Załóż bloga Zaloguj się



Porady :)

OPOWIADANIA NA TEMAT PZREMOCY!

aniolekdiabelek | 30 Lipiec, 2008 21:53

Normal 0 21

Nie zdawałam sobie sprawy z tego, że byłam ofiarą przemocy praktycznie od początku małżeństwa. Mój mąż był w trakcie małżeństwa karany za to. ale to był tak jaki teraz tylko wyrok w zawieszeniu. Pomimo że zgłaszałam na policji o dalszym znęcaniu się nade mną to był on zamykany na izbę wytrzeżwień, W okresie zawieszenia wyroku tak wówczas jak i teraz do konywał dalszych przestępstw a ja nie byłam przez prawo chroniona. Teraz jestem na granicy wyczerpania psychicznego bo pomimo prawomocnego wyroku skazującego na byłego męża z art.190&1 i niszczenie mojego samochodu po rozwodzie, były mąż ułożył sobie życie z inną kobietą a ja w dalszym ciągu jestem narażona na jego prowokacje i dręczenie psychiczne!! Zyję ustawicznie pod presją zagrożenia. Chcąc wyrazić chęc porozumienia się z byłym mężem zostałam pozbawiona pracy, godności,miejsca zamieszkania( wskutek nie umiejętności bronienia się i wyczerpania nerwowego) gdy wróciłam z powrotem do Polski znów się zaczęły prowokacje i wciąganie w sytuacje ,których nie byłam w stanie przewidzieć, po tym następowałoznów upokarzanie mnie publicznie, co zdarzało się niejednokrotnie od dnia uprawomocnienia wyroku rozwodowego łacznie z grożbami i użyciem siłe fizycznejw celu zagrożenia mnie utratą życia. Nie wytrzymuję tego nerwowo .Moje prośby o pomoc są bez echa.Ostatecznie czeka mnie teraz szpital psychiatryczny z powodu depresji lękowej. Takie są skutki przemocy psychicznej i fizycznej. Zniszczył mnie ten człowiek i robi to za poradą przebiegłego adwokata.Obecnie robi się ze mnie kata - przeraża mnie to. Taki jest skutek mojego wystąpienia o prawo wystąpienie o rozwód . Itaki mam komentarz do tego co napisaliście .

 

 

estem eks-ofiarą "szarmanckiego psychpaty". Byłam z nim przez 17 lat, nie od początku było źle , ale sygnały były widoczne, chyba tylko ja ich nie widziałam. Diś sama nie wiem, dlaczego nie potrafiłam się obronić. Wpada się chyba w jakieś uzależnienie, żyje się nadzieją, że jak "się poprawię", "będę dla niego lepsza" to przerwie się koszmar. Poza tym ja go kochałam - bardzo - chciałam mu pomoc i go zrozumieć. Pobił mnie kilka razy, a strach, który się wtedy rodzi, zostaje w duszy. Zostałam tchórzem, bałam się , nikt mi nie chciał wierzyć - opowiadałam jakieś bzdury, ten uroczy facet, zawodowo VIP, on by nigdy tego nie zrobił, nie powiedział... ona chyba ma źle w głowie. I tak zosatało - mam źle w głowie, wiedzą o tym wszyscy nasi wspólni znajomi. Dodam tylko bilans tego małżeństwa - dzięki różnym naprawdę dobrym ludziom i pomyślnym okolicznościom zaczęłam myśleć o zakończeniu tej paranoi. Wyprowadziłam się z domu, zostawiłam mu wszystko. Mysłałm, że on ma tego tak dość jak ja. Byłam w błędzie. Przyszedł do mnie aby "uregulować rachunki"- z nożem. Zadał mi kilkanaście ciosów- nie mam złudzeń - chciał mnie zabić. Uratowała mnie sąsiadka , którą zaniepokoiły odgłosy awantury na klatce schodowej. Sprawa karna ciągnie się juz od 3 lat i to ja muszę udowadniać, że nie jestem wielbłądem, że go nie sprowokowałam, że nie przyczyniłam się do jego zachowania. I rzecz najważniejsza - samego zdarzenia nikt nie widział-znowu walka na słowa, nie wiem komu uwierzy sąd , nie mam pojęcia. On ma świetnego adowkata, wcale się nie zdziwię, jeśli okaże się, że nic mi nie zrobił, pomimo moich blizn. Albo, że zrobił to odpierając mój atak na niego. Na razie mam spokój, ale nie wiem co będzie dalej, czy po ogłoszeniu wyroku nie spędzi pierwszej przepustki na dokończeniu "rozliczeń "ze mną.
Ale było warto!!! Pomimo tego wszystkiego, ostatnie lata bez niego są tak piękne. Piszę to wszystko po to, aby przestać sie wstydzić swego życia i spróbować mimo wszystko uzmysłowić innym kobietom, które trwają w takich związkach, że nie są same w stanie ich uzdrowić. Dopóki macie trochę siły , uciekajcie przed psychopatą zanim będzie za późno. Ja wierzę, że teraz mam w życiu mój czas, że długo oczekiwane moje pięć minut właśnie trwa. Szukajcie pomocy, jest wiele ośrodkow, jest niebieska linia, probujcie, nie wolno się poddawać.

No tak, jak to przeczytałam to sie przestarszyłam. U mnie nie jest az tak źle, bo może dopiero on sobie pozwala na zbyt wiele po troszeczku i sprawadza, na ile sobie może pozwolić. Ale od początku taki był, że zawsze musiała być jego racja, na początku spokojnie, bo krótko się znaliśmy, a teraz już znamy sie 11 lat i 3 lat po ślubie. Nie tylko obraża mnie, ale i rodzinę moją, mało tego wszystch ludzi..
Ale opinia o nim jest, że piękny, przystojny, bogaty, młody, podobno nawet lubiany jest, tylko żeby ci ludzie wiedzieli, co on robi w domu. Niby po cichu, żeby sąsiedzi nie słyszeli;
to szantaż emocjonalny, poniżanie - człowiek powoli zaczyna coraz mniej wierzyc w siebie- tak było ze mną, mój mąz to rodzaj mizoginisty - ale idąc do nowej pracy zaczęłm z powrotem wierzyć w siebie, tak jak kiedyś, zanim ten człowiek zawładnął mną, a ja głupia mu uwierzyłam. Ale on świetnie manipulował, na szczęście powiedziałam w końcu swoim bliskim - 2 lata ukrywałam, bo się wstydziłam - i dzięki nim znowu wracam do dawnej siebie, i dzis nawet nie chce mi sie wierzyc, jak ja mogłam dać mu sie tak pognębić. I właśnie ja, dotąd silna i niezależna.
Ale ważna dla mnie, dla wszystkich w takich sytuacjach jest - dobra pomoc.!!!
Teraz ja - bo jesteśmy nadal małżeństwem, odizolowałm sie od niego, i juz nie słucham co do mnie mówi.

 

