrościli takiej zgodności i troski o siebie! A w środku było to bagno, w które coraz bardziej wpadałam i z którego coraz trudniejsze było wyjście!
Nie będę pisać tutaj o tym wszystkim co mnie spotkało, bo nadwyrężyłabym Waszą cierpliwość i powstałaby z tego całkiem obszerna publikacja!:)
Bardziej chciałabym się skupić na tym, co mi pomogło podjąć decyzję o ucieczce od mojego tyrana, po prawie 5 latach katorgi! Otóż, dotknęłam swojego dna, kiedy przestałam dbać o własny wygląd, kiedy nie jadłam nic albo obżerałam się prowokując potem wymioty, kiedy wypalałam 2 paczki papierosów dziennie, kiedy przestałam odzywać się wśród ludzi, kiedy nie miałam już do kogo zadzwonić i porozmawiać, kiedy cierpiałam na permanentną bezsennośći i migrenę, kiedy czułam, że powoli umieram, aż wreszcie, kiedy zwymiotowałam po stosunku z moim panem. Zbuntowało się nie tylko moje psyche, ale także ciało powiedziało: NIE!!!
Wtedy też ostatkiem sił, które mi pozostały uciekłam od niego, z sercem na ramieniu! Do dziś nie wiem jak to zrobi łam, ale jestem z siebie bardzo dumna!
Dziś minęły już dwa lata od tamtych dni, a dopiero niedawno stanełąm na nogi! W powrocie do normalności pomógł mi psycholog, wielogodzinne sesje grupowe i indywidualne, okupione morzem łez! Ale były to łzy oczyszczenia, pogodzenia się z tymi ciężkimi przeżyciami, a przede wszystkim WYBACZENIA SOBIE I ZAAKCEPTOWANIA SIEBIE!!!!!! Odnowiłam przyjaźnie i znajomości! Wszyscy ci ludzie bardzo mi pomogli dobrym słowem, życzliwością i zainteresowaniem! Oczywiście ogromne oparcie miałam w swojej mamie! Do chwili obecnej chodzę na terapię do psychologa i to jeszcze nie koniec! Cały czas uczę się normalnego życia!!
Dziś jestem już innym człowiekiem! Znam swoją wartość, swoje zalety i wady, bardzo dużo się śmieję!!! Wiem, że nie pozwolę już nikomu na takie traktowanie, jakie zafundował mi mój tyran. Dzięki temu toksycznemu związkowi i wszystkiemu co mu towarzyszyło, wiem czego nie chcę w życiu. I cieszę się z każdego przeżytego dnia, tak jakbym się na nowo narodziła!
Długo zastanawiałam się, dlaczego tak zwlekałam z odejściem od mojego partnera. Zastanawiałam się dlaczego w ogóle taki ktoś mnie zainteresował. Znalazłam odpowiedź: pochodzę z rodziny alkoholika, gdzie przemoc psychiczna i fizyczna królowały codziennie ! Nie znałam innego modelu życia w związku dwoja ludzi. Kiedyś agresywne zachowania wiązałam jedynie z alkoholizmem, bo czyż normalny człowiek może tak się zachowywać!?! Tak bardzo nie chciałam związać się z alkoholikiem, że nie zauważyłam, że związałam się z tyranem!! Wiem, że to nie reguła, ale pewne wtórne zachowania wynosimy z domu, a kiedy rodzina nasza jest dysfunkcyjna, to czegóż możemy oczekiwać????

Do dnia dzisiejszego nie związałam się jeszcze z nikim, choć cały czas żyje we mnie nadzieja, że kiedyś spotkam Kogoś, kto na mnie czeka!
Ktoś mądry powiedział, że dopóki w Nas nadzieja i wiara goszczą, to znaczy, że warto żyć!
Czego i Wam, Drogie Moje, życzę z całego, dziś już radosnego serca!!!
Pozdrawiam Wszystkich, powodzenia!!

 

 

Wiecie, mi sie na szczescie udalo odejsc od mojego chlopaka - po 2 latach chodzenia i meczenia sie ze soba.
Na poczatku wszystko bylo w miare w porzadku. Przynajmniej tak mi sie wydawalo. Poznalismy sie w 3 klasie liceum, na sylwestra. Raz bywalo lepiej raz gorzej, ale nie bylo zle. Dopiero w czasie matur, kiedy zdalam od niego lepiej, okazal sie bardzo o to zadrosny. Chodzil caly czas przygnebiony, obwinial mnie o to ze jestem lepsza. Nie mowil tego wpraost, ale żądał ode mnie żebym go pocieszała. Właściwie od tego czasu bardzo często starał się wywołać u mnie poczucie winy. Denerwował się, kiedy liczyłam szybciej od niego zadania, przygotowując się do egzaminów wstępnych. Zdawaliśmy na 3 te same uczelnie - on dostał się na jedną, ja na wszystkie 3. Wręcz zmusił mnie żebym poszła na tą samą uczelnię co on, groził, że jeśli nie pójdę z nim, to on zostanie w naszym miescie, pojdzie na jakis beznadziejny kierunek z konkursu świadectw i straci przeze mnie rok. To był szantaż ubrany w piekne słowa, również mający wywołać u mnie poczucie winy - no bo przecież "on chce sie dla mnie poswiecic" zebysmy byli razem, wiec ja powinnam sie zgodzic na studiowanie na tej uczelni na którą on zdal - zaznaczam, ze to byla najslabsza uczelnia z wszystkich trzech. No i sie zgodzilam, z trudem przekonalam rodzicow do mojej decyzji.
Tak sie akurat zlozylo ze zamieszkalismy razem - i ten niecaly rok spedzony z nim byl dla mnie koszmarem. Ciagle mnie za cos krytykowal. Krytykowal moje kolezanki. To przez niego nie utrzymywalam praktycznie żadnych kontaktów towarzyskich z ludźmi z grupy. W mieszkaniu panował bałagan, który w większości składał się z porozrzucanych przez niego rzeczy, za który oczywiście mnie obwiniał - no bo przecież jestem kobietą i powinnam dbać o dom. W zlewie piętrzyła się sterta brudnych naczyń - o ile ja ich nie pozmywałam. Co gorsza, żądał ode mnie podporządkowania się kanonom bycia kobiety (sprzątanie, gotowanie, pranie), a sam nie wykonywał prac przeznaczonych dla męszczyzny (nie naprawił nogi tapczanu, która odpadła, nie dokręcił luźno wiszących gniazdek, itp). Zmuszał mnie żebym siedziała z nim w nocy kiedy się uczył (nie pozwalał mi spać), a mnie samą możliwie często zniechęcał do nauki (chciał mieć lepsze oceny) i w ogóle do życia.
Przykładów możnaby mnożyć.
Najgorsze było to, że kiedy chciał potrafił być bardzo miły, błagał o przebaczenie i w ogóle. Pod koniec roku akademickiego już wiedziałam, że jeśli będę z nim dalej mieszkać, to nici z egzaminów w sesji letniej - postanowiłam się wyprowadzić. Powiedziałam mu o tym dopiero dzień wcześniej - kiedy już wszystko było załatwione (przewóz moich rzeczy, pokój w akademiku). Trochę wcześniej powiedziałam mu, że go nienawidzę. A także że podoba mi się jeden chłopak na roku.
Od czasu wyprowadzki nie utrzymywałam z nim żadnego kontaktu - tylko czasem mijaliśmy się w ciszy na uczelni. I bardzo dobrze, nie chcę mieć z nim nic wspólnego.
Teraz jestem szczęśliwa. Jestem z chłopakiem który mi się wtedy spodobał. I jestem naprawdę bardzo szczęśliwa.

 

 

CZE WSZYSTKIM witam was cieplutko naprawde mi przykro ze musimy w takich zwiazkach tkwić . Niestety musze też siebie dopisac do waszych wypowiedzi .Mojego męża poznałam w wieku 17 lat był bardo opiekuńczy czego mi w domu brakowało mój ojciec był alkoholikiem chyba potrzebowałam kogos kto mnie przytuli spedzi troche ze mną czasu pocałuje powie ze kocha naprawde byl wspaniałym czlowiekiem dla niego tak mi sie zdawało ze jestem wszystkim myliłam sie .Kiedy wyszłam za niego pokazał kim jestem dla niego on potrzebował matki rodzicieli i sprzataczki a nie kobiety przy swoim boku > zaszłam w ciąże urodziłam przedwczesnie córeczke był bardzo szczesliwy ale co z tego gdy tylko wyszłam ze szpitala sama sobie ja wychowywałam awantury bicie wyzwiska były tak często ze myślałam ze to jakich rytuał w moim domu. Uciekałam z domu aby raz w roku z dzieckiem na rękach zawsze przychodził zapłakany pokorny i pełnie gotowy do zmiany swojego postepowania ale gdy tylko wracałam to powodem awantury były moje koleżanki a miałam tylko dwie były dziwkami latawicami i zawsze miał powód do awantur ze mna .Niestety mój mąż miał plan jak mi zapełnic czas który miałam dla siebie i dla swoich potrzeb zaszłam drugi raz w ciążę niestety urodziłam synka przedwcześnie 7 miesiecy było za krótko zeby dziecko urodziło sie zdrowe doktor przekazał mojemu mężowi ze syn bedzie cięzko chory ze wymaga stałej opieki jeśli tylko przezyje poniewaz musza go reanimowac co jakis czas l.Niestety po miesiącu zmarł pomyślałam ze to nauczka dla niego za krzywdy wyżadzone mnie ale czemu to ja tez musiałam cierpiec maz zmienił sie tylko na rok ja dalej siedze z nim i nie wiem jak wybrnac z koszmaru jakim jest moje małzenstwo .Całe życie pracowałam na niego poniewaz jego praca zawsze miałam minusy a to szef zły a to płaca nie taka po dwóch cesarkach byłam zmuszona isc do pracy aby utrzymac moje jedyne dziecko a przy okazji męża teraz obecnie nie pracuje ponieważ doszłam do wniosku ze chyba mąż czasami musi popracowac na rodzine którą sobie załozył wiec zostałam w jego oczach nierobem nic niewartym smieciem jak to okresla ze wtedy miał ze mnie pozytek bo przynajmniej co miesiac była kasa >wie teraz ze bez pracy nie rusze sie z domu bo nie dam sobie rady myli sie i to bardzo za jego plecami szukam pracy lokum do usamodzielnienia sie i spokoju który jest mi bardzo potrzebny wreszcie wracajac do domu nie bede sie bała ze nie umyłam szklanki i nie dostane lania jak dziecko za błahoski i wiem ze tacy ludzie jak wy którzy czytaja o problemach cudzych wspieraja nas kobiety niezaleznie od podietych przez nas decyzji

 

 

 