Od szesciu miesiecy jestem mezatka. Malzenstwo bylo "prawie" z wyboru - choc oczywiscie nikt mnie nie zmuszal do wyjscia za maz. Znajomosc nasza byla dosc dziwna - bo poznalismy sie przez Internet. On z Indii, a ja z Polski. Po kilku spotkaniach tak w kraju, jak i w Indiach oraz przy akceptacji naszej decyzji przez naszych rodzicow zdecydowalismy sie, ze chcemy byc ze soba. Ale po drodze byly roznego rodzaju problemy. Dwie - zupelnie rozne - kultury. Dwie - zupelnie rozne - osoby. Dwa - zupelnie rozne - doswiadczenia zyciowe. On byl moim 3 partnerem, a ja jego pierwsza partnerka. Ostatni partner - zanim poznalam mojego aktualnego meza - byl chyba miloscia mojego zycia - choc niestety byl zonaty i mial coreczke. Caly czas winie siebie za to, ze zlamalam swoje zasady i pozwolilam sobie na ten romans, ktory zaowocowal moim "zlamanym sercem" oraz bolem, przez ktory przechodzil on oraz jego rodzina. W kazdym razie po tym rozstaniu poznalam mojego aktualnego meza. Poczatkowo byla fascynacja, ogromne zrozumienie i wyrozumialosc - z mojej strony. Jako, ze On nie byl wczesniej w zadnym zwiazku, staralam sie dac mu "przestrzen", ktora jest niezbedna, aby zwiazek wzrastal prawidlowo. Staralam sie, aby rozmowy pomagaly nam obojgu rozwijac sie, i dzieki temu rozwijac nasz zwiazek. Pragnelam, aby uczciwosc, szczerosc, oraz dzielenie tego, co wazne, bylo podstawa dla nas obojga, ale chyba gdzies zawiodlam. W pewnym momencie poczulam sie zrezygnowana i wielokrotnie probowalam zerwac ten zwiazek. Jednak tak sie nie stalo, gdyz moj - owczesny chlopak - stawial mnie prawie pod sciana mowiac, ze skonczy ze soba. Jako, ze byl to zwiazek w glownej mierze na odleglosc, tak wiec nie umialam byc "twarda", nie wiedzac na co tak naprawe on bedzie w stanie sie odwazyc. Kolejna faza, byl praktycznie ostatni okres kilku miesiecy w zeszlym roku. Moj Tata bardzo ciezko chorowal na raka i cala koncentracja moja oraz mojej rodziny byla tylko na Jego osobie. Tak wiec nie koncentrowalam sie na moim chlopaku. Zycie potoczylo sie tak, ze moj Tata zmarl w grudniu, a w styczniu ja wyjechalam z moim chlopakiem do Indii, gdzie wzielismy slub. Po zmianie wszystkiego - calego mojego zycia - mialam nadzieje, ze teraz bedzie lepiej.. inaczej... ale Bog jeden wie dlaczego, jednak tak nie jest. Naszym najwiekszym problemem sa klotnie wybuchajace z czestotliwoscia co 1 - 2 miesiace, ale tak burzliwe, ze powoduja one wykonczenie nas obojga. Ja uwazam, ze jest cos niezdrowego w naszym zwiazku i nie potrafie znalezc odpowiedzi na pytanie: Co to jest?! Rozmawiamy, probujemy znalezc rozwiazanie - wlasciwie rozumiemy wlasne bledy - ale popelniamy je ciagle od nowa. W ciagu tych kilku miesiecy juz kilkakrotnie myslalam o powrocie do kraju, ale nie mam odwagi. Wiem, ze on mnie kocha i ja takze go kocham, ale wydaje mi sie, ze ta milosc jest niewystarczajaca. Moze to brzmi glupio, gdyz jaka milosc jest wystarczajaca?!, ale jednak ja mam bardzo silne takie uczucie. Jako ze nie chce niepokoic mojej Mamy, a ciezko rozmawiac z przyjaciolmi, tak wiec pozostaje sama sobie... No ale wierze, ze moze tu znajdzie sie ktos, kto bedzie w stanie poradzic mi, co mam zrobic i jak moge pomoc mi i mojemu mezowi.

 

 

eż miałam takiego psychicznego faceta :(, poand 3 lata!
Po roku bycia ze sobą juz go miałam dość, przez następne dwa lata kombinowałam tylko, jak sie go pozbyć...
Nie dawało rady! Wracał z płaczem, na kolanach, dobijał się do drzwi, groził, nawet kiedyś przyszedł o 2 w nocy z płaczem, że jego najlepszy przyjaciel (a mój dobry kolega) zginął właśnie na jego oczach w wypadku samochodowym!
A już następnego dnia jak widział, że idąc do pracy zakładam czarny stanik, to wyzywał mnie od dziwek...
Na szczęście któregoś wieczora wracał późno pożyczonym rowerem chwiejąc sie i zatrzymali go, sprawdzili dokumenty, okazało się że... ma niepłacone alimenty! Miał dziecko ok. 5 czy 6 letnie z poprzednia dziewczyną, którą zresztą wyrzucił kopniakami z domu, kiedy dowiedział się o jej ciąży. Dostał 3 miesiące aresztu, a mi to wystarczyło, by poznac piękno życia bez niego i nabrać sił, by go wyrzucić raz i na zawsze (i jeszcze z pomocą jego byłych kumpli, którzy się okazali moimi kumplami)
Jednego jestem pewna: bez pomocy z zewnątrz nie da się z takiego toksycznego związku wyzwolić :(

 

 

O kurcze, Alex. Mam bardzo podobną historię, tylko bez tego motywu z alimentami.
Miałam chłopaka, który tak samo się zachowywał: wyzywał mnie od najgorszych za takie głupstwa, że sama bym nigdy na to nie wpadła, że można o to byc zazdrosnym, miał obsesję na punkcie zdrady - że ja go zdradzam, albo chcę to zrobić. Nie moglam się jednak od niego odpędzić: przychodził pod dom i robił nieziemskie cyrki - darł się tak, że boję się myśleć, co sobie o mnie myślą sąsiedzi, płakał, rzucał przedmiotami, padał na kolana, znów darł się na całe gardło o 2 w nocy, groził, że się rzuci z okna, kiedy próbowałam go rzucić po tym, jak mi zrobił coś strasznego znowu. Gdy zmuszona tym jego zachowaniem, ze wstydu przed całą okolicą wpuszczałam go do domu i udawałam, że mu przebaczyłam, to za 5 minut znów był chamski, czepiał się o byle co, wyzywał mnie, itd.
Mój sposób na pozbycie się go to było zniechęcenie go do siebie, - tłumaczyłam mu, że nie jestem jego warta, aż on wreszcie to kupił. Zresztą po tym, jak mi przyłożył w szczękę za to, że spojrzałam się na jakiegoś przystojnego faceta - bezwiednie zresztą - zagroziłam, że go podam na policję, jeśli mi nie da spokoju. No i dał, chociaż na odchodnym mnie ścigał znowu i udawał, że się chce rzucić pod samochód, ale nagle mu przesżło i stwierdził, że jestem głupią k... i nie warto się dla mnie zabijać, niech sobie nie myślę. ha ha ha... wyobrażacie sobie jak odetchnęłam. To była nauczka na całe życie, od takich ludzi jak najdalej!!!

 

 

Mój Boże..... ile prawdy jest w tym artykule. Czytałam i nie wierzyłam, ja naprawdę jestem w związku, który wykańcza mnie psychicznie. Znamy się od roku, spotykamy kilka razy w tygodniu i za każdym razem jest ten sam scenariusz: "jesteś mloda i głupia, nie masz gustu, nie potrafisz znaleźć odpowiedniej pracy.... Itd. Ludzie w Twoim wieku mają już pełne konta w banku.... a Ty co? Wolisz swoich prezesów? Dla nich pracujesz? prawie za darmo?
Ja to co innego. Jestem młody , piękny i z przyszlością.
Nie nawidzę tego stanu, ale wydaje mi się że będzie lepiej.... głupie wyobrażenie. Czas najwyższy zastanowić się nad swoim życiem. Głupia nie jestem. W tygodniu pracuję po 9 godzin, natomiast w każdy weeken się uczę. Studiuję prawo na III roku. Na powodzenie u mężczyzn też nie narzekam. Więc co mnie ciągnie do tego faceta:?
Nie potrafiłam dać sobie rady ze swoim mężczyzną. Teraz już wiem. Jestem kobietą i dam sobie radę. Czas najwyższy na odejście. Jako człowiek też zasługuję na szacunek i godne życie.
Dziewczyny nie poddawajcie się tylko walczcie. To Wy jesteście odpowiedzialne za własn ą przyszłość. Nie dajcia sobą manipulować..... tego kwiatu to pół światu...!!!!

 

Przez poltora roku bylam z chlopakiem, ktorego bardzo kochalam z wzajemnoscia. Studiowalismy razem (bylismy nawet w jednej grupie). W moich i oczach innych ludzi uchodzil za eleganckiego, kulturalnego, inteligentnego, dobrze wychowanego faceta.
Co bylo dla mnie dziwne, po roku znajomosci moj ideal zamienil sie w potwora. Nie moglam go poznac. Nagle biale stalo sie czarnym. Przez bardzo dlugi czas szukalam winy w sobie.
Studiuje resocjalizacje i musze powiedziec, iz kiedys zastanawialam sie nad np. maltretowanymi kobietami...zastanawialam sie czemu nie odejda. Teraz juz znam odpowiedz - caly czas myslimy,ze ten dobry i cudowny czlowiek jescze wroci i ze ten potwor zniknie. Ludzimy sie, ze skoro obiecuje poprawe, to tak bedzie. Wierzymy mu, a on nastepnego dnia robi to samo, a potem mowi nam, iz same go sprowokowalysmy.
Ja juz czesciowo uporalam sie ze swoim KOSZMAREM. Boli mnie jednak to, ze choc nie jestesmy razem, gdyz znalazlam sile by odejsc, on najpierw poodsuwal znajomych ode mnie, a nastepnie naopowiadal strasznych rzeczy na mnie -ktore sa klamstwem.
Niestety on niejako jest autorytetem u mmnie na roku i wiekszosc ludzi muu wierzy, a nawet ci ktorzy nie wierza, nie sprzeciwiaja mu sie, poniewaz boja sie go.
Teraz spokojnie po tym wszystkim moge stwierdzic, iz nie tylko on jest osoba, ktora sie zneca psychicznie, ale jest rowniez psychopata.

 

 

-----

hm...przeczytałam to wszystko i znam to bardzo dobrze! Przezyłam tak koszmarny związek! Byłam zastraszana, obrażana, ponizana...obdarta ze wszystkiego. Kiedy zrozumiałam ze moje "małzenstwo" jest ogromnym nieporozumiieniem, zaczełam walczyć ... najpierw zalozyłam sprawe o rozwod...wtedy byly pogrozki...powiadomilam policje...zostalam za to bardzo dotkliwie pobita...wyjechałam do innego miasta...i dopiero zaczelo sie moje PIEKŁO!Przesladowania w pracy...polowanie na mnie ..a przeciez musiałam jakos zyc...pracowac ,wyjsc do sklepu...takie zwykle "rzeczy" robic, jak kazdy czlowiek...Tylko ja wiem co przeszlam ...Nie musze dodawac ze moj juz w tej chwili ex maz nie chcial mi dac rozwodu twierdzac, ze mnie bardzo kocha i ze to co ja mowie to jest bzdura...az "pieknego" dnia posunol sie duzo za daleko i "zabral" mnie na wycieczke za miasto wbrew mojej wolii...Tylko dzieki ludziom dobrej woli i to ze ktos powiadomil policje ...Jest w tej chwili w areszcie ..i posiedzi jeszcze ...Przedstawili mu bardzo powazne zarzuty...i nie ma takiej mozliwosci zeby wyszedl! Teraz "powiem" do wszystkich kobiet, ktore to przechodza: nie bojcie sie o tym mowic!!! Nie wierzcie w ani jedno slowo, ze sie wasi mezowie poprawia itd. Wiem co to znaczy....Walczcie o swoja godnosc, a czasem zycie jak ja...Pozdrawiam wszystkie dziewczyny, ktore maja to piekielko i zycze wszyskim wiary i sily, bo warto, a wasze słońce zaświeci na waszej ulicy!

 

 

 


Jak to wszystko przeczytałam to wywnioskowałam, że nie jest mi to obce. Jestem z moim chłopakiem prawie dwa lata. Pierwszy rok, nawet nie cały, był cudowny a potem zaczęły się sprzeczki, potem kłótnie, aż w końcu awantury. On wiele razy ze mną zerwał w nerwach lub ze swoich ubzdurań np. że go zdradzam, że kłamie, oszukuje - oczywiście tak nie było. Zastanawiam się, czy on nie widzi mojej szalonej miłosci do niego. Wiele osób stwierdziło, że bardzo się zmieniłam, mało się uśmiecham, jestem ponura, jak i wiele osób namawiało mnie i kazało do niego nie wracać. On jednak błagał mnie, prosił i obiecał, jednak wiem, że się nie zmienił. Może teraz po ostaniej awanturze, jak widział, że już nie chce do niego wrócić (ale wróciłam), to mną nie szarpie i mnie nie obraża. Jest do tego strasznie zazdrosny, wrecz chorobliwie zazdrosny. Nigdzie bez niego nie chodze, nie wychodze z przyjaciółmi na cole czy sok, bo on by mi to potem jakoś wygarnął albo mówił, że wszędzie tylko bym łaziła. Ja nigdy go nie obraziłam, nigdy nie zerwałam, bo bardzo go kocham. Jednak on ma nademną przewage, jak się pokłócimy, on wychodzi i odezwie się, kiedy mu odpowiada, odkłada słuchawke w trakcie rozmowy, powie: wydupczaj z tego samochodu itp. Jedank ja zawsze sobie to jakos tłumacze, że to może normalne. Może to dlatego, że jestem młodą osobą, bo mam 18 lat a on 20 i dlatego nie potrafię sobie uświadomić, że on jest dla mnie w jakiś sposób zły. Poza tym nie mam nikogo tak bliskiego, mama zmarła 5 lat temu, z tatą nie mam takich bliskich kontaktów, choć jest super tatą, a siostra jest juz mężatką i mieszka dość daleko. Mam przyjaciółke, babcie, kuzynke i one mi w trudnych sytuacjach pomagają, ale boję się, że nikt mnie juz nie pokocha i że nigdy nie znajde takiego fajnego chłopaka, bo on nie pije, nie pali i jest przystojny. Nie chodzi o to, że jestem mało atrakcyjna, bo tak nie jest z tego, co mówia o mnie inni, ale boję się zycia bez niego. A co wy o tym sadzicie, prosze może wy mi wyjaśnicie? Z góry dziękuje z całego serca!!!

 

 

Przeczytaj to, co sama napisałaś, z dystansem, tak jak by to ktoś inny napisał, i wyciągnij wnioski, spróbuj powiedzieć sobie szczerze, co wynika z twoich słów. Twój problem polega na tym, że boisz się podsumować swoje stwierdzenia, postawić kropkę nad "i". Ale nawet jeśli dojdziesz sama do konkluzji: tak, mój chłopak to kretyn i egoista, który wykorzystuje moją słabość dla swoich potrzeb, swojego chciejstwa, które tłumaczy miłością i jest bezwzględny, po prostu nie ma zmiłuj, jeśli chodzi o to, co on CHCE - wtedy może ci zabraknąć sił, by się go pozbyć, bo ON takiej ofiary łatwo nie wypuści z rąk, drugiej takiej głupiutkiej - wybacz za to słowo, ale mogę to powiedzieć, bo sama kiedyś podobnie myślałam i zachowywałam się, co teraz oceniam jako moją bezdennną głupotę - a więc drugiej takiej ofiary losu i głupiej, to on tak łatwo sobie nie znajdzie i dlatego będzie cię błagał, groził samobójstwem itp., co oczywiście będzie blefem.