Kobiety..dziewczyny..!!!
Polecam wam fantastyczne książki :Pia Melody"Toksyczna miłość i jak się z niej wyzwolić", Robin Norwood "Kobiety,które kochają za bardzo..."
Sama jestem "ofiarą" toksycznej miłości.Po 15 latach małżeństwa,z dwójką dzieci,po załamaniu nerwowym ,po uzależnieniu sie od leków uspokajających..dziś rozwodzę się..Czy któraś z was wie,co to są ciche dni???Ciche dni to wlaśnie metoda mojego męża,która spowodowała ,że powiedziałam dość.Tym sposobem wymuszal na mnie to co chcial przez 15 lat małżeństwa i 20 lat znajomości..Pierwszy raz nie odzywal się do mnie po tygodniu naszej znajomości-przez tydzień.Przepraszalam go choć nie wiedziałam za co,bo nie chcial powiedzieć..Okazało sie,że zaśmiałam się z dowcipu,który wydal mu się nieprzyzwoity.Potem nie odzywal sie,bo zrobiłam sobie fryzurę,która mu się nie spodobała...Potem dlatego,że zapaliłam papierosa..To wszystko jeszcze przed ślubem.Oczywiście cały czas czułam sie bardzo winna i przepraszalam..Musialam uważać na każde slowo ,ze by go nie urazić,bo znów będzie cisza..Wyszlam za niego.Ja studiowalam ,on pracował za granicą..Było dobrze,gdy przebywaliśmy z daleka od siebie..Każde spotkanie znów konczyło się milczeniem,moimi przeprosinami,łzami.Ciągle mi udowadniał,jaka ze mnie niemadra osoba i na co mi te studia,skoro taka głupia jestem (on nie ma wykształcenia -technikum wieczorowe).po urodzeniu pierwszego dziecka wpadlam w depresję,zaczęłam brać leki uspokajające..Wiecie co mi powiedzial :"słabi muszą ginąć".Kiedy wychodziłam z depresji i z leków,zaczęło do mnie docierać,że to nie ja jestem tą najgorszą i winną...Patrzyłam na inne małżeństwa i pary,które ze sobą rozmawiały,śmialy sie ,były dla siebie przyjaciółmi.A ja cały czas koncentrowałam się na tym,żeby mój mąż był zadowolony,sama cierpiąc..Kiedy bylam w ciąży z drugim dzieckiem - on ani razu nie położył ręki na moim brzuchu,nie pomagał w niczym,przeszkadzało mu,że źle sie czuję,że potrzebuję wsparcia,denerwowalo go to.Nie pomagał mi w domu w niczym ..Radził mi,że jezeli worek śmieci jest dla mnie za ciężki - to mam go przesypać w dwa worki i wynieść na dwa razy...Oczywiście,ciagle zapewniał o swojej miłości..Długo mogłabym pisać o tej historii...Nie podobały mu sie moje koleżanki,moja rodzina,moje zainteresowania,ciągle był ze mnie niezadowolony.Kiedy postanowiłam ,że to już koniec - zaczął szaleć.Najpierw zniszczył mój komputer.Groził,że sie zabije.Mówił,że umrze na serce..Prosił,że bym go nie opuszczała bo on tak kocha...po czym mowil mi:ty ścierwo...obyś dostała raka i cierpiała ,a ja będę sie cieszyl,oby cię TIR potrącił..itd..Potem doszło do rękoczynu..byla policja.Oczywiście twierdził ,ze to ja go sprowokowałam..Dziś chce mnie pozbawić wszystkiego.Płaci niskie alimenty,zabiera samochód,nie chce sie wyprowadzić,dokucza kazdego dnia,posługuje się kłamstwami w sądzie..Wiem,że przede mną jeszcze dluga droga,ale wiem też,że innej już nie ma..
Wiecie co jest najgorsze ? Żyjąc z tyranem, z cichym tyranem, tracimy zaufanie do siebie samych,przestajemy wierzyć wlasnym odczuciom,czujemy sie winne,wydaje nam sie bardzo długo,że to wszystko przez nas ,ze za słabo sie staramy..Tracimy wlasną godność i poczucie wlasnej wartości..A on nas depcze kazdego dnia,małymi kroczkami,sprawia,że już nic nas nie cieszy,że czujemy sie w potrzasku,bezwartościowe...A prawda jest tak oczywista- jeśli ci z kimś źle,jesli ciągle płaczesz,boisz się,czujesz się nieszczęśliwa...uciekaj...szybko...daleko...

 

 

-----

Hmm.... wreszcie ktoś poruszył ten temat.... ja mam dopiero 18 lat, ale wiem co to znaczy. Mam troje rodzenstwa, a moja matka jest już na wykończneiu psychicznym. Od 25 lat jest mężatką... Mój ojciec jest alkoholikiem, od ponad 20 lat maltretuje, moja matkę, starsze siostry... noi mnie i młodszego brata. Miał wyrok w zawieszeniu na 2 lata, ale nic to nie dało, okres ten minął. Teraz chodzi na spotkania AA, ale kiedy raz tam poszłam, to myślałam, że komuś krzywde zrobię.... Oni tam nic nie robią, przychodzą sobie zagrać w karty, bilarda.... nic konkretnego, nie żeby porozmawiać. Mój ojciec, ostatnio jakby nie pił, ale to nawet juz nie o to chodzi, poprostu nawet po trzeźwemu znęca się nad nami. Między ludzmi jest normalny, ale tylko między ludźmi. Ma kuratorkę, ale jest tak, za przeproszeniem głupia, że przychodzi raz na pół roku i cały czas pieprzy, że On się już nie zmieni, bo jest za stary.... Mój ojciec, już chyba dwa razy połamał mojej mamie żebra, nabił tyle siniaków, że zliczyć nie można. Mi skręcił kiedyś rękę i powiedział, że mógłby to zrobić jeszcze z drugą.... Kiedyś znów była u nas jego matka, a moja babka, powiedział do mojej matki "kurwo" ja stanęłam w jej obronie i powiedziałam, że nią nie jest, to podszedł do mnie i uderzył mnie głowa w nos. Jest nie dozniesienia.... moja matka jest tak wychudzona i sponiewierana, że wygląda jak szkielet.... Nasz dzielnicowy nic nam nie pomógł, kiedyś i kuratorka i dzielnicowy powiedzieli, że możemy wzywać policję kiedy trzeba, że oni po to są, ale pewnego razu, kiedy wezwaliśmy policję, nie wzięli go, bo on nie był pijany i takie tam, ojciec przysięgał, że się uspokoi i powiedzieli policjanci, żeby ich tak nie wzywać często..... Mamy problem i nie wiem czy to długo jeszcze potrwa, moja matka już kilka razy, tak się przyznała próbowała popęłnić samobójstwo, ale ciągle ją trzyma mój młodszy brat, bo jeszcze się uczy, ma 14 lat.... Ja też kilka razy to próbowałam, ale może boję się śmierci i tego nie zrobiłam, wiem, że to nie jest rozwiązanie... Ale co można zrobić??

 

 

Muszę przyznać, ze zaciekawił mnie ten artykuł, sama byłam 1,5 roku w bardzo toksycznym i bolesnym związku.
Mój mężczyzna terroryzował mnie psychicznie i nic nie było w stanie do niego dotrzeć, wszystkie moje argumenty że mnie rani były jak walenie grochem o ścianę.
Około roku zbierałam siły żeby od niego odejść, no bo przecież wspomnienia, poza tym, kiedys był cudowny, myślałam, ze może jeszcze taki być....
Zakochałam sie niemiłosiernie mocno, tak jak nigdy przedtem, i sądzę ze nigdy potem.
Ten związek zrujnował mnie, moje zycie i moje marzenia. Zrezygnowałam ze swojej pasji, z własnej prywatności, zamknęlam się szczelnie w jego osobie.
Wydawało mi sie ze tam jestem bezpieczna, ze jest mi dobrze i ze jestem szczesliwa, ale w pewnym momencie zaczelo mi brakować bliskich ludzi dookola mnie.
Ostatnie pól roku to były nieustanne kłotnie, pasmo strasznie głupich i nierozwaznych decyzji, włacznie z probami samobojczymi, nie potrafilam sie otrzasnać ze stanu amoku jaki mna owładnął...
Szalka sie przeważyła kiedy podniosł na mnie rekę, wtedy otworzyły mi sie oczy i definitywnie zakonczylam ta znajomosc, mysle ze w ten sposob uratowalam zarowno siebie jak i ludzi ktorym na mnie zalezalo i ktorzy mnie kochali.
Teraz jestem z mezczyzna, ktory jest przeciwienstwem tego totalnego despoty, ktorego tak bardzo kochalam, ale daje mi ukojenie i wiele lagodnosci.
Wprawdzie strach i dystans jak i niemile doswiadczenia nie pozwalaja mi zaangazowac sie tak jak dawniej, ale mam nadzieje ze z czasem zaufam temu cudownemu mezczyznie i ze sytuacja sie nie powtorzy.....

Dziewczyny nie pozwolcie sobie na brak szacunku i upokorzenia, nie warto tracic na to zycia, to jest okrucienstwo, ktore popelniacie same na sobie.
Mnie sie udalo, za was rowniez trzymam kciuki i zycze wiele sily i wytrwalosci, pozdrawiam goraco!!!

Miłość czy przyjażń?

aniolekdiabelek | 30 Lipiec, 2008 21:47

"Przyjaźń - to wyróżniająca, do określonej osoby lub określonych osób skierowana życzliwość czynna i bierna."
Definicji przyjaźni jest wiele i każdy może postrzegać ją inaczej.

Według mnie jest to więź z drugim człowiekiem oparta na wzajemnej życzliwości, szczerości i zaufaniu. Przyjaźń polega na możności liczenia na kogoś w każdej sytuacji; życzliwość i serdeczność okazywana drugiej osobie. Przyjaźń powinna być bezinteresowna, dozgonna, niezachwiana, prawdziwa, serdeczna, szczera, wzajemna i odpowiedzialna .
I można by mówić jeszcze bardzo wiele o tym jaka powinna być przyjaźń .

Bez wątpienia jest to niezwykłe uczucie - relacja międzyludzka .
I chociaż siedliskiem przyjaźni jest serce to , przyjaźń rodzi się w naszych umysłach . Budujemy ją drogą zrozumienia, dokonując wyborów w sposób całkowicie świadomy i dobrowolny . Przyjaźń jest jak most przerzucony przez rzekę , dzielącą dwa brzegi . Tworzyć przyjaźń to znaczy łączyć dwa przeciwległe brzegi .
Czasami trwa to bardzo długo . Uczucie przyjaźni dojrzewa każdego dnia . Zdarza się , że przyjaciel odchodzi i nie trzeba go zatrzymywać, bo wróci . Przyjaźń jest delikatnym uczuciem , które łączy ludzi ale nie krępuje .
Mówi się też często, że „przyjaźń jest jak pieniądz, łatwo ją zdobyć a trudniej utrzymać”. Trzeba czasu , cierpliwości , zrozumienia , aby zbudować więź prawdziwej przyjaźni ,a potem ją pielęgnować i utrwalać . I jeśli zdarzy się, że drobna różnica zdań zniszczy przyjaźń , to znaczy, że tej przyjaźni, tak naprawdę nie było. Dlatego prawdziwe przyjaźnie są trwałe i wieczne , a jeśli nawet przyjaciele się rozstają , to zawsze wiedzą , że mogą wrócić ..

Czym zatem jest miłość ?