Po przygodach z jednym takim palantem - bardzo łagodne określenie na niego, ale nie chcę się tu brzydko wyrażać i obrażać jego matkę - nie mam złudzeń i rozpoznaję podobnych jemu na kilometr. Zresztą nie trzeba być wielkim dedektywem i psychologiem - mój zachowywał się po prostu identycznie jak twój ukochany, lubił mnie torturować swoimi oskarżeniami wyssanymi z palca, doprowadził mnie do załamania psychicznego i sam to widział, ale z tym mu było tak naprawdę dobrze. Codziennie prze pół roku robił mi awantury, takie 5-6 godzinne sesje, podczas których zmuszał mnie do tłumaczenia się: płakałam, to za małe słowo, ryczałam, że mi już łez nie starczało i jak już byłam wrakiem człowieka, z tak zapuchniętymi oczami, że nic nie widziałam, to sobie odpuszczał. Wtedy też byłam głupia, bo wierzyłam w pierwszą miłość. Tak, miałam takie przeświadczenie, że tylko ta pierwsza miłość się liczy w życiu i dlatego warto się dla niej poświęcić, zrobić wiele wyrzeczeń, cierpieć, no w ogóle zrezygnować z siebie.
Nie ma większej bzdury!!! Ładny mit, sama w niego wierzyłam i to jak! Miłość znalazłam za szóstym razem, choć niczego nie można się kurczowo trzymać na całe życie i nie chcę mówić, że tym razem to na zawsze, choć mam taką nadzieję. Teraz wiem, że mit pierwszej, młodzieńczej miłości, jak to mówią Amerykanie: high school sweatheart , to tylko dobry chwyt do amerykańskich komedii romantycznych, nic nie mający do rzeczy ze szczęściem w prawdziwym życiu. Kobiety, które w niego wierzą na przekór faktom kończą bardzo źle, natomiast te, które mają zasadę: nie ma miłości bez tego, że ja jestem szczęśliwa i mój partner mnie szanuje, są najszczęśliwsze. Która ta miłość jest w kolejności, to naprawdę nie ma znaczenia i nie warto na nikogo, nawet na pierwszą miłość, tracić cennego czasu swojego życia, nie mówiąc o cierpieniu za tą wyimaginowaną, "słuszną" sprawę. Znam taką jedną panią, która miała męża alkoholika: jak tylko zaczął chlać, kopnęła go w dupę, a była w gorszej sytuacji niż ty, gdyż miała małe dziecko. Szybko sobie znalazła bardzo porządnego faceta i wyszła na tym świetnie i ogólnie zadowolona jest z życia. Drugi typ kobiet to cierpiętnice: znam też wiele kobiet tego rodzaju, to znaczy takich, które zostały przy mężach pijakach i czują, że straciły nie tylko swoje życie, ale jeszcze taka sytuacja skrzywiła ich dzieci. Wprawdzie twój chłopak nie pije, jak piszesz, ale ma równie beznadziejne przywary. Masz 18 lat, zdążysz mieć jeszcze wielu facetów, nie ma co się na siłę, w imię hasła: "to mój pierwszy chłopak i pierwsza miłość" do nikogo zmuszać, trzeba szukać, aż się znajdzie kogoś, z kim będzie ci dobrze.
Daj sobie szansę. Zobacz, jak to jest być z kimś normalnym. I nie bój się, że go stracisz, bo to on będzie miał kłopot ze znalezieniem sobie kogoś. A jak znajdzie i zatrzyma przy sobie, to unieszczęśliwi kogoś innego. Dalczego tą biedaczką masz być ty? On by się dla ciebie tak nie poświęcał, nie myśl sobie. Jak będziesz miała duże trudności z pozbyciem się go, opowiedz wszystko ojcu lub jakiś kolegom. Oni ci pomogą i powiedzą, co na ten temat sądzą. Obronią cię. Tylko nie cierp w tajemnicy, nie daj się robić w balona!

 

 

----

Wyjechalam do Niemiec 4 lata temu. Mialam 19 lat i chcialam zarobic troche grosza. Tydzien pozniej poznalam Jego, czarne wlosy, ciemna karnacja no i te cudowne oczy... zakochalam sie do szalenstwa. Nie przeszkadzlo mi ze to Arab. Juz 2 miesiace pozniej zamieszkalismy razem. Zgodzilam sie wziasc z Nim slub w meczecie bo jest muzulmaninem. Prawnym malzenstwem jednak nie jestesmy, poniewaz nie mamy slubu cywilnego, a jest to nie mozliwe ze wzgledu na Jego azyl w Niemczech. Gdy skonczylam 20 lat urodzilam coreczke i wtedy to sie zaczelo. Po pierwsze i najwazniejsze zmusil mnie do przejscia na Islam. Mam doslownie zakaz wszystkiego. Wiele razy mnie pobil (nawet gdy bylam w zaawansowanej ciazy odwazyl sie kopnac mnie w brzuch) Zmusil mnie zebym wyszla za jego kolege araba dla papierow za maz (obecnie jestem po rozwodzie) Rok pozniej urodzilam synka ale nietsety byl bardzo chory i zyl tylko 8 dni. Po jego stracie zalamalam sie calkowicie i wpadlam w alkoholizm (oczywiscie moj luby niczego sie nie domyslil) ale juz z tego wyszlam. Nie mam tutaj nikogo, zadnych znajomych ani rodziny. Jestem sama. Mam tylko moja mala. Gdybym chciala odejsc zabral by mi ja i wywiozl do Libanu. Ciagle mi to powtarza. Za pare miesiecy karze mi tam jechac do jego rodziny (na miesiac lub dwa) Oczywiscie bez niego.... tylko ja i mala. Czy to nie straszne??? Co ja mam zrobic? Ciagle mysle o samobojstwie, ale wtedy co sie stanie z moim dzieckiem? Jestem totalnie zalamana... Prosze pomozcie mi

 

 

.. Czytam wasze opowiesci i mysle ze moj zwiazek jest kompletnie odmienny , ...ale nie lepszy. Co powiecie o facecie ktory oczywiscie na poczatku wydawal sie idealem; komplementy, dlugie roxmowy, prezenty itd... Nigdy nie byl zazdrosny, nie chcial wiedziec co robilam ze znajomymi - wystarczylo ze sie dobrze bawilam.
Od trzech lat mieszkamy razem. Jednak od jakiegos roku czuje sie molestowana. Zaczelo sie od wygadywania ze to moja wina ze nie mial pieniedzy, bo nie mialam w tamtym momencie pracy i oczywiscie to byla moja wina, bo niewystarczajaco sie staralam rzeby ja znalezc. Nie docieralo do niego ze wydal cale pieniadze w kilka dni, kiedy jego kuzyn go odwiedzil (lepiej od niego zarabiajacy) i szaleli w najdrozszych lokalach i restauracjach. Oczywiscie to ze kupil bardzo drogi samochod na ktory go wlasciwie nie bylo stac i musial splacac pozyczke tez sie nie liczylo bo to bylo jego marzenie. To ze przez nastepny miesiac go utrzymywalam z moich oszczednosci (razem z biletami do pracy i kieszonkowym na lunch ) sie nie liczylo.
Teraz jestem "nudna" bo nie chce spelniac jego wszystkich fantazji seksualnych takich jak uprawianie milosci z obca kobieta na jego oczach (nie jestem lesbijka!!!) czy wiele innych conajmniej dziwnych pomyslow. Dla mnie wielkie znaczenie ma wiernosc, ale dla niego to bylby "tylko" seks, "tylko" urozmaicenie, pozbycie sie rutyny. A poniewaz jestem "nudna" nie jestem kobieta jego zycia.
Nie moge o niczym zadecydowac w mieszkaniu bo nie place czynszu. Kiedys mi powiedzial ze jesli nie place czynszu to musze robic wszystkie porzadki w mieszkaniu. Teraz chce abym placila polowe czynszu, polowe za jedzenie, mam sprzatac (wlasciwie to nie musze ale wtedy bede sie przewracala na smieciach) no i oczywiscie sex. Pytam go co w takim razie on bedzie robil dla mnie, ale na to pytanie nie ma odpowiedzi. Jego mieszkanie kosztuje fortune co miesiac, on moze sobie na to pozwolic (!) ale ja nie zarabiam na tyle aby spelnic jego wymagania. Taniej bedzie sie wyprowadzic, co zaczelam juz organizowac. Jesli sie nie uda, wole wrocic do rodzicow niz zostac z takim facetem, bo to co opisalam to nie wszystko z jego pomyslow. Ciesze sie jednak ze z nim zamieszkalam bez slubu. Poznalam go do szpiku kosci. Jego slowa zabily milosc, ktora kiedys przepelniala moje serce. Teraz bedzie latwiej z niego zrezygnowac. Nie jest takim idealem na jakiego wygladal na poczatku.
......