,,Miłość to największa siła; każąc przebaczać – pozwala tym samym łączyć się w najsilniejszy łańcuch życia. Miłość nie da się zmieścić w słowach. Miłość jest przyczyną największego cierpienia i ogołocenia, a zarazem źródłem największych radości. Miłość jest niezbędna do odczuwania radości. Podobnie radość jest konieczna do odczuwania miłości . Miłość sprawia radość, obdarowuje radością, wzmacnia, przynosi ulgę, uszczęśliwia, czyni człowieka doskonalszym.”
Tak napisała o miłości Aldona Różanek .

Dla każdego z nas miłość ma różne oblicza - miłość rodzicielska, rodzinna , miłość dwojga ludzi płci odmiennej . Ale zawsze jest to głębokie przywiązanie do kogoś, czegoś, umiłowanie kogoś, uczucie wielkie , gorące , szczere , uczucie .
Miłość jest pragnieniem, aby coś komuś dawać, a nie otrzymywać . Człowiek opanowany miłością często zatraca samego siebie na rzecz drugiej osoby, przez co sam siebie odnajduje i odradza.
Miłość jest natchnieniem poetów , artystów , malarzy , o miłości piszą , śpiewają , grają . Miłość jest siłą , która potrafi wznieść człowieka na wyżyny jego osiągnięć i największych sukcesów . Miłość jest źródłem nowego życia, dla niej też człowiek cierpi , poświęca życie .
Miłość jest najdoskonalszym dziełem człowieka , to potężna siła , która zawsze łączy dwa ludzkie serca . Największym szczęściem człowieka jest kochać i być kochanym
Miłość w życiu jest najważniejsza i potwierdzeniem tego są słowa
z „ Hymnu o miłości” , że można mieć w życiu wszystko, posiadać wszelkie talenty, mówić językami aniołów czy zwierząt, posiadać wszelką wiedzę a nawet przenosić góry, ale nie mając miłości jest się niczym .
„ Miłość jest jak słońce , kto je posiada , temu może wiele brakować - komu brakuje miłości , ten nic nie posiada ”.

Przyjaźń czy miłość – które z tych uczuć jest ważniejsze ?

Mierząc wskaźnikiem głębokości uczucia, jego siły, możliwości oddziaływania na drugą osobę, to miłość jest uczuciem najważniejszym , bez którego nie można żyć . Ale „ miłość łączy serca , a przyjaźń umysły ” .
Uważam, że przyjaźń może istnieć bez miłości , ale prawdziwa miłość bez przyjaźni nie przetrwa długo . Ludzie żyją w bliskiej przyjaźni , łączy ich wzajemny szacunek , życzliwość , szczerość i oddanie . I chociaż nie zawsze występuje miłość , to przyjaźń trwa . Natomiast myślę ,że miłość dla swej trwałości potrzebuje również przyjaźni . Wtedy łączą się nie tylko ludzkie serca ale i umysły .
 

Przemoc psychiczna

aniolekdiabelek | 29 Lipiec, 2008 21:42

Przemoc psychiczna to wywieranie wpływu na proces myślowy, zachowanie lub stan fizyczny osoby bez jej przyzwolenia przy użyciu środków komunikacji interpersonalnej.

Typowymi środkami przemocy psychicznej są groźba, inwektywa i molestowanie psychiczne.

Przemoc w związku dwojga ludzi nie polega wyłącznie na wykorzystywaniu fizycznej przewagi jednej ze stron w celu zniewolenia, molestowania seksualnego i bicia partnera/partnerki, lecz także na psychicznym znęcaniu się nad nim/nią, lżeniu i urąganiu jego/jej godności osobistej. W przypadku, gdy partner/partnerka posuwa się tylko do tego drugiego rodzaju przemocy, jego/jej ofiara często sama nie jest pewna, czy ten typ zachowanie mieści się w granicach normy burzliwych związków, czy może je przekracza. Wątpliwości wykorzystywanej w związku strony są tym większe, że jej/jego partner/ka potrafi być czarujący/a, troskliwy/a i uprzejmy/a, aż do czasu niekontrolowanego wybuchu złości, za który winą obarcza właśnie ją/jego, maltretowany przez siebie obiekt.

Jak rozpoznać osobę, która wykorzystuje emocjonalnie partnera? Szukaj raczej schematów postępowania, których celem jest kontrola, ograniczenie swobody, w tym podejmowania ważnych wyborów życiowych i sponiewieranie swojej/go towarzyszki/towarzysza życia, niż pojedynczych przypadków zachowań.

Zachowania, które kwalifikują się jako akty przemocy psychologicznej dzieli się na następujące kategorie:

  1. Destrukcyjna krytyka i werbalna agresja: przedrzeźnianie, krzyk, oskarżanie, obrzucanie wyzwiskami
  2. Taktyki wywierania presji: zabieranie dzieci, pieniędzy, kluczy, samochodu, wyłączanie telefonu, rozpowiadanie fałszywych informacji na temat partnerki/partnera
  3. Okazywanie pogardy: lekceważenie, poniżanie przy obcych ludziach, przerywanie rozmów telefonicznych, brak szacunku dla pracy, wysiłków i opinii partnerki/partnera
  4. Izolowanie: kontrolowanie lub blokowanie rozmów telefonicznych, narzucanie swojej woli w sprawie, gdzie partnerka/partner wychodzi i z kim się spotyka, utrudnianie kontaktów z rodziną i przyjaciółmi
  5. Prześladowanie: śledzenie, stałe weryfikowanie, czy partnerka/partner mówi prawdę, zaglądanie do jej/jego korespondencji, publiczne zawstydzanie partnerki/partnera
  6. Grożenie: wykonywanie grożących gestów, niszczenie osobistych przedmiotów ofiary, rzucanie tym, co „się nawinie pod rękę”, kopanie w ściany, wymachiwanie nożem, onieśmielanie swoją siłą, straszenie użyciem przemocy fizycznej
  7. Zaprzeczenie: oskarżanie partnerki/partnera o to, że sprowokowała/sprowokował przemoc, publicznie odgrywanie kogoś sympatycznego, pomocnego, delikatnego, szarmanckiego, płacz i błagania o przebaczenie, wzbudzanie litości dla siebie.

Osoby o silnych skłonnościach do wykorzystywania i znęcania się nad innymi najpewniej można wskazać na podstawie ich poprzednich związków. Jeśli stosowały w nich przemoc emocjonalną, nie inaczej będą się zachowywać w związku z tobą. Nie popełniaj błędu myślenia, że „ze mną będzie inny/inna, to była jej/jego wina” – właśnie do takiej wersji będzie cię przekonywał/przekonywała „emocjonalny/a sadysta/sadystka”. Osobnicy, którzy wykorzystywali psychicznie i fizycznie swojego partnera, prawie bez wyjątku, twierdzą i nierzadko głęboko w to wierzą, że to oni byli ofiarą w ich związku.

Inne cechy i skutki zachowania osoby, która w związku dopuszcza się terroru psychicznego:

  • Twój partner/partnerkaka traci panowanie nad sobą z błahych powodów
  • Obsesyjnie podejrzewa cię o zdradę lub chęć zdradzenia go/jej
  • Ma bardzo sztywne poglądy na to, co przystoi kobiecie/mężczyźnie, a co nie i nie możesz z nim/nią racjonalnie na ten temat dyskutować.
  • W waszym związku wszystko jest podporządkowane nastrojom twojego partnera/partnerki do tego stopnia, że pozostajesz ciągle czujna/czujny, starasz się odgadywać jego/jej oczekiwania.
  • Nic nie jest mniej pewne niż jego/jej humor. W jednej minucie czuły/czuła, w drugiej okrutny/okrutna.
  • Nie znosi, gdy pragniesz prowadzić jakąś część życia towarzyskiego bez niego/niej.
  • Mówi ci, jak się masz ubierać, z kim się masz przestać przyjaźnić, stara się kontrolować sfery „autonomiczne” twojego życia.
  • Boisz się go/jej, zrobisz wiele, właściwie prawie wszystko, by tylko się nie zdenerwował/zdenerwowała.
  • Pod wpływem jego/jej złości i gróźb zmieniłaś/eś wiele rzeczy w swoim życiu, z wielu zrezygnowałaś/eś, żeby go/jej nie „prowokować”.
  • Poza popychaniem i szturchaniem, stosuje inne metody zgnębienia cię: używa wyzwisk pod twoim adresem, długo się do ciebie nie odzywa, grozi ci.
  • Gdy mówisz, że jesteś zdecydowana/zdecydowany odejść, nie waha się sięgnąć po ostateczne argumenty; straszy cię, że się zabije, że będziesz go/ją miała/miał na sumieniu...

Jeżeli dwa lub więcej z powyższych punktów pasują do schematu zachowań twojego partnera/partnerki lub sytuacji, które mają miejsce w twoim związku, powinnaś/powinieneś porozmawiać o swoim problemie z zaufaną osobą, zwrócić się do psychologa z prośbą o dalsze wskazówki, jak postępować, skontaktować się z Ogólnopolskim Pogotowiem dla Ofiar Przemocy w Rodzinie „Niebieska Linia” bądź, jeśli sytuacja nie cierpi zwłoki, zadzwonić na komisariat policji.

 

 

Pogadajmy o seksie

aniolekdiabelek | 29 Lipiec, 2008 21:04

Normal 0 21

To nieprawda, że kolesie myślą tylko i wyłącznie o jednym! Przynajmniej tak zeznali, kiedy nasza wysłanniczka urządziła im małe przesłuchanie ;-)

 

Normal 0 21

Występują:
Krystian: 19 lat. Od dawna chodzi z tą samą dziewczyną – Agą. Przed nią umawiał się z wieloma różnymi laskami.
Kasia: 17 lat. Siostra Krystiana. Nigdy jeszcze nie była z nikim na poważnie. Na razie chce sprawdzić, co ją uszczęśliwia.
Szymon: 16 lat. Sam o sobie mówi, że jest romantykiem. Szuka spokojnej laski, która pokocha go takim, jaki jest naprawdę. Marcin: 16 lat. Nie ma panny, ale jej nie szuka. Uważa, że jest za młody na związek. Najpierw musi się nieźle wyszumieć.
Michał: 17 lat. Od dwóch miesięcy spotyka się z 16-letnią Weroniką. I ma na jej punkcie kompletnego świra ;-))).

Kasia: Bo facetom to świństwa w głowie!
Marcin: Ja się skupiam na tym tylko wtedy, kiedy widzę jakąś laskę. Blondynkę.
Szymon: Nooo, albo taką rudą... Rozmarzyłem się... Weź tak nie gadajmy, bo wychodzimy na jakieś nienasycone zwierzaki.
Michał: A ja czasem świntuszę, ale przecież nie bez przerwy. Jest mnóstwo innych ciekawych rzeczy do robienia. No nie?
Krystian: Wkurza mnie takie stereotypowe podejście. Przez nie czasami laski patrzą na mnie jak na przygłupa. A przecież to, że myślę o tych sprawach, wcale nie znaczy, że mi się rzuca na mózg!!! Litości!!!
Marcin: Ale powiedzcie mi, dlaczego mam udawać wrażliwego poetę? Jak widzę niezłą sztukę, myślę, co mogłoby między nami być. Przecież to normalne. A babskie akcje w stylu: ”Czy mnie kochasz?” i ”Musimy pogadać” mnie przeważnie nie interesują. Taki jestem...
Michał: Ale nikt nie mówi, że to nienormalne. Tylko że panny czasem uważają, że poza tym jednym tematem nic dla nas nie istnieje. No a przecież nawet tobie zdarzyło się kiedyś zakochać na poważnie! Ja przed Weroniką też chciałem tylko jednego.
Szymon: Dżiiizzz. On ciągle o tej swojej Weronice. Nie osłabiaj mnie, koleś, bo już kompletnie ci odbiło. Cały czas spędzasz z nią. Pewnie codziennie każe ci oglądać ”Zakochanego kundla”. Zgadłem? Michał: Bardzo śmieszne...

Kasia: Czy to znaczy, że seks może być na drugim planie?
Krystiann: Owszem. Np. kiedy mi bardzo zależy na jakiejś lasce. Lubię jej dotykać – ale to nie znaczy, że od razu chcę seksu! Siedzę z nią, godzinami gadając o niczym. Jeśli jej smutno – wkurzam się, a jej uśmiech sprawia, że jestem szczęśliwy.To wszystko jest dla mnie dużo ważniejsze.
Michał: Ja też tak mam, ale oczywiście to nie znaczy, że przestanę się oglądać za pannami na ulicy. Fajnie popatrzeć na niezłe nogi. Czasem tak się rozglądam, że boję się, że mi głowa odpadnie. Ech, te foczki...
Krystian: Fakt. Bo właściwie z drugiej mańki, chciałbym się kochać z moją dziewczyną. Jej obecność na mnie działa, wyobrażam sobie, jak byłoby iść z nią do łóżka. Jest taka seksowna, że mógłbym ją zjeść.
Szymon: Tylko że laski czasem się zachowują, jakby myślenie o tym było jakąś zbrodnią. Wkurza mnie to! Panna nie ma ochoty, to nie będę jej zmuszał, ale czy muszę dostawać po łapach nawet za głaskanie po głowie? A jak wcale jej nie dotykam, to dla odmiany płacze, że mi się nie podoba.

Kasia: Da się być razem bez łóżka?
Marcin: Da się, ale po co? Przecież seks jest fajny! Wy macie jakieś ciężkie podejście do tych spraw. Ile przedtem myślenia! Gadacie z tymi swoimi przyjaciółkami, wahacie się i urządzacie sceny. Nie kumam.
Szymon: Bo ty nie lubisz komplikować sobie życia i nie myślisz o konsekwencjach. Przecież seks wszystko zmienia. Nie ma bata: potem laski się angażują na maksa. Jak wiem, że niunia się we mnie zakocha, a mnie osobiście ona wisi, ja tego nie wykorzystam. To wredne. Staram się uważać, z kim i kiedy to robię. Jeśli miałbym kogoś skrzywdzić, albo miałyby być jakieś komplikacje, na które nie jestem gotów, to wolę sobie odpuścić. Jakoś wytrzymam.
Krystian: Ja zawsze miałem takie podejście, że jak nie, to nie. Nie ma co nalegać, bo wtedy zaczynają się kłótnie i przepychanki. Lepiej uszanować wolę panny. Co za problem?

Kasia: Wy często nie rozumiecie, że nie jesteśmy gotowe!
Szymon: Przeginasz! Czasem nie rozumiemy, co nie znaczy, że nie przyjmiemy do wiadomości. No, może będziesz musiała powtórzyć kilka razy, ale w końcu dotrze!
Michał: Jak panna będzie mnie traktowała jak orangutana, pewnie sobie dam z nią spokój. Ale jeśli ze mną normalnie pogada, to niby czemu miałbym mieć jakieś problemy? Przecież ja też używam mózgu zgodnie z przeznaczeniem i mam uczucia!
Marcin: Nawet ja czasem słucham lasek!

 

 

 

Anoreksja - śmierć na raty

aniolekdiabelek | 29 Lipiec, 2008 20:58

Normal 0 21


"Mam 170 cm wzrostu, ważę 44 kg, nie miesiączkuję od 3 lat, jestem na granicy anemii, wypadają mi włosy i łamią się paznokcie, skóra przypomina papier ścierny... Od 5 lat moim życiem rządzi choroba..."

Ola zdała sobie sprawę, że jest chora dopiero rok temu, kiedy zobaczyła wyniki swoich badań... "Były tragiczne. Poziom moich hormonów spadł poniżej normy przewidzianej nawet dla kobiet w okresie menopauzy. Bardzo przestraszyłam się, że trafię do szpitala, nie znoszę takich miejsc, boję się zastrzyków, igieł i lekarzy, którzy na siłę będą chcieli mnie utuczyć. Dlatego postanowiłam sama wziąć się za siebie...". Kiedy Ola staje przed lustrem, widzi strasznie chudą dziewczynę z wielkimi oczami, o rękach jak patyczki, szarawej cerze oraz niezdrowo wyglądającej skórze. "Wszystko zaczęło się 5 lat temu od tego, że miałam grube nogi" - wspomina. "Zaczęłam więc jeździć na rolkach, uprawiać sporty, ale to nic nie dawało. Nie wiadomo jak i kiedy zaczęłam zmieniać swoją dietę, wyeliminowałam tłuszcze i słodycze. Gdy zauważyłam, że jak chudnę cała, to chudną mi również i nogi, jeszcze bardziej zaostrzyłam dietę, nie jadłam prawie nic...". Ola w ciągu pół roku doprowadziła się do tak strasznego stanu, że jej wujek, z którym miała wyjechać na wakacje do Szwecji, nie chciał jej zabrać, gdyż się bał, że jej organizm nie wytrzyma podróży i zmiany klimatu. "Kiedy teraz patrzę na zdjęcia, to wcale mu się nie dziwię" - komentuje Ola. 17-letnia wtedy Ola nie zwracała uwagi na pierwsze niepokojące skutki choroby. Gdy zaczęły jej wypadać włosy - to obcięła je, przeraźliwie chude ramionka chowała w bluzkach z długimi, szerokimi rękawami. Nawet nie przejęła się zanikiem okresu, uznała to za całkiem wygodne. I nie myślała wtedy o tym, że brak miesiączki wiąże się m.in. z pojawieniem się nadmiernego owłosienia, ryzykiem torbieli jajników, nawet z bezpłodnością. Nie liczyło się nic. Osiągnęła swój cel - chude nogi. Tylko za jaką cenę? "Anoreksja zupełnie zniszczyła moje zdrowie oraz psychikę. Bo przez lata żyłam i... ciągle żyję obsesyjnymi myślami o jedzeniu i wadze. Nie spotykam się z ludźmi, nie chodzę na imprezy, nie piję też żadnych kalorycznych napojów. Obawiam się pustych kalorii i napadów głodu wieczornego. A każde pół kilo więcej na wadze to dla mnie długi okres złego samopoczucia. Straciłam przez to najlepsze lata dla młodej dziewczyny. Zamiast cieszyć się życiem i biegać na randki, zaszywałam się w domu pośród książek o odżywianiu, obsesyjnie planowałam, co zjem następnego dnia, skupiałam się tylko na jedzeniu i mojej wadze" - opowiada Ola. "A teraz i tak nic się nie zmieniło... Nie mam chłopaka, bo przecież jak ja bym mu się pokazała z tymi chudymi rękami, taką ohydną, jakby nie ludzką skórą? Nawet o tym nie myślę..." - dodaje smutna Ola. Dziewczyny - a szczególnie te młodsze - nie potrafią nabrać dystansu do siebie oraz choroby i bardzo ciężko do nich dotrzeć.
Nastoletnie anorektyczki nie mają świadomości swej choroby i dlatego tak bardzo trudno jest je namówić na terapię. "Kiedy moja mama zmuszała mnie do jedzenia i awanturowała się, nie przynosiło to wcale oczekiwanych rezultatów, ale wręcz odwrotnie, coraz bardziej zamykałam się w sobie" - mówi Ola. "Myślę, że najlepszą rzeczą, którą można poradzić bliskim anorektyczki to wyrozumiałość oraz wsparcie bez nerwów i szantażu. Lepiej jest np. polecić przepis na jakiś koktajl proteinowy wzmacniający paznokcie, niż wmuszać kotleta. Należy ją przestraszyć skutkami choroby, pokazać na drastycznych zdjęciach konsekwencje, niech sama wyciągnie wnioski i zrozumie sytuację. Groźby nie pomogą, a wiem to z własnych doświadczeń" - kończy Ola.
Anoreksja nie jest chorobą ciała, tylko... duszy. I skądś się bierze. "Pamiętam, że zaczęłam się odchudzać, gdy moi rodzice postanowili się rozwieść i być może miało to jakiś wpływ na mnie, nie wiem... Może także chciałam pokazać mamie, że jestem od niej lepsza. Bo ona w młodości też się odchudzała, tylko nieskutecznie..." - zastanawia się Ola. "Pamiętam, że bardzo zabolało mnie, gdy mój ówczesny chłopak zasugerował, żebym troszeczkę schudła. Rzuciłam go, ale te słowa we mnie zostały" - wspomina. Dobrym sposobem na odciąg- nięcie swych myśli od odchu- dzania jest znalezienie nowej pasji w życiu. "Ja ciągle tego szukam" - mówi Ola. I dodaje: "Chciałabym dziś za pomocą Dziewczyny zwrócić się do Czytelniczek - nie warto się tak strasznie głodzić! Spójrzcie na mnie i na moje zmarnowane życie, na moje samotne wie- czory, brak przyjaciół. Ocknijcie się, poszukajcie pomocy i nie zamykajcie się w swoim świecie, bo koniec będzie tragiczny... Ta choroba kończy się śmiercią!".


ZDANIEM PSYCHOLOGA
Anoreksja jest bardzo ciężkim zaburzeniem, dość trudnym do zdiagnozowania i do terapii. Udaje się wyleczyć około 40-50% chorych, 25-30% ma stan przewlekły, a 20-30 % przypadków kończy się zagłodzeniem na śmierć. Najskuteczniejszą formą pomocy jest połączenie psychoterapii z leczeniem farmakologicznym. Najlepiej, jeśli w terapii uczestniczy cała rodzina, a nie tylko sama anorektyczka. Rodzina zwykle ma wiele problemów z tym, by namówić chorą do leczenia. Trzeba wykazać się zrozumieniem i współczuciem, nie wolno moralizować i przedstawiać sprawy w stylu "ty masz problem, ty się lecz", tylko "my mamy problem i rozwiążemy go wspólnie". Anoreksja nie bierze się z powietrza. U jej podłoża leżą m.in. kłopoty w domu, zbyt duże wymagania ze strony rodziców, zaburzenia poczucia tożsamości, negatywne myślenie i postrzeganie siebie, nadmierny perfekcjonizm. Anorektyczka chce mieć kontrolę nad swoim życiem i nie mogąc tego zrobić w innych dziedzinach, skupia się na jedzeniu i na swoim organizmie. Również panujące kanony piękna oraz promowanie bardzo szczupłej sylwetki w mediach ma wpływ na nadmierne odchudzanie się wśród nastolatek. Dziewczyna najczęściej nie ma poczucia choroby fizycznej - tym bardziej psychicznej - ma natomiast silną motywację do niejedzenia. Mówienie jej, że jest za chuda, że źle wygląda, ma rzadkie włosy i brzydką cerę nie daje żadnych rezultatów. Nawet pokazywanie jej tego przed lustrem jest bezcelowe. Najskuteczniejszą metodą jest puszczenie nagrania wideo, na którym może dokładnie obejrzeć swoją sylwetkę, ruchy, wygląd... Tylko od bliskiej współpracy pomiędzy wszystkimi odpowiedzialnymi za proces leczenia lekarzami, psychologami, dietetykami, a także od samej anorektyczki i jej najbliższych zależy, czy powróci ona do zdrowego sposobu jedzenia.