 

 

 

Codziennie czytam wasze listy, choc rzadko się wpisuje i trzymam za was kciuki a jednoczesnie czuje straszną ulge, że to już za mną. Wiesz Osa kiedy zdałam sobie sprawę, że to koniec kiedy za każdym razem gdy patrzyłam w lustro czułam do siebie wstręt (chyba kazda to czuje i najgorsze ze kiedy ogladałam te wszystkie filmy o kobietach maltretowanych fizycznie i psychicznie to zawsze myslałam ale głupie ja bym się 5 minut nie zastanawiała, a zastanawiałam się cały rok), kiedy chodziłam wpatrzona w moje nogi, a najczęsciej powtarzanym słowem było przepraszam. Za co? chyba że zyje. na poczatku nie chciałam przepraszać a potem przepraszałam dla tych pieciu minut spokoju kiedy nie musiałam przepraszać, kiedy nie robiła mi wykladu co źle zrobiłam. Rozumiem wszystkie które tęsknią i chca wrócić. ja właściwie zamknełam sobie droge bo opowiedziałam o nim wszystkim tym którzy chcieli słuchac i tym którzy nie chcieli - tak moja mała terapia. a potem po roku kiedy chciał żebym wróciła, nagle strasznie tego zapragnęłam. Napisałam o tym do kolezanki, że się zmienił, chodził do psychologa, rozumie co zrobił źle i ona mi napisała bardzo delikatnie, ze wierzy we mnie i w m0oje decyzje i że chyba jestem rozsadna. Byłam - powiedziałam ze to koniec. Wpadł w straszny szał - nie zmienił się nic a nic. Minęły trzy lata a ja czasem jeszcze o nim myslę, wspominam miłe chwile, a potem przychodza wspomnienia tych niemiłych, tych nieprzespanych nocy, łez, bicia, ponizania, upokarzania. I wtedy mysle jaka jestem szczęsliwa bez niego. Moze nigdy nie zapomnę, może zawsze bedę sama ale chodze z podniesiona głowa, usmiechnięta i juz nie przepraszam, że on się upił a ja nie pilnowałam żeby się nie upił, choć chodziłam za nim cały wieczór i wtedy krzyczał żebym mu dała spokój.
Pozdrawiam wszystkie i zycze powodzenia. Te z was które nie sa jeszcze zwiazane wezłami małzeńskimi niech nie zastanawiaja się bo nie ma nad czym, a te które zaszły dalej trudniejsza decyzja i jeżeli uda wam się ją podjąc z góry podziwam. Wiem jak cięzko było mnie mimo ze nie łaczyły nas żadne węzły, prócz tego spedzonego wspólnie czasu i miłości.. Na pewno jeszcze tu wróce zeby zobaczyc jak się wam wiedzie. Odwagi dziewczyny.

 

 

----

Część wszystkim.Od wczoraj śledzę Wasze wypowiedzi i tak bardzo się cieszę. Sama chodzę od trzech lat na terapię .Systematycznie tydzień w tydzień i poznałam zasady i reguły dlaczego to nas spotyka.Otóż niska samoocena.Dopuki bardzo żle w środku o sobie myślimy i bardziej kochamy jego niż siebie,to spotyka nas zło.
Przez pierwszy rok terapii płakałam,płakałam .. łzom nie było końca.a kiedy już sie wylało to zaczęłam słuchać rad koleżanek i terapeutki. Zaczęłam poraz pierwszy w życiu poświęcać sobie długie godziny.To swoje zachowanie analizowałam - nie jego. Dlaczego zrobiłam to czy to.Zaskoczona bylam odkryciem siebie. z czasem bardzo siebie pokochałam i teraz już kocham i dlatego wiem że nie może mnie spotykać zło,bo na nie nie zasłużyłam.Tak długo żyłam w toksycznym związku ,że już 3 lata wychodzę z niego. terapeutka powiedziała że tyle ile się tkwiło tyle trzeba czasu na wyjście na prostą.Dziewczyny te młodziutkie pomyście o sobie i nie zasłaniajcie się dziećmi,że to dla nich robicie.Bo Wy dla nich nie robicie nic dobrego tylko krzywdzicie, nie wiedząc że Wasze dzieci pójdą w świat i też pozwolą się krzywdzic,bo przecież taki wzorzec wyniosły z domu.
Moje dzieci już wyszły z domu,pozakładały sobie rodziny,a ja nie mogę sobie darować, że zgotowałam im taki los.Szkoda,że dopiero teraz są poradnie i można uczestniczyć w terapii.tyle lat mi uciekło,tyle usmiechu,radości .Od 2 lat jeżdzę na urlop - spełniłam swoje marzenie - byłam w Stanach w ubiegłym roku i w tym we Włoszech. Wkońcu dałam sobie prawo .
A przecież żyłam tak jak Wy.Każde wyjście kończyło się potworną awanturą,biciem,gniewem i oskarżeniem że sie nie umiem zachowac. Byłam śliczna i zgrabna, a także mądra i zaradna,ale dla męża bylam niczym i to mnie bolało. Zależało mi na jego zdaniu i dlatego tak bardzo mnie bolało. Teraz mam własne zdanie na swój temat i jeśli ktoś ma odmienne,to poprostu nie kontaktuję sie z daną osobą, a z mężem jestem na etapie roztania.
Te 25 lat które przeżyłam z mężem uważam że starczy i codziennie dziękuję Bogu za doświadczenia życiowe , za to ,że było mi dane podzwignąć się i dziękuję , że dzieki temu doświadczeniu nie zwiążę się już z toksycznym partnerem.
Przeczytałam fajną książkę z której wiele skorzystałam- KOBIETY KTÓRE KOCHAJĄ ZA MOCNO. Nie pamietam autorki.Ale czasami bywa w księgarniach.Gorąco polecam.ponadto trudno wyjść z chorego związku,bo jest WSPÓŁUZALEŻNIENIE.
Poczytajcie na ten temat.Współuzależnienie zabija i dlatego warto poznać wroga.
Dzieki Wam za szczerość.Głowy do góry i nikt nie powiedział,że musi być łatwo się roztać,ale warto walczyć.Każdy się boi,a tymbardziej osoby bite i poniewierane przez najbliższych.

 

 

Witam Was Wszystkie, Dziewczyny!

Przeczytałam wszystkie Wasze wypowiedzi i przeżyłam szok! Wydawało mi się, że dziś zjawisko przemocy w związkach nie powinno mieć miejsca! Jesteśmy przecież światłe i wykształcone! I cóż z tego, kiedy potrzeba bycia kochaną, potrzebną, zauważaną jest tak wielka, że jesteśmy w stanie dać się unicestwić jako człowiek, żyć w ułudzie wielkiej miłości!
Piszę to mając przed oczyma swój związek z tyranem. Wszyscy, patrząc na nas zazdrościli takiej zgodności i troski o siebie! A w środku było to bagno, w które coraz bardziej wpadałam i z którego coraz trudniejsze było wyjście!
Nie będę pisać tutaj o tym wszystkim co mnie spotkało, bo nadwyrężyłabym Waszą cierpliwość i powstałaby z tego całkiem obszerna publikacja!:)
Bardziej chciałabym się skupić na tym, co mi pomogło podjąć decyzję o ucieczce od mojego tyrana, po prawie 5 latach katorgi! Otóż, dotknęłam swojego dna, kiedy przestałam dbać o własny wygląd, kiedy nie jadłam nic albo obżerałam się prowokując potem wymioty, kiedy wypalałam 2 paczki papierosów dziennie, kiedy przestałam odzywać się wśród ludzi, kiedy nie miałam już do kogo zadzwonić i porozmawiać, kiedy cierpiałam na permanentną bezsennośći i migrenę, kiedy czułam, że powoli umieram, aż wreszcie, kiedy zwymiotowałam po stosunku z moim panem. Zbuntowało się nie tylko moje psyche, ale także ciało powiedziało: NIE!!!
Wtedy też ostatkiem sił, które mi pozostały uciekłam od niego, z sercem na ramieniu! Do dziś nie wiem jak to zrobi łam, ale jestem z siebie bardzo dumna!
Dziś minęły już dwa lata od tamtych dni, a dopiero niedawno stanełąm na nogi! W powrocie do normalności pomógł mi psycholog, wielogodzinne sesje grupowe i indywidualne, okupione morzem łez! Ale były to łzy oczyszczenia, pogodzenia się z tymi ciężkimi przeżyciami, a przede wszystkim WYBACZENIA SOBIE I ZAAKCEPTOWANIA SIEBIE!!!!!! Odnowiłam przyjaźnie i znajomości! Wszyscy ci ludzie bardzo mi pomogli dobrym słowem, życzliwością i zainteresowaniem! Oczywiście ogromne oparcie miałam w swojej mamie! Do chwili obecnej chodzę na terapię do psychologa i to jeszcze nie koniec! Cały czas uczę się normalnego życia!!
Dziś jestem już innym człowiekiem! Znam swoją wartość, swoje zalety i wady, bardzo dużo się śmieję!!! Wiem, że nie pozwolę już nikomu na takie traktowanie, jakie zafundował mi mój tyran. Dzięki temu toksycznemu związkowi i wszystkiemu co mu towarzyszyło, wiem czego nie chcę w życiu. I cieszę się z każdego przeżytego dnia, tak jakbym się na nowo narodziła!
Długo zastanawiałam się, dlaczego tak zwlekałam z odejściem od mojego partnera. Zastanawiałam się dlaczego w ogóle taki ktoś mnie zainteresował. Znalazłam odpowiedź: pochodzę z rodziny alkoholika, gdzie przemoc psychiczna i fizyczna królowały codziennie ! Nie znałam innego modelu życia w związku dwoja ludzi. Kiedyś agresywne zachowania wiązałam jedynie z alkoholizmem, bo czyż normalny człowiek może tak się zachowywać!?! Tak bardzo nie chciałam związać się z alkoholikiem, że nie zauważyłam, że związałam się z tyranem!! Wiem, że to nie reguła, ale pewne wtórne zachowania wynosimy z domu, a kiedy rodzina nasza jest dysfunkcyjna, to czegóż możemy oczekiwać????