Anoreksja: (z łaciny: anorexia nervosa) polega na nadmiernym odchudzaniu się, wręcz głodzeniu, nawet jeśli nie ma ku temu powodów. Występuje zwykle u dziewcząt w okresie dojrzewania i u młodych kobiet. Podłożem choroby są na ogół konflikty emocjonalne i psychologiczne powstające w okresie dojrzewania lub wcześniej. Chore często mają niskie poczucie własnej wartości. Przesada w odchudzaniu może być sposobem na zdobycie psychicznej kontroli nad swoim życiem. Anorektyczki najczęściej są perfekcjonistkami i na każdy zarzut, że coś jest z nimi nie tak, reagują zdenerwowaniem, zaprzeczają i przyjmują postawę obronną. Anoreksja w początkowej fazie jest trudna do zdiagnozowania. Czasami nawet lekarze jej pierwsze objawy traktują jako kaprysy zakompleksionej dziewczyny.

Pierwsza wizyta u ginekologa

aniolekdiabelek | 29 Lipiec, 2008 20:51

Normal 0 21

Ginekolog - dla wielu dziewczyn to słowo brzmi przerażająco. Już sama tylko myśl o wizycie u "intymnego" specjalisty napawa wstydem... Pomożemy Ci dobrze przygotować się do tego "pierwszego razu"

Niepokoi mnie pewna rzecz i nie za bardzo wiem, co mam z tym zrobić. Zaczęłam miesiączkować rok temu i na początku wszystko było w porządku. Ale ostatnio miewam bardzo bolesne miesiączki. Czasami tak mnie boli brzuch i plecy, że z trudnością podnoszę się z łóżka. W szkole nie mogę wysiedzieć na lekcjach. Mama się o mnie niepokoi, ale nie powiem jej, że to od okresu, bo będzie chciała zaprowadzić mnie do swojego ginekologa. A ja się strasznie boję tej wizyty. Do tej pory unikałam lekarza mamy, choć kilka razy już mnie namawiała. To jakiś starszy pan... Jak ja mam się przed nim rozebrać? Koleżanki, które już były u takiego lekarza twierdzą, że nie jest to przyjemna sprawa, ale potrzebna, żeby skontrolować, czy wszystko jest OK. Jak mam przełamać ten strach?
Tosia, 16 lat

 

1. Jak można znaleźć dobrego lekarza? Czy lepiej iść do pani doktor czy do pana doktora?
Być może lekarza poleci Ci mama, ona z pewnością ma ginekologa, do którego chodzi od lat. Jeżeli, jak Tosia, wstydzisz się pytać mamę, popytaj koleżanki, które już na takiej wizycie były. Chyba że chcesz utrzymać swój zamiar w sekrecie, wtedy masz do wyboru inną ścieżkę - przejrzyj żółte strony w książce telefonicznej pod hasłem: lekarze ginekolodzy. Znajdź gabinet w pobliżu miejsca Twojego zamieszkania, żebyś nie musiała daleko jeździć. Ważne: jeśli cokolwiek podczas wejścia do lecznicy Cię jakoś zniechęci - wystrój wnętrza, osoba lekarza, jego ubiór itp. - zrezygnuj z wizyty i szukaj dalej. Doktor musi wzbudzić Twoje zaufanie już "od pierwszego wejrzenia"! Decyzję, do lekarza której płci chcesz się udać, musisz podjąć sama, ale jeśli czujesz się skrępowana, na pewno o wiele raźniej poczujesz się u kobiety ginekologa. Wprawdzie w tym zawodzie jest raczej przewaga panów, ale bez kłopotu znajdziesz kobietę tej specjalności. Nie ma się czego wstydzić, po prostu podczas umawiania się na wizytę wystarczy poprosić recepcjonistkę, żeby zapisała Cię do pani ginekolog. Zobaczysz, nawet się nie zdziwi.

2. Jak się przygotować do takiej wizyty?
Umawiając się przez telefon powiedz, że jesteś nastolatką i że to Twój pierwszy raz
u ginekologa. Wybierając dzień wizyty omijaj dni, w których masz akurat miesiączkę, bo badanie może być dla Ciebie dodatkowo bolesne, wizyta nieprzyjemna, a i lekarz nie zbada Cię na tyle dokładnie, jak powinien. A jeżeli akurat w ten dzień dostaniesz miesiączkę - zadzwoń i zapytaj, czy masz przyjść, czy lepiej przełożyć wizytę. Notuj
w kalendarzu pierwszy dzień krwawienia. Przed samą wizytą umyj się dokładnie,
ale nie stosuj środków do higieny intymnej.

3. Czy mogę iść do lekarza bez wiedzy rodziców?
Oczywiście, a zwłaszcza do prywatnego gabinetu. I tak zrób, jeśli tylko masz nieco zaskórniaków, a mieszkasz w niewielkiej miejscowości i lokalny lekarz publicznej służby zdrowia mógłby przekazać dalej informacje, jakich ewentualnie nie chcesz rozpowszechniać... Choć każdego lekarza obowiązuje tajemnica lekarska i nawet jeśli ciekawski rodzic zadzwoni z zapytaniem o szczegóły wizyty, nie powinien się ich dowiedzieć. To gwarantuje prawo!

4. O co będę pytana, czy mam coś przynieść?
Lekarz zapyta Cię przede wszystkim o dzień rozpoczęcia ostatniej miesiączki. Ponadto, czy krwawienia są regularne (co ile dni - do tego potrzebne są notatki z kilku ostatnich miesięcy!). Także zapyta o to, czy rodziłaś, przerywałaś ciążę i jakie choroby przebyłaś. Następnie Ty wyjmij swoją, przygotowaną wcześniej "ściągawkę" i wypytaj dokładnie ginekologa o wszystko, co Cię dręczy, np. o antykoncepcję, czy urosną Ci jeszcze piersi, i o co tylko jeszcze zechcesz. Jeśli przyszłaś do lekarza z jakimś konkretnym problemem, będziesz musiała o nim dosyć dokładnie mu opowiedzieć.

5. Czy muszę rozbierać się do naga?
Do samego badania na fotelu ginekologicznym rozbierasz się tylko od pasa w dół. Jednak (o co w razie czego sama poproś!) gdy lekarz będzie chciał zbadać Ci piersi,
i tak będziesz musiała zdjąć bluzkę oraz biustonosz. Nie wstydź się tego! Bo piersi należy badać. Jeśli jeszcze tego nie umiesz, ginekolog powinien pokazać Ci, jak to się robi samej oraz dać ulotkę z rysunkami.

6. Czy muszę siadać w tym okropnym fotelu?
Niekoniecznie. Fotel ginekologiczny jest tak skonstruowany, że wymusza na pacjentce pewną pozycję - nogi są bardzo szeroko rozstawione, dzięki czemu lekarz widzi wszystko jak na dłoni, całe Twoje intymne wnętrze. Ale u młodych dziewcząt często wystarczy badanie przez brzuch, tak zwane USG. Lekarz posługuje się taką specjalną końcówką, która jeździ po skórze brzucha, a na monitorze urządzenia widzi wszystko, co znajduje się wewnątrz. Standardowe, szybkie oraz dokładne badanie to jednak chwila spędzona na fotelu. USG zwykle oznacza pewne dodatkowe koszty.

7. Czy konieczne jest używanie przez lekarza jakichś narzędzi?
Lekarz może posłużyć się "wziernikiem", groźnie wyglądającym narzędziem, które pomaga zajrzeć w szyjkę macicy. Jeżeli rozluźnisz wszystkie mięśnie, nie powinno sprawiać to bólu. Podczas pierwszej wizyty lekarz niekoniecznie będzie wkładał Ci rękę do pochwy, ale już przy następnych - raczej na pewno. Musi wyczuć palcami budowę narządów wewnętrznych. Dłoń lekarza jest odziana w cieniutką, gumową rękawiczkę. Drugą ręką bada brzuch od zewnątrz. W ten sposób sprawdza wielkość oraz położenie pęcherza moczowego, macicy i jajowodów.

8. Czy takie badanie jest bardzo bolesne?
Nie, o ile rozluźnisz mięśnie. Jeśli mimo to będziesz czuła ból, wtedy powiedz o tym szybko lekarzowi. Przynajmniej wytłumaczy Ci, co Cię boli i dlaczego tak jest! Badanie ginekologiczne bywa nieprzyjemne, nikt nie lubi ingerencji w tak intymne części ciała, ale musisz zacisnąć zęby i wytrzymać. To naprawdę nie trwa długo i da się przeżyć!

9. Czy lekarz zorientuje się, że jestem dziewicą?
Jeśli Twoja błona dziewicza jest nienaruszona, można to dostrzec podczas badania. Innych rzeczy (czy się masturbujesz, uprawiasz petting) lekarz nie jest w stanie zobaczyć...

Najczęściej spotykane choroby, infekcje i dolegliwości:
- Zapalenie pochwy: powodem może być osłabiony system odpornościowy całego
organizmu. Lekarz zaleci antybiotyki. Objawy: pieczenie i świąd pochwy oraz upławy.

- Grzybicze zapalenie pochwy: powodem może być siadanie na desce w publicznych toaletach i w saunie lub seks z zakażoną osobą. Objawy: silny świąd w ujściu pochwy i na wargach sromowych, pieczenie podczas mycia.

- Zakażenie chlamydiami: też za pośrednictwem publicznej toalety, basenu, podczas seksu. Objawy choroby: jasne, pieniste upławy, pieczenie sromu po zetknięciu z wodą, w czasie siadania, a także ból podczas stosunku. Uwaga! Prowadzi do zapalenia przydatków i w skrajnych przypadkach do niepłodności!

- Zakażenie rzęsistkiem pochwowym: dochodzi do niego przez mokry, cudzy ręcznik lub podczas seksu. Objawy: świąd, zaczerwienienie skóry na wargach sromowych i u wejścia do pochwy, obfite upławy.

- Rzeżączka: zakażenie tylko podczas stosunku z chorą osobą. Objawy: palący ból, zielonawe upławy, zaczerwienione ujście pochwy.

jak rozpoznać prawdziwą przyjaźń

aniolekdiabelek | 29 Lipiec, 2008 20:19

Normal 0 21

Prawdziwa przyjaźń jest wtedy, kiedy możemy danej osobie zaufać bezgranicznie. Osoba która ma własne zdanie ale zawsze ci pomorze. Stanie po twojej stronie...wysłucha, poradzi.

Osoba której powiesz wszystko i wiesz, ze nic nikomu nie zdradzi.

Z która lubisz przebywać, jesteście nierozłączne.

Nie kłócicie się, tylko wyrażacie swoje zdanie.

Wiesz, że nie zrobi Ci świństwa, nie odbije chłopaka, ani nic. 

 

Kilka najważniejszych punktów dla mnie:

1.zaufanie

2.szczerość

3. pomoc

4. wysłuchać w każdej sytuacji

5. brak poważnych kłótni

6. dobre intencje

7. uwielbiać przebywać ze sobą

8. brak zazdrości

9. brak rywalizacji

10.brak sporu o chłopaków

Jak spławić natręta ?

aniolekdiabelek | 29 Lipiec, 2008 20:16

Normal 0 21


Natrętni ludzie są bardzo uciążliwi, chyba każdy z nas miał kiedyś z nimi do czynienia. Nie lubię narzucających się ludzi.... podam kilka sposobów z mojego punktu widzenia...

1).powiedzieć raz a porządnie, ze ma się tego dość.

2)zignorować ta osobę

3)lub załatwić ta osobę jej własna bronią albo jej się spodoba lub odstraszy.

Chociaż mam co do tego wielkie wątpliwości.

Wasze pytania o "pierwszy raz"

aniolekdiabelek | 26 Lipiec, 2008 21:51


1. Skąd będę wiedzieć, że jestem gotowa na pierwszy raz?
Niektórzy "pierwszy raz" nazywają paszportem do dorosłości. Najważniejsze, abyś miała pewność, że jesteś gotowa go odebrać i udać się w długą podróż do intrygującej krainy seksu.Dlatego przed podjęciem decyzji o rozpoczęciu współżycia powinnaś odpowiedziec sobie na kilka pytań: czy rzeczywiście tego chcesz? Czy właśnie z tym chłopcem? Czy go kochasz a on Ciebie? Czy darzycie się zaufaniem? Bądź uczciwa wobec siebie. Jeśli masz jakiekolwiek wątpliwości - poczekaj.

2. Co zrobić, gdy chłopak nie ma ochoty "czekać"?

Pierwszy raz to jeden z najważniejszych momentów w życiu. Warto o tym pamiętać. Nie pozwól, by ktoś za Ciebie decydował, kiedy ma on nastapić. Tylko Ty wiesz, czy jesteś gotowa na rozpoczęcie współżycia. Gdy chłopak Cię namawia lub co gorsza stawia ultimatum: albo seks albo rozstanie, a Ty nie jesteś pewna, czy chcesz zrobić ten krok w dorosłość - powiedz po prostu "nie!". Jeżeli chłopak odejdzie - będzie to znaczyło, że tak naprawdę zależało mu na seksie, a nie na Tobie.

3. Bardzo boję się ciąży! Jak uniknąć zapłodnienia?

Przede wszystkim nie idź "na żywioł", nie licz, że "może się uda" ani nie wierz w teksty typu: "podczas pierwszego razu nie dochodzi do zapłodnienia". Najrozsądniej jest pójść do ginekologa. Poproś, aby doradził Ci odpowiednią dla Ciebie formę antykoncepcji. Jeżeli z jakichś powodów nie możesz tego zrobić - postaw na prezerwatywę oraz globulkę, np. "Patentex Oval". Połączenie tych dwóch środków antykoncepcyjnych daje prawie stuprocentowe zabezpieczenie przed niepożądaną ciążą... (oczywiście, pod warunkiem, że są właściwie stosowane. Dlatego uważnie przeczytajcie instrukcję na opakowaniach.)

4. Czy naprawdę przerwanie błony dziewiczej tak boli?

Błona, która zamyka wejście do pochwy jest cienka i dosyć elastyczna. Często ma jeden większy otwór lub kilka mniejszych. Podczas pierwszego zbliżenia ulega przerwaniu. Może (ale nie musi) temu towarzyszyć pewien ból i krwawienie, które szybko ustępuje. W wyjątkowych przypadkach trwa ono dłużej lub jest obfite. Wtedy trzeba poszukać pomocy lekarskiej.

5. Słyszałam, że pierwszy raz nie sprawia przyjemności?

Może się tak zdarzyć, że już podczas pierwszego zbliżenia przeżyjesz orgazm, ale raczej się na to nie nastawiaj. Pierwszy stosunek seksualny to przekroczenie delikatnej granicy bliskości i... rzadko kiedy jest udany. Nawet jeśli doszło do niego z chłopakiem, którego bardzo kochasz i dobrze znasz, to całkiem normalne, że byłaś spięta i zawstydzona. Jeśli jeszcze do tego twój facet ograniczył grę wstępną do minimum, zbliżenie mogło być dla ciebie nieprzyjemne, a nawet bolesne. Pieszczoty przed stosunkiem są dla kobiety niezbędne, by osiągnęła podniecenie, a jej ciało stało się gotowe do zbliżenia.
Oboje potrzebujecie trochę czasu, by rozpoznać swoje erotyczne potrzeby i "dojrzeć" do miłosnych uniesień. Najważniejsze, żebyś cieszyła się z tego, że jesteś ze swoim chłopcem.

6. Bardzo się boję pierwszego razu! Czy to normalne?

Każdy człowiek mniej lub bardziej boi się tego, co dla niego nowe, nieznane. Zastanów się, czego się boisz. Rozpoczęcia współżycia? Przemyśl więc jeszcze raz, czy tego chcesz. Ciąży? Zabezpiecz się przed nią. Bólu? Umówmy się, nie ma go co porównywać do tego u dentysty. Tego co będzie "potem"? Przyszłość zależy od tego, na ile teraz będziesz rozsądna.

7. Czy po alkoholu pierwszy raz jest "łatwiejszy"?

Nie wierz w to, że alkohol np. dodaje odwagi, łagodzi ból, poprawia humor. Na każdego działa inaczej: niektórych spina i wprawia w fatalny humor. Nie eksperymentuj z alkoholem w tak ważnej chwili. Byłoby bardzo źle, gdybyś decyzję o rozpoczęciu współżycia podjęła nie w pełni świadomie.

8. Nie jestem ideałem urody, więc wstydzę się nagości...

Każda dziewczyna jest przekonana, że jej uroda, figura pozostawiają wiele do życzenia. Ale to tylko wrażenie! Zakochany chłopak jest przekonany, że trafił na Miss Świata. Na pewno będzie Tobą zachwycony! A może obawiasz się widoku nagiego chłopaka? Jest na to sposób: wyobraź go sobie bez ubrania! Poza tym dla dodania sobie odwagi możecie przecież... zgasić światło lub pozostawić tylko nastrojową lampkę.

9. Jak długo trwa pierwszy raz?

To będzie zależeć od was samych. Nie obowiązują tu żadne zasady. Najważniejsze, by wam obydwojgu odpowiadało tempo i nastrój. Warto wybrać ustronne miejsce, gdzie będziecie się czuli bezpiecznie i miło.

10. A jeśli chłopak wszystko "potem" rozgada?

Bierzesz tę ewentualność pod uwagę? To znaczy, że do końca nie znasz swojego chłopca ani mu nie ufasz. Może więc to nie jest chłopak, z którym warto zrobić krok w dorosłość?

Jak wybrnąć, gdy przekonasz się o tym po fakcie? Jeśli on będzie się chwalił kolegom, Ty zaprzeczaj wszystkiemu! Pukaj się palcem w czoło i mów: "Marzyciel".

Na osobności możesz powiedzieć chłopcu: "Jeśli nie odwołasz wszystkiego, ja rozpowiem wśród dziewczyn, że owszem, kochałam się z Tobą, ale tego żałuję, bo bardzo kiepsko się spisałeś".

Przekonasz się, że to wpłynie na jego zachowanie! A co z miłością? Chłopak okazał się bardzo niedojrzały i zawiódł Cię, więc chyba nie ma za kim tęsknić, prawda?

11. Czy inni rozpoznają, że nie jestem już dziewicą?

Ani bliscy ani znajomi nie wpadną na to, że inicjację seksualną masz już za sobą - chyba, że dasz im to do zrozumienia. Jedyną osobą, która może to stwierdzić jest lekarz ginekolog.

12. Co powiedzieć, gdy zapyta, jak mi z nim "było"...

Bądź szczera. W miłych, delikatnych, prostych słowach opowiedz, co czułaś. "To cudowne, tak tulić się do siebie", "Wcale nie bolało tak, jak się spodziewałam", "Nie, nie przeżyłam orgazmu, ale było mi miło"...

Na pewno znajdziesz właściwe słowa. Możesz zapytać, o jego wrażenia. Ważne jest, abyś nie ubarwiała rzeczywistości. Nie oszukuj go.

13. Czy zawsze będę musiała współżyć z tym chłopcem?

Nie można współżyć z przymusu, czy z poczucia obowiązku! Jeśli będziesz tego pragnęła, nic nie stoi na przeszkodzie. To kwestia Twojego wyboru.

14. Czy zwierzać się kumpelom z tego, co przeżyłam?

Lepiej nie. Nie możesz mieć pewności, że zatrzymają Twoje słowa dla siebie. Zresztą po co by to robić? Są sfery życia, a seks do nich należy, które naprawdę warto chronić przed innymi. Życie intymne Twoje i Twego chłopca nie powinno być tematem plotek.

Wszystko o całowaniu

aniolekdiabelek | 26 Lipiec, 2008 21:08

pocalunki

POCAŁUNKI

---Nie wiadomo, kiedy "wynaleziono" pocałunek. Prehistoryczni artyści nie przedstawiali na rysunkach naskalnych takich form aktywności. Za to twórcy kreteńskich fresków i mozaik dali upust swej erotycznej wyobraźni, prezentując bogaty repertuar póz, figur i technik.
Pobili ich na głowę starożytni hindusi. "Kamasutra" wymienia ponad trzydzieści tysięcy rodzajów pocałunków, zaś rzeźbiarze świątyń znaleźli sposób, aby przedstawić większość z nich. Lecz pocałunek nie musi jednoznacznie kojarzyć się z seksem. Może wyrażać braterską bądź siostrzaną miłość oraz szacunek.
W pierwszych latach chrześcijaństwa wymiana skromnych całusów była nie tylko dozwolona, lecz nawet zalecana podczas nabożeństw.
Pocałunek filmowy jest niemal równolatkiem kinematografii. W 1896 roku Thomas Edison zrealizował film "Pocałunek". Adaptacja fragmentu głośnej wówczas sztuki broadwayowskiej wywołała sensację. Już sam tytuł był szokiem. Ostro zareagowała cenzura, zakazując takich bezeceństw na ekranie.
Starcie stróżów moralności z twórcami z Hollywood wygrała "fabryka snów". Historyk filmu, profesor William Everson twierdzi, iż tak zwany pocałunek hollywoodzki jest o wiele dłuższy od normalnego, a także znacznie bardziej egzaltowany i pełen treści. Pomaga nawet najmniej bystrym widzom bezbłędnie odróżnić złe dziewczyny od dobrych. Te pierwsze pozwalają sobie na więcej, za co czeka je w końcu zasłużona kara. Dobre dziewczęta zachowują się skromnie i w finale wychodzą za mąż za księcia.
Paul Trevillion, mistrz świata w szybkim całowaniu - dał ponad 20 tysięcy całusów w ciągu dwóch godzin. Wbrew wyobrażeniom amatorów, w wyczynowym całowaniu nie ma miejsca na erotykę. Tajemnica zwycięstwa to rozsądna gospodarowanie energią i minimum namiętności. Przyjemność należy się widzom.
Natomiast producenci kosmetyków nie ustają w ciągłym ulepszaniu szminek. Dawne pomadki rozmazywały się, ku radości prawników od spraw rozwodowych. Od 1940 roku, kiedy to Max Factor wprowadził na rynek nieścieralną szminkę Tru-Color, ślady na koszulach niewiernych mężów przestały być powodem kłótni małżeńskich.