Do dnia dzisiejszego nie związałam się jeszcze z nikim, choć cały czas żyje we mnie nadzieja, że kiedyś spotkam Kogoś, kto na mnie czeka!
Ktoś mądry powiedział, że dopóki w Nas nadzieja i wiara goszczą, to znaczy, że warto żyć!
Czego i Wam, Drogie Moje, życzę z całego, dziś już radosnego serca!!!
Pozdrawiam Wszystkich, powodzenia!!

 

 

Wiecie, mi sie na szczescie udalo odejsc od mojego chlopaka - po 2 latach chodzenia i meczenia sie ze soba.
Na poczatku wszystko bylo w miare w porzadku. Przynajmniej tak mi sie wydawalo. Poznalismy sie w 3 klasie liceum, na sylwestra. Raz bywalo lepiej raz gorzej, ale nie bylo zle. Dopiero w czasie matur, kiedy zdalam od niego lepiej, okazal sie bardzo o to zadrosny. Chodzil caly czas przygnebiony, obwinial mnie o to ze jestem lepsza. Nie mowil tego wpraost, ale żądał ode mnie żebym go pocieszała. Właściwie od tego czasu bardzo często starał się wywołać u mnie poczucie winy. Denerwował się, kiedy liczyłam szybciej od niego zadania, przygotowując się do egzaminów wstępnych. Zdawaliśmy na 3 te same uczelnie - on dostał się na jedną, ja na wszystkie 3. Wręcz zmusił mnie żebym poszła na tą samą uczelnię co on, groził, że jeśli nie pójdę z nim, to on zostanie w naszym miescie, pojdzie na jakis beznadziejny kierunek z konkursu świadectw i straci przeze mnie rok. To był szantaż ubrany w piekne słowa, również mający wywołać u mnie poczucie winy - no bo przecież "on chce sie dla mnie poswiecic" zebysmy byli razem, wiec ja powinnam sie zgodzic na studiowanie na tej uczelni na którą on zdal - zaznaczam, ze to byla najslabsza uczelnia z wszystkich trzech. No i sie zgodzilam, z trudem przekonalam rodzicow do mojej decyzji.
Tak sie akurat zlozylo ze zamieszkalismy razem - i ten niecaly rok spedzony z nim byl dla mnie koszmarem. Ciagle mnie za cos krytykowal. Krytykowal moje kolezanki. To przez niego nie utrzymywalam praktycznie żadnych kontaktów towarzyskich z ludźmi z grupy. W mieszkaniu panował bałagan, który w większości składał się z porozrzucanych przez niego rzeczy, za który oczywiście mnie obwiniał - no bo przecież jestem kobietą i powinnam dbać o dom. W zlewie piętrzyła się sterta brudnych naczyń - o ile ja ich nie pozmywałam. Co gorsza, żądał ode mnie podporządkowania się kanonom bycia kobiety (sprzątanie, gotowanie, pranie), a sam nie wykonywał prac przeznaczonych dla męszczyzny (nie naprawił nogi tapczanu, która odpadła, nie dokręcił luźno wiszących gniazdek, itp). Zmuszał mnie żebym siedziała z nim w nocy kiedy się uczył (nie pozwalał mi spać), a mnie samą możliwie często zniechęcał do nauki (chciał mieć lepsze oceny) i w ogóle do życia.
Przykładów możnaby mnożyć.
Najgorsze było to, że kiedy chciał potrafił być bardzo miły, błagał o przebaczenie i w ogóle. Pod koniec roku akademickiego już wiedziałam, że jeśli będę z nim dalej mieszkać, to nici z egzaminów w sesji letniej - postanowiłam się wyprowadzić. Powiedziałam mu o tym dopiero dzień wcześniej - kiedy już wszystko było załatwione (przewóz moich rzeczy, pokój w akademiku). Trochę wcześniej powiedziałam mu, że go nienawidzę. A także że podoba mi się jeden chłopak na roku.
Od czasu wyprowadzki nie utrzymywałam z nim żadnego kontaktu - tylko czasem mijaliśmy się w ciszy na uczelni. I bardzo dobrze, nie chcę mieć z nim nic wspólnego.
Teraz jestem szczęśliwa. Jestem z chłopakiem który mi się wtedy spodobał. I jestem naprawdę bardzo szczęśliwa.

 

 

CZE WSZYSTKIM witam was cieplutko naprawde mi przykro ze musimy w takich zwiazkach tkwić . Niestety musze też siebie dopisac do waszych wypowiedzi .Mojego męża poznałam w wieku 17 lat był bardo opiekuńczy czego mi w domu brakowało mój ojciec był alkoholikiem chyba potrzebowałam kogos kto mnie przytuli spedzi troche ze mną czasu pocałuje powie ze kocha naprawde byl wspaniałym czlowiekiem dla niego tak mi sie zdawało ze jestem wszystkim myliłam sie .Kiedy wyszłam za niego pokazał kim jestem dla niego on potrzebował matki rodzicieli i sprzataczki a nie kobiety przy swoim boku > zaszłam w ciąże urodziłam przedwczesnie córeczke był bardzo szczesliwy ale co z tego gdy tylko wyszłam ze szpitala sama sobie ja wychowywałam awantury bicie wyzwiska były tak często ze myślałam ze to jakich rytuał w moim domu. Uciekałam z domu aby raz w roku z dzieckiem na rękach zawsze przychodził zapłakany pokorny i pełnie gotowy do zmiany swojego postepowania ale gdy tylko wracałam to powodem awantury były moje koleżanki a miałam tylko dwie były dziwkami latawicami i zawsze miał powód do awantur ze mna .Niestety mój mąż miał plan jak mi zapełnic czas który miałam dla siebie i dla swoich potrzeb zaszłam drugi raz w ciążę niestety urodziłam synka przedwcześnie 7 miesiecy było za krótko zeby dziecko urodziło sie zdrowe doktor przekazał mojemu mężowi ze syn bedzie cięzko chory ze wymaga stałej opieki jeśli tylko przezyje poniewaz musza go reanimowac co jakis czas l.Niestety po miesiącu zmarł pomyślałam ze to nauczka dla niego za krzywdy wyżadzone mnie ale czemu to ja tez musiałam cierpiec maz zmienił sie tylko na rok ja dalej siedze z nim i nie wiem jak wybrnac z koszmaru jakim jest moje małzenstwo .Całe życie pracowałam na niego poniewaz jego praca zawsze miałam minusy a to szef zły a to płaca nie taka po dwóch cesarkach byłam zmuszona isc do pracy aby utrzymac moje jedyne dziecko a przy okazji męża teraz obecnie nie pracuje ponieważ doszłam do wniosku ze chyba mąż czasami musi popracowac na rodzine którą sobie załozył wiec zostałam w jego oczach nierobem nic niewartym smieciem jak to okresla ze wtedy miał ze mnie pozytek bo przynajmniej co miesiac była kasa >wie teraz ze bez pracy nie rusze sie z domu bo nie dam sobie rady myli sie i to bardzo za jego plecami szukam pracy lokum do usamodzielnienia sie i spokoju który jest mi bardzo potrzebny wreszcie wracajac do domu nie bede sie bała ze nie umyłam szklanki i nie dostane lania jak dziecko za błahoski i wiem ze tacy ludzie jak wy którzy czytaja o problemach cudzych wspieraja nas kobiety niezaleznie od podietych przez nas decyzji