---Już Platon rozmyślał nad tym, dlaczego ludzie tak bardzo lubią się całować. Zbudował nawet teorię opierającą się na założeniu, że na początku człowiek był istotą kulistą, mającą cztery nogi, cztery ramiona i dwie twarze - kobietą i mężczyzną jednocześnie. Jednak to stworzenie zbyt wbiło się w pychę i Zeus przepołowił je za karę; tak doszło do rozdziału płci. Od tamtej pory dążymy nieustannie - według Platona - do osiągnięcia w pocałunku stanu pierwotnej jedności.

---SOKRATES uważał, że pocałunek jest aktem na tyle niebezpiecznym, że może przewrócić w głowie. MIRABEAU twierdził, że jest to tylko niewinna gra. WOLTER mówił, że pocałunek odróżnia ludzi od zwierząt.

---Pocałunek, zwłaszcza ten erotyczny, jest symbolem miłości dwojga osób i manifestacją ich uczuć. Pozwala zlikwidować dystans między partnerami i nie zawsze musi być pierwszym krokiem do łóżka. Sam w sobie jest bowiem źródłem rozkoszy.

Jak to robić?

Słodko, czule, delikatnie czy namiętnie? Nie ma, niestety, złotej reguły, która gwarantuje stuprocentowy sukces. Zależnie od sytuacji i zakochanych, pocałunki są krótkie, gorące i podniecające albo długaśne i czułe. Nawet są tacy, co całują się ze śmiechem. Jednak jeśli nie trafisz ze stylem pocałunku, jeżeli będzie on za mocny lub rozśmieszy Ciebie czy Twojego chłopaka, to w mgnieniu oka popsuje się cały romantyczny nastrój. Chcesz ustrzec się takiej przygody? Powinnaś więc przestrzegać pewnych reguł... Ale także kierować się intuicją, bo tam, gdzie reguł braknie, ona zawsze wskaże Ci drogę!

Jak się przygotować?

Podstawowym warunkiem udanego pocałunku jest higiena. Dokładnie umyj zęby - nieświeży oddech jest w stanie zabić nawet największą namiętność. Szczoteczką oczyść także język, gdyż mogą zbierać się na nim bakterie. Malując usta, zastosuj szminkę typu long lasting, ale i jej nie nakładaj zbyt dużo. Niewielu chłopców lubi mieć rozmazaną pomadkę na wargach i policzkach! Na co dzień powinnaś pielęg-nować usta kremami i balsamami, aby były miękkie. Szczególnie uważaj na nie w zimie, a także w wietrzne dni - w takich warun-kach wargi często pękają albo pierzchną i przestają nadawać się do romantycznych, miłosnych i całuśnych wyczynów.

Gdzie i kiedy?

Wszyscy chcielibyśmy się całować w idealnym miejscu i o idealnej porze. Często jednak jest zupełnie inaczej, całujemy się po kryjomu w pokoju, do którego nagle wpada młodszy brat z jakąś sprawą nie cierpiącą zwłoki. Albo wścibski wujek, który dokładnie wtedy "musi" zreperować rozklekotane drzwi do szafy, zepsutej od lat. Chyba jednak warto poczekać na lepszą okazję. Znajdźcie sobie miejsce, w którym będziecie mieli poczucie, że jesteście jedynymi ludźmi na świecie. Ale nie może to być na przykład Wasza szkoła! Miejsce również musi być romantyczne - dobrze nadaje się ławeczka w pięknym parku, rzadko uczęszczana ścieżka nad brzegiem rzeki, ewentualnie ostatni rząd w kinie (jednak wtedy film powinien być nudny!). Jeśli jesteś pewna, że chata będzie wolna, możecie się spotkać u Ciebie. Wtedy zadbaj o odpowiedni nastrój - posprzątaj pokój, zapal świeczkę albo kadzidełko, puść jakąś romantyczną muzykę. I zamknij drzwi do mieszkania na siedem spustów!

Nos, okulary, ręce...

Martwisz się, że całowanie to trudna sprawa? Nieprawda, trzeba tylko ćwiczyć. Kiedy ustawicie swoje twarze ukośnie do siebie, Wasze nosy się nie spotkają. Gdy zaś jedno z Was nosi okulary, to lepiej jest je zdjąć, bo w szale namiętności może się zdarzyć przykry wypadek, który na długo zniechęci Was do miłosnych wyczynów. Rękami obejmij go za szyję, jeśli siedzi, albo w pasie, gdy stoi. Możesz też głaskać go po plecach i ramionach, przeczesywać jego włosy - w ten sposób dodasz pikanterii Waszym całusom.

Godzina zero

Zanim Wasze usta się spotkają, lekko rozchyl wargi i przymknij oczy. Wtedy będziesz mogła zapomnieć o całym świecie i skoncentrować się tylko na swoim pocałunku. Niech nic Ci nie przeszkadza, nic Cię nie rozprasza, wtedy Twoje odczucia będą najmocniejsze. Nie przesadzaj z okazywaniem namiętności, np. z westchnieniami - jemu na pewno nie będzie się to podobać! I nie zapomnij o oddychaniu, najlepiej przez nos, inaczej będziesz musiała przerwać pocałunek w celu utrzymania się przy życiu...

Czy tylko w usta?

Pocałunek, w którym spotykają się Wasze usta, zwykle jest bardzo namiętny. Na wargach i na końcu języka znajdują się czułe receptory, które przesyłają bodźce do centralnego układu nerwowego - dlatego całowanie przyprawia Cię o zawrót głowy. Jeszcze bardziej czułe strefy erogenne znajdują się koło uszu i na szyi. Do delikatnych, nie namiętnych pocałunków nadaje się cała twarz - on Ciebie, a Ty jego możesz całować po policzkach, czole, nosie, nawet delikatnie po oczach... Tak naprawdę to każde, nawet najdziwniejsze miejsce, nadaje się do całowania. Jeśli się kochacie, także zwykły całus w czoło, policzek albo cmok w rękę może okazać się niezapomnianym przeżyciem!

Pocałunki znaków zodiaku

Gwałtownie całuje Baran, a Byk na wesoło i na luzie. Bliźniak bywa zbyt spięty, długo i intensywnie całuje Rak, Lew zaś tak zaborczo, że może się wydawać, iż chce on... pożreć swoją dziewczynę! Chłopak Panna jest bardzo opanowany, Waga... niezrównoważony - obraca ukochaną, przegina ją w tył itp. Pocałunki Skorpiona przepełnia erotyzm. Strzelec lubi ekstrawagancję, Koziorożec zaś nie przepada za "dziwactwami". Pocałunek Wodnika odpręża i relaksuje, a Ryby jest czuły, uległy i wyraża całą moc uczuć.

Rodzaje pocałunków

W rękę: najbardziej niewinny, ale jednocześnie bardzo wymowny. Całując w rękę, chłopak wyznaje, że Cię po prostu uwielbia.
Romantyczny w usta: najbardziej popularny, tak u świeżo zakochanych, jak i u par o długim stażu. Delikatnie obejmujesz wargi chłopaka swoimi albo tylko je muskasz. Takim właśnie pocałunkiem mówicie sobie nawzajem: "Kocham cię".
Całus: w czoło, usta lub policzek, często głośny i "siarczysty". Przez niego można powiedzieć: "Chcę tylko przyjaźni, nie miłości".
"Motyla" - kuszący i wiele obiecujący. Rzęsy delikatnie muskają usta i skórę partnera. Chłopak czuje Twój oddech na skórze, co dodaje pocałunkom temperatury...
Francuski - bardzo podniecający. Muskasz język partnera swoim. Z początku masz lekko rozchylone wargi i delikatnie wsuwasz mu w usta język, potem zaczynasz - i on też - robić to coraz mocniej i namiętniej. Zupełnie, jakbyście chcieli wniknąć w siebie nawzajem...

Ech, ta chemia

Jeden pocałunek "składa się" z 61 miligramów wody, 0,7 miligramów białka, 0,16 miligramów hormonów, 0,45 miligramów soli i 0,76 miligramów tłuszczu.

Całowanie uszczęśliwia

Namiętny pocałunek powoduje, że mózg wysyła sygnały do nadnerczy, które zaczynają produkować endorfiny - substancje odpowiedzialne za uczucie szczęścia! Serce bije mocniej i całe ciało silniej odbiera wszelkie bodźce. Czujesz, że pod Wami kołysze się ziemia...

Ten pierwszy raz...

88% dziew-cząt całuje się po raz pierwszy w wieku 11-13 lat, 84% chłopaków zaczyna to robić między 12 a 14 rokiem życia. Zazwyczaj jest to pocałunek w usta. 92% dziewcząt zamyka przy pocałunku oczy. To samo robi tylko 52% chłopaków. Ależ brakuje im romantyzmu!

Całowanie jest zdrowe

Podczas pocałunku w Twoim organizmie następuje istna eksplozja korzystnych reakcji. Tętno wzrasta do ok. 120 uderzeń na minutę, podnosi się też temperatura ciała. Poprawie ulega ukrwienie i dotlenienie komórek. Pocałunek wspomaga produkcję insuliny i przemianę materii. Również system odpornościowy zostaje wzmocniony. Kto często się całuje, ten rzadziej choruje na grypę i wrzody żołądka oraz dwunastnicy. Od całowania stajesz się też szczuplejsza i piękniejsza - przy jednym namiętnym pocałunku spalasz ok. 12 kcal i ćwiczysz 39 mięśni twarzy!

Złe pocałunki są zabójcze dla związków

Zły pocałunek może się skończyć o wiele gorzej, niż niektórym mogłoby się wydawać. Z najnowszych badań przeprowadzonych w Stanach Zjednoczonych wynika, że aż 59 procent mężczyzn i 66 procent kobiet traciło pociąg do potencjalnego partnera w momencie, gdy pocałunek okazywał się kompletnym rozczarowaniem.

1-->Współautor wspomnianych badań - profesor psychologii na Uniwersytecie Nowego Jorku Gordon Gallup podkreśla, że nie należy zatem lekceważyć siły pocałunku. Jak czytamy na łamach portalu CNN: - W trakcie całowania dochodzi do bardzo skomplikowanej wymiany informacji. Wymiana ta może uruchomić podświadome mechanizmy, które powiedzą nam, czy pasujemy do siebie pod względem genetycznym, czy też nie - wyjaśnia Gallup. - Pocałunek jest więc swoistą wyrocznią i pokazuje, czy dany związek ma szansę rozkwitnąć, czy wręcz przeciwnie - okaże się fatalną pomyłką - dodaje.

ANTYKONCEPCJA dla poczatkujących

aniolekdiabelek | 25 Lipiec, 2008 22:09

Zadbaj o to, żebyś podczas swojego pierwszego (i każdego następnego) razu była dobrze zabezpieczona. Masz wiele sposobów do wyboru!