 

 

 

Kobiety..dziewczyny..!!!
Polecam wam fantastyczne książki :Pia Melody"Toksyczna miłość i jak się z niej wyzwolić", Robin Norwood "Kobiety,które kochają za bardzo..."
Sama jestem "ofiarą" toksycznej miłości.Po 15 latach małżeństwa,z dwójką dzieci,po załamaniu nerwowym ,po uzależnieniu sie od leków uspokajających..dziś rozwodzę się..Czy któraś z was wie,co to są ciche dni???Ciche dni to wlaśnie metoda mojego męża,która spowodowała ,że powiedziałam dość.Tym sposobem wymuszal na mnie to co chcial przez 15 lat małżeństwa i 20 lat znajomości..Pierwszy raz nie odzywal się do mnie po tygodniu naszej znajomości-przez tydzień.Przepraszalam go choć nie wiedziałam za co,bo nie chcial powiedzieć..Okazało sie,że zaśmiałam się z dowcipu,który wydal mu się nieprzyzwoity.Potem nie odzywal sie,bo zrobiłam sobie fryzurę,która mu się nie spodobała...Potem dlatego,że zapaliłam papierosa..To wszystko jeszcze przed ślubem.Oczywiście cały czas czułam sie bardzo winna i przepraszalam..Musialam uważać na każde slowo ,ze by go nie urazić,bo znów będzie cisza..Wyszlam za niego.Ja studiowalam ,on pracował za granicą..Było dobrze,gdy przebywaliśmy z daleka od siebie..Każde spotkanie znów konczyło się milczeniem,moimi przeprosinami,łzami.Ciągle mi udowadniał,jaka ze mnie niemadra osoba i na co mi te studia,skoro taka głupia jestem (on nie ma wykształcenia -technikum wieczorowe).po urodzeniu pierwszego dziecka wpadlam w depresję,zaczęłam brać leki uspokajające..Wiecie co mi powiedzial :"słabi muszą ginąć".Kiedy wychodziłam z depresji i z leków,zaczęło do mnie docierać,że to nie ja jestem tą najgorszą i winną...Patrzyłam na inne małżeństwa i pary,które ze sobą rozmawiały,śmialy sie ,były dla siebie przyjaciółmi.A ja cały czas koncentrowałam się na tym,żeby mój mąż był zadowolony,sama cierpiąc..Kiedy bylam w ciąży z drugim dzieckiem - on ani razu nie położył ręki na moim brzuchu,nie pomagał w niczym,przeszkadzało mu,że źle sie czuję,że potrzebuję wsparcia,denerwowalo go to.Nie pomagał mi w domu w niczym ..Radził mi,że jezeli worek śmieci jest dla mnie za ciężki - to mam go przesypać w dwa worki i wynieść na dwa razy...Oczywiście,ciagle zapewniał o swojej miłości..Długo mogłabym pisać o tej historii...Nie podobały mu sie moje koleżanki,moja rodzina,moje zainteresowania,ciągle był ze mnie niezadowolony.Kiedy postanowiłam ,że to już koniec - zaczął szaleć.Najpierw zniszczył mój komputer.Groził,że sie zabije.Mówił,że umrze na serce..Prosił,że bym go nie opuszczała bo on tak kocha...po czym mowil mi:ty ścierwo...obyś dostała raka i cierpiała ,a ja będę sie cieszyl,oby cię TIR potrącił..itd..Potem doszło do rękoczynu..byla policja.Oczywiście twierdził ,ze to ja go sprowokowałam..Dziś chce mnie pozbawić wszystkiego.Płaci niskie alimenty,zabiera samochód,nie chce sie wyprowadzić,dokucza kazdego dnia,posługuje się kłamstwami w sądzie..Wiem,że przede mną jeszcze dluga droga,ale wiem też,że innej już nie ma..
Wiecie co jest najgorsze ? Żyjąc z tyranem, z cichym tyranem, tracimy zaufanie do siebie samych,przestajemy wierzyć wlasnym odczuciom,czujemy sie winne,wydaje nam sie bardzo długo,że to wszystko przez nas ,ze za słabo sie staramy..Tracimy wlasną godność i poczucie wlasnej wartości..A on nas depcze kazdego dnia,małymi kroczkami,sprawia,że już nic nas nie cieszy,że czujemy sie w potrzasku,bezwartościowe...A prawda jest tak oczywista- jeśli ci z kimś źle,jesli ciągle płaczesz,boisz się,czujesz się nieszczęśliwa...uciekaj...szybko...daleko...

 

 

-----

Hmm.... wreszcie ktoś poruszył ten temat.... ja mam dopiero 18 lat, ale wiem co to znaczy. Mam troje rodzenstwa, a moja matka jest już na wykończneiu psychicznym. Od 25 lat jest mężatką... Mój ojciec jest alkoholikiem, od ponad 20 lat maltretuje, moja matkę, starsze siostry... noi mnie i młodszego brata. Miał wyrok w zawieszeniu na 2 lata, ale nic to nie dało, okres ten minął. Teraz chodzi na spotkania AA, ale kiedy raz tam poszłam, to myślałam, że komuś krzywde zrobię.... Oni tam nic nie robią, przychodzą sobie zagrać w karty, bilarda.... nic konkretnego, nie żeby porozmawiać. Mój ojciec, ostatnio jakby nie pił, ale to nawet juz nie o to chodzi, poprostu nawet po trzeźwemu znęca się nad nami. Między ludzmi jest normalny, ale tylko między ludźmi. Ma kuratorkę, ale jest tak, za przeproszeniem głupia, że przychodzi raz na pół roku i cały czas pieprzy, że On się już nie zmieni, bo jest za stary.... Mój ojciec, już chyba dwa razy połamał mojej mamie żebra, nabił tyle siniaków, że zliczyć nie można. Mi skręcił kiedyś rękę i powiedział, że mógłby to zrobić jeszcze z drugą.... Kiedyś znów była u nas jego matka, a moja babka, powiedział do mojej matki "kurwo" ja stanęłam w jej obronie i powiedziałam, że nią nie jest, to podszedł do mnie i uderzył mnie głowa w nos. Jest nie dozniesienia.... moja matka jest tak wychudzona i sponiewierana, że wygląda jak szkielet.... Nasz dzielnicowy nic nam nie pomógł, kiedyś i kuratorka i dzielnicowy powiedzieli, że możemy wzywać policję kiedy trzeba, że oni po to są, ale pewnego razu, kiedy wezwaliśmy policję, nie wzięli go, bo on nie był pijany i takie tam, ojciec przysięgał, że się uspokoi i powiedzieli policjanci, żeby ich tak nie wzywać często..... Mamy problem i nie wiem czy to długo jeszcze potrwa, moja matka już kilka razy, tak się przyznała próbowała popęłnić samobójstwo, ale ciągle ją trzyma mój młodszy brat, bo jeszcze się uczy, ma 14 lat.... Ja też kilka razy to próbowałam, ale może boję się śmierci i tego nie zrobiłam, wiem, że to nie jest rozwiązanie... Ale co można zrobić??

 

 

Muszę przyznać, ze zaciekawił mnie ten artykuł, sama byłam 1,5 roku w bardzo toksycznym i bolesnym związku.
Mój mężczyzna terroryzował mnie psychicznie i nic nie było w stanie do niego dotrzeć, wszystkie moje argumenty że mnie rani były jak walenie grochem o ścianę.
Około roku zbierałam siły żeby od niego odejść, no bo przecież wspomnienia, poza tym, kiedys był cudowny, myślałam, ze może jeszcze taki być....
Zakochałam sie niemiłosiernie mocno, tak jak nigdy przedtem, i sądzę ze nigdy potem.
Ten związek zrujnował mnie, moje zycie i moje marzenia. Zrezygnowałam ze swojej pasji, z własnej prywatności, zamknęlam się szczelnie w jego osobie.
Wydawało mi sie ze tam jestem bezpieczna, ze jest mi dobrze i ze jestem szczesliwa, ale w pewnym momencie zaczelo mi brakować bliskich ludzi dookola mnie.
Ostatnie pól roku to były nieustanne kłotnie, pasmo strasznie głupich i nierozwaznych decyzji, włacznie z probami samobojczymi, nie potrafilam sie otrzasnać ze stanu amoku jaki mna owładnął...
Szalka sie przeważyła kiedy podniosł na mnie rekę, wtedy otworzyły mi sie oczy i definitywnie zakonczylam ta znajomosc, mysle ze w ten sposob uratowalam zarowno siebie jak i ludzi ktorym na mnie zalezalo i ktorzy mnie kochali.
Teraz jestem z mezczyzna, ktory jest przeciwienstwem tego totalnego despoty, ktorego tak bardzo kochalam, ale daje mi ukojenie i wiele lagodnosci.
Wprawdzie strach i dystans jak i niemile doswiadczenia nie pozwalaja mi zaangazowac sie tak jak dawniej, ale mam nadzieje ze z czasem zaufam temu cudownemu mezczyznie i ze sytuacja sie nie powtorzy.....

Dziewczyny nie pozwolcie sobie na brak szacunku i upokorzenia, nie warto tracic na to zycia, to jest okrucienstwo, ktore popelniacie same na sobie.
Mnie sie udalo, za was rowniez trzymam kciuki i zycze wiele sily i wytrwalosci, pozdrawiam goraco!!!

Komentarze

OPOWIADANIA NA TEMAT PZREMOCY! | Porady :)

car remotes | 27/06/2017, 17:07

My developer is trying to persuade me to move to .net from PHP. I have always disliked the idea because of the costs. But he's tryiong none the less. I've been using Movable-type on a number of websites for about a year and am nervous about switching to another platform. I have heard excellent things about blogengine.net. Is there a way I can import all my wordpress content into it? Any kind of help would be greatly appreciated!

OPOWIADANIA NA TEMAT PZREMOCY! | Porady :)

ead.letras.ufg.br | 27/06/2017, 14:54

What's Happening i'm new to this, I stumbled upon this I've discovered It positively useful and it has aided me out loads. I am hoping to give a contribution & assist other users like its helped me. Good job.

OPOWIADANIA NA TEMAT PZREMOCY! | Porady :)

car keys | 27/06/2017, 04:47

Hi there, I read your blog regularly. Your story-telling style is witty, keep up the good work!

OPOWIADANIA NA TEMAT PZREMOCY! | Porady :)

http://www.vector-marketing.com/ | 26/06/2017, 18:15

This site was... how do I say it? Relevant!! Finally I've found something that helped me. Kudos!

OPOWIADANIA NA TEMAT PZREMOCY! | Porady :)

partylair.com | 26/06/2017, 05:43

Have you ever thought about creating an ebook or guest authoring on other sites? I have a blog centered on the same ideas you discuss and would love to have you share some stories/information. I know my visitors would enjoy your work. If you are even remotely interested, feel free to send me an e mail.

OPOWIADANIA NA TEMAT PZREMOCY! | Porady :)

dev.honda-club.tomsk.ru | 24/06/2017, 00:06

Good blog you've got here.. It's difficult to find high quality writing like yours nowadays. I honestly appreciate individuals like you! Take care!!

OPOWIADANIA NA TEMAT PZREMOCY! | Porady :)

Leanna | 23/06/2017, 15:56

My partner and I stumbled over here by a different web address and thought I might check things out. I like what I see so now i'm following you. Look forward to looking into your web page again.

OPOWIADANIA NA TEMAT PZREMOCY! | Porady :)

Vanessa | 23/06/2017, 15:49

I am really impressed along with your writing talents as smartly as with the layout on your weblog. Is this a paid topic or did you customize it yourself? Either way keep up the excellent high quality writing, it's rare to peer a great blog like this one today..

OPOWIADANIA NA TEMAT PZREMOCY! | Porady :)

http://swiss.cx/User:Consuelo4784 | 23/06/2017, 10:20

I was recommended this website by my cousin. I'm not sure whether this post is written by him as nobody else know such detailed about my difficulty. You are wonderful! Thanks!

OPOWIADANIA NA TEMAT PZREMOCY! | Porady :)

credit card | 22/06/2017, 18:00

Wonderful blog! Do you have any tips for aspiring writers? I'm hoping to start my own website soon but I'm a little lost on everything. Would you suggest starting with a free platform like Wordpress or go for a paid option? There are so many choices out there that I'm completely overwhelmed .. Any recommendations? Appreciate it!

OPOWIADANIA NA TEMAT PZREMOCY! | Porady :)

wiki.primeraprioridad.cl | 22/06/2017, 16:41

Good post however I was wondering if you could write a litte more on this topic? I'd be very grateful if you could elaborate a little bit further. Bless you!

OPOWIADANIA NA TEMAT PZREMOCY! | Porady :)

Lucienne | 22/06/2017, 04:55

It's the best time to make a few plans for the future and it's time to be happy. I've read this submit and if I may just I desire to suggest you few interesting issues or advice. Perhaps you can write subsequent articles regarding this article. I want to read more issues about it!

OPOWIADANIA NA TEMAT PZREMOCY! | Porady :)

run your car with water review | 21/06/2017, 02:13

It's a shame you don't have a donate button! I'd most certainly donate to this brilliant blog! I suppose for now i'll settle for book-marking and adding your RSS feed to my Google account. I look forward to new updates and will talk about this site with my Facebook group. Talk soon!

OPOWIADANIA NA TEMAT PZREMOCY! | Porady :)

banks exist everywhere | 20/06/2017, 17:21

Thanks for sharing your thoughts on windows car pc. Regards

OPOWIADANIA NA TEMAT PZREMOCY! | Porady :)

budget rent a car | 20/06/2017, 02:22

Hi, Neat post. There is a problem along with your web site in internet explorer, would check this? IE still is the market chief and a good part of people will omit your great writing because of this problem.

OPOWIADANIA NA TEMAT PZREMOCY! | Porady :)

car computer exchange | 19/06/2017, 04:23

Wow, awesome blog layout! How long have you been blogging for? you made blogging look easy. The overall look of your web site is excellent, let alone the content!

OPOWIADANIA NA TEMAT PZREMOCY! | Porady :)

specialist offering diagnostics | 18/06/2017, 07:15

Wonderful article! That is the type of information that should be shared around the web. Disgrace on the search engines for no longer positioning this publish upper! Come on over and discuss with my web site . Thanks =)

OPOWIADANIA NA TEMAT PZREMOCY! | Porady :)

time hairpiece enjoying | 18/06/2017, 02:48

Hi there to all, how is the whole thing, I think every one is getting more from this website, and your views are nice in support of new users.

OPOWIADANIA NA TEMAT PZREMOCY! | Porady :)

start make money | 17/06/2017, 18:08

Greetings! I know this is somewhat off topic but I was wondering which blog platform are you using for this website? I'm getting sick and tired of Wordpress because I've had problems with hackers and I'm looking at options for another platform. I would be awesome if you could point me in the direction of a good platform.

OPOWIADANIA NA TEMAT PZREMOCY! | Porady :)

Nidia | 17/06/2017, 11:19

Thanks for sharing your thoughts on olympic gold medals. Regards
Dodaj komentarz
 authimage

Kim jestem?

aniolekdiabelek

Jeżeli ktoś chce popisać ze mną osobiście to niech pisze na moje GG: 35491784.Chętnie pomogę i poznam nowych ludzi:> Bardzo proszę o komentowanie.

kalendarz

  • « Lipiec 2008 »
    Pn Wt Śr Cz Pt Sb Nd
      1 2 3 4 5 6
    7 8 9 10 11 12 13
    14 15 16 17 18 19 20
    21 22 23 24 25 26 27
    28 29 30 31      

szukaj


ostatnio...

archiwum

Kategorie

Syndicate

    RSS 0.90 RSS 1.0 RSS 2.0 Atom 0.3

Tagi



RANKING STRON. Darmowa reklama w internecie. Darmowe statystyki TOPLISTA. Najlepsza toplista. Ranking. Fajne forum dyskusyjne - ranking forum. Najlepsze fora.