Mity dotyczące spraw intymnych
1. Antykoncepcja w pełni chroni przed ciążą. FAŁSZ: Niestety, jedynymi stuprocentowo pewnymi metodami są abstynencja seksualna i sterylizacja.
2. Do zapłodnienia nigdy nie dojdzie bez stosunku. FAŁSZ: Może dojść, jeśli nastąpi wytrysk i sperma zostanie przeniesiona na narządy płciowe dziewczyny.
3. Jajeczkowanie ma zawsze miejsce w połowie cyklu. FAŁSZ: U nieregularnie miesiączkujących dziewczyn do owulacji dochodzi często w nietypowym momencie cyklu.

Prezerwatywa
Jak stosować: trzeba ją założyć na męski członek w stanie wzwodu. Uniemożliwia przedostanie się plemników do pochwy.

Zalety:
UWAGA! BARDZO WAŻNE! Chroni nie tylko przed ciążą, ale również przed chorobami przenoszonymi drogą płciową, w tym znacznie zmniejsza ryzyko zarażenia wirusem HIV!
1. Jest bardzo łatwa w użyciu
2. Nie wywołuje skutków ubocznych
3. Można ją kupić wszędzie – i to bez recepty
4. Jest tania

Wady:
1. Czasem pęka
2. Może uczulać (na szczęście są też kondomy wykonane z innego tworzywa niż uczulający lateks)

Na co trzeba uważać:
1. by nie uszkodzić prezerwatywy paznokciem
2. trzeba ją ostrożnie zdjąć zaraz po stosunku, tak by nie wyciekła z niej sperma
3. nie kupuj jej w miejscach, gdzie mogła długo leżeć na słońcu i sprawdź, czy nie jest przeterminowana
Pamiętaj! Jeden prawidłowo założony kondom wystarczy. Absolutnie nie należy zakładać dwóch!

Środki dopochwowe
Co to takiego jest: preparat plemnikobójczy w formie pianki, kremu lub globulki, np. Patentex oval, który trzeba umieścić w pochwie na kilka, kilkanaście minut przed stosunkiem lub biżuterią

Plusy:
1. Łatwe w użyciu
2. tanie
3. dostępne bez recepty

Minusy:
1. obficie się pienią
2. czasem uczulają

Plastry
Jak działają: co tydzień trzeba je nakleić na ciele (na zewnętrznej części ramienia, pośladkach, podbrzuszu lub górnej części tułowia).

Zalety:
1. to bardzo skuteczna metoda
2. o zapobieganiu ciąży wystarczy sobie przypomnieć tylko raz na tydzień
3. hormony przez skórę przenikają prosto do krwi, a więc nie szkodzą wątrobie

Wady:
1. plaster może wywołać alergię
2. czasem zdarza się, że się odklei
3. nie jest zbyt tani (około 50-60 zł na miesiąc)

Ciekawostka: stosowanie plastrów antykoncepcyjnych ”reklamuje” na własnej skórze wiele młodych polskich gwiazd: Patrycja Markowska, Kaja Paschalska, Reni Jusis, Anna Mucha... Noszenie tej ”naklejki” to żaden wstyd! :-)

Pigułki
Jak ich używać: łyka się je najczęściej w cyklu: 21 tabletek, 7 dni przerwy, 21 tabletek, itd. – blokują owulację i sprawiają, że śluz szyjkowy się zagęszcza.
Jest super, bo:
1. ma wysoką skuteczność
2. zmniejsza bolesność i obfitość miesiączek
3. cykl staje się regularny
4. redukuje objawy PMS-u
5. chroni przed rakiem jajnika i przerostem endometrium (błony śluzowej) macicy

UWAŻAJ, bo:
1. nie nadaje się dla wszystkich
2. pigułkę trzeba łykać codziennie – zapomnienie choćby jednej bardzo obniża skuteczność tej metody

CIEKAWOSTKI
1. Już 2 tysiące lat temu Chińczycy uzyskiwali hormony, odparowując kobiecy mocz. Co ciekawe, współcześni naukowcy też używają moczu, tyle że ciężarnych klaczy, do otrzymywania niektórych hormonów!
2. W starożytnym Egipcie środkiem antykoncepcyjnym było... krokodyle łajno. Bleee! Podobno zawiera ono substancje plemnikobójcze.
3. Indianie Chiapas w celach antykoncepcyjnych stosowali słodkie ziemniaki. Ciekawe, skąd wiedzieli, że zawierają one związek przypominający progesteron?
4. Starożytni Babilończycy określali dni płodne u kobiet, badając pH moczu za pomocą papierków lakmusowych. Nowoczesne papierki lakmusowe chyba nie za bardzo się do tego nadają :-).

Sposoby, których nie polecamy

Metoda objawowo-termiczna
Na czym ona polega: trzeba regularnie obserwować śluz szyjkowy, codziennie rano mierzyć temperaturę w pochwie i robić szczegółowe notatki. W dni podwyższonej temperatury nie wolno współżyć, bo są to dni płodne. Metoda NIE DLA MŁODYCH DZIEWCZYN, bo mają one nieustabilizowane cykle miesiączkowe, poza tym wiele czynników, jak stres, niewyspanie, choroba, zmiana klimatu, może powodować podwyższenie temperatury i prowadzić do błędu w obliczeniach!

Stosunek przerywany
Jak to się robi: chłopak wycofuje członek z pochwy przed wytryskiem. Niestety, może on czasem nie zdążyć się wycofać. A nawet jeśli mu się to uda, to tuż przed wytryskiem z penisa i tak zawsze wypływa trochę spermy, więc może dojść do zapłodnienia! TO BARDZO ZAWODNY SPOSÓB. B. Trudno go nazwać antykoncepcją. Na dodatek jest bardzo stresujący.

Spirala
Jak działa: ginekolog umieszcza w macicy nasączoną hormonami wkładkę. To bardzo skuteczna metoda, pozwalająca zapomnieć o antykoncepcji na 5 lat. Jednak NIE DLA NASTOLATEK – może powodować stany zapalne narządów rodnych, a w przyszłości kłopoty z zajściem w ciążę i poronienia.

Środki PO zbliżeniu
W Polsce dostępne są dwa preparaty do ”antykoncepcji” po stosunku: Postinor Duo oraz Escapelle. Obydwa są dostępne tylko na receptę i nie każdy lekarz zgodzi się je przepisać. Tabletki te zawierają levonorgestrel, syntetyczny progestagen, z tym że w opakowaniu Postinoru znajdują się 2 tabletki, a w Escapelle – jedna. Trzeba je zażyć do 72 godzin po stosunku, opóźniają one owulację (jeśli jeszcze do niej nie doszło), zagęszczają śluz w szyjce macicy, co utrudnia dostęp plemnikom lub (jeśli do zapłodnienia doszło) utrudniają zagnieżdżenie komórce jajowej.

DUŻE wady!!!
1. bardzo wysoka dawka hormonów
2. tabletki na długo zaburzają cykl hormonalny, co u młodej dziewczyny jest niebezpieczne
3. mogą wystąpić nudności, wymioty, napięcie piersi, bóle i zawroty głowy

Uwaga! Ta metoda nadaje się do stosowania tylko w wyjątkowych, bardzo rzadkich przypadkach, np. gwałtu.

PRAWDA CZY FAŁSZ?
1. Środki hormonalne powodują wzrost wagi. FAŁSZ/PRAWDA: Większość pigułek nie powoduje tycia, ale np. zastrzyki hormonalne mogą zwiększać wagę kobiety o 1-2 kg rocznie.

2. Nie ma przeciwwskazań, by kochać się podczas menstruacji. PRAWDA: Miesiączka nie jest przeszkodą w uprawianiu seksu, jeśli obydwoje partnerzy mają na to ochotę. Należy jednak szczególnie dbać o higienę podczas zbliżenia.

3. Niektóre pigułki mogą sprawić, że u kobiety osłabnie zainteresowanie seksem. PRAWDA: Tabletki zawierające hormony mogą powodować obniżenie popędu płciowego. W takiej sytuacji najlepiej porozmiawiać z ginekologiem i dobrać inną metodę antykoncepcji.

Przyjaźń

aniolekdiabelek | 19 Lipiec, 2008 20:50

Hm..czym jest przyjaźń??Ciężko powiedzieć,bo każdy ma inne zdanie na ten temat.Ja wam powiem jak wygląda i na czym powinna polegać przyjażń,moim skromnym zdaniem.Przyjaźń to coś bardzo cennego,opartego na szacunku,zaufaniu i wspieraniu siebe na wzajem.Podstawą jest wzajemne zaufanie,bez tego nie ma żadnej przyjaźni...przyjacielem jest osoba na której możemy polegać w każdej sytuacji i możemy powierzyć jej najskrytsze sekrety. Jeżeli nie spełniacie tych cech to nie stworzycie udanej przyjażni:)) Mam przyjaciółke i spełnaia wszystkie te kryteria. To może wydawać sie śmieszne,ale według mnie te rzeczy są ważne...

 

czy to miłość czy zauroczenie:)

aniolekdiabelek | 10 Lipiec, 2008 21:09

Warto o tym pomyśleć zanim stwierdzimy,że naprawdę kogoś kochamy.Trzeba się także upewnić,że druga osoba czuje to samo w stosunku do nas,aby uniknąć potem rozczarowania.Chłopacy często mówie dziewczynie,że ją kochają a tak naprawdę to gadają kompletne głupoty.Chcą sprawić przyjemniość dziewczynie i mówią coś czego nawet dobrze nie przemyślą,coś niezgodnego z prawdą.Oczywiście nie zawsze tak jest.Na tym świecie jest dużo porządnych i fajnych chłopaków, ktorzy potrafią kochać.Zauroczenie jest czymś w rodzaju miłości,lecz jest to coś chwilowego i szybko przemija. Bardzo rzadko zdarza się,że wychodzi z tego zauroczenia WIELKA MIłOśC,ale bywają takie przypadki.Natomiast miłość jest czymś pięknym,cudownym.Nie da się tego opisać. Nie jesT czymś przemijającym,lecz w wielu przypadkach czymś WIECZNYM:)))

Witajcie na moim blogu!

aniolekdiabelek | 10 Lipiec, 2008 18:55

Witam Was na moim blogu. To dopiero skromne początki ale już niedługo będzie on tętnił życiem. Zapraszam Was do czytania moich wpisów i komentowania ich.

Kim jestem?

aniolekdiabelek

Jeżeli ktoś chce popisać ze mną osobiście to niech pisze na moje GG: 35491784.Chętnie pomogę i poznam nowych ludzi:> Bardzo proszę o komentowanie.

kalendarz

  • « Lipiec 2008 »
    Pn Wt Śr Cz Pt Sb Nd
      1 2 3 4 5 6
    7 8 9 10 11 12 13
    14 15 16 17 18 19 20
    21 22 23 24 25 26 27
    28 29 30 31      

szukaj


ostatnio...

archiwum

Kategorie

Syndicate

    RSS 0.90 RSS 1.0 RSS 2.0 Atom 0.3

Tagi



RANKING STRON. Darmowa reklama w internecie. Darmowe statystyki TOPLISTA. Najlepsza toplista. Ranking. Fajne forum dyskusyjne - ranking forum. Najlepsze fora